
Myśleliśmy, że to jedna w z wielu historii, która będzie miała szczęśliwe zakończenie. Kolejne uratowane psie dzieci, już bezpieczne, zaopiekowane z pełnymi brzuszkami. Przed nimi profilaktyka i będą mogły rozpocząć poszukiwania nowych domów i w końcu adopcja- dla nich nowe- w końcu dobre- życie. Jednak nigdy nie jest tak łatwo. Szczeniaki dopadła parwowiroza- choroba zakaźna, bardzo groźna dla życia psich dzieci. Niestety jej leczenie jest bardzo kosztowne. Będziemy walczyć o te psy do końca jednak możliwości finansowe mocno nas ograniczają, dlatego mamy nadzieję, że odezwą się w Was wielkie serca. Wielokrotnie pokazaliście nam, że nie jesteśmy na tej drodze sami, a Wasze wsparcie dodaje nam skrzydeł i pozwala nam ratować skrzywdzone zwierzęta dalej. Liczymy, że tak będzie i w tym przypadku. Dajmy tym psim dzieciom szanse na dobre życie...
Ich smutna historia
Jakiś zwyrodnialec wywalił psie dzieci do lasu i to tak w głąb, żeby czasami nie chciały gdzieś iść do wsi, zostawione na pewną śmierć znajdowały się w lesie między Wolą Solecką a Baranowem, są w typie owczarka niemieckiego, dlatego podejrzewamy, że ktoś po prostu ma pseudo hodowlę i mu towar nie sprzedał się a karmić trzeba.
Dzieciaki, były cudem znalezione.
Pan Marek w poniedziałek przed Sylwestrem zaczął jeździć do swojego lasu, który właśnie jest położony w tych okolicach. Przez parę dni wydawało mu się jakby coś się poruszało, biegało w gołębi lasu w środę z daleka zobaczył psy, wydawało mu się, że to młode psiaki, a w czwartek pojechał już z jedzeniem.
Głód już zmusił psiaki, żeby wyszły całkowicie z lasu na drogę. Okazało się, że są to psie dzieci, głodne, przerażone i jest ich trzy.
Pan Marek je nakarmił i przez następne dni jeździł, żeby zawieźć im jedzenie i może jakoś je zabrać stamtąd
Nie wiadomo ile szczeniaki były w tym lesie, ale to ich przerażenie było tak duże, że mimo jedzenia bardzo bały się człowieka.
W sobotę, czyli w Sylwestra, Pan Marek już szukał pomocy, skontaktował się weterynarzem gminnym w Lipsku. Ależ skąd, kazali mu czekać do poniedziałku i zgłosić do Urzędu i nie ma znaczenia, że to dzieci i będą przecież wystrzały.
W tym miejscu jest nasze pytanie, czy w urzędach podpisują umowy tylko z takimi weterynarzami to jest jakaś MASAKRA.
Ale całe szczęście, że zwykli ludzie mają w sobie serca i chęci by pomagać i to za darmo.
Pan Marek zadzwonił do swojej siostry do Pani Basi do Ostrowca Św. A Pani Basia napisała do nas i się zaczęło.
My się zgodziliśmy przyjąć dzieciaki, no jak można by się nie zgodzić. Przecież nie można było ich tam zostawić. Pani Basia z mężem Kamilem jeździła z Ostrowca do tego lasu ponad godzinę, żeby łapać psiaki, a nie była to łatwa sprawa.
Szczeniaki duże około 4 miesięcy i około 10 kg., przerażone pobytem w tym lesie nie chciały się dać przekonać, że nie każdy człowiek jest zły broniły się jak mogły. W sobotę udało się złapać jednego, pozostałe dwa uciekły w głąb lasu a już było ciemno.
I wreszcie w Nowy Rok czyli w niedzielę po wielu trudach udało się złapać pozostałe dwa. Pani Basia i Pan Marek będą mieli przez jakiś czas pamiątkę po tej przygodzie ale czego się nie robi dla Tych Zwierząt.
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Martyna
Dużo zdrówka 🫶🏻
Michał
Maluchy wracajcie do zdrowia!🥰🐶