Kobieta przytulająca psa na tle zachodzącego słońca.

Moja walka z endometriozą

15 460 zł  z 50 000 zł (Cel)
Wpłaciły 143 osoby
Wpłać terazUdostępnij
 
Sylwia Kwietniowska - awatar

Sylwia Kwietniowska

Organizator zbiórki

Mam na imię Sylwia. We wrześniu skończę 26 lat. Od ponad połowy swojego życia żyję z bólem.


Pierwszą miesiączkę dostałam w wieku 13 lat. Już wtedy były one bolesne, ale z każdym rokiem było coraz gorzej. W liceum co miesiąc przechodziłam przez prawdziwy koszmar. Przed okresem pojawiały się problemy jelitowe – wymioty, biegunki lub zaparcia. Potem przychodził przeszywający ból brzucha i pleców. Zdarzało się, że wymiotowałam z bólu, miałam drgawki i zasłabnięcia. Nie byłam w stanie normalnie funkcjonować. Regularnie opuszczałam szkołę, ponieważ nie miałam siły wstać z łóżka, dojechać na zajęcia ani wysiedzieć kilku godzin lekcyjnych.


Moi rodzice przez lata szukali odpowiedzi. Odwiedzałam wielu lekarzy, miałam wykonywane różne badania, trafiałam na SOR z powodu silnego bólu brzucha. Nikt nie potrafił powiedzieć, co mi jest. Słyszałam, że to stres, niewłaściwa dieta albo problemy psychiczne. Od 15. roku życia zmagałam się z zaburzeniami odżywiania i depresją, dlatego bardzo często właśnie na to zrzucano winę za moje objawy. Zdarzało się, że odnosiłam wrażenie, iż lekarze nie wierzą w skalę mojego cierpienia i traktują mnie jak osobę przesadzającą. Najczęściej otrzymywałam kroplówki i leczenie objawowe, po czym wracałam do domu bez odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak bardzo cierpię.


Niewiele osób wie, że moją największą pasją było jeździectwo. Jeździłam konno od 10. do 18. roku życia. Konie były moim światem, miejscem, gdzie czułam się szczęśliwa i wolna. Niestety ból podbrzusza stawał się coraz silniejszy. W końcu musiałam zrezygnować z tego, co kochałam najbardziej.


W wieku 19 lat zgłosiłam się jako dawczyni komórek jajowych. Chciałam pomóc osobom, które marzyły o dziecku. Przeszłam kwalifikację i wielokrotne badania ginekologiczne. Nikt nie zauważył niczego niepokojącego. Po procedurze mój stan jednak gwałtownie się pogorszył. W ciągu dwóch miesięcy przytyłam 12 kilogramów, pojawił się trądzik hormonalny, nadmierne owłosienie i zatrzymywanie wody w organizmie. W końcu usłyszałam diagnozę PCOS i przez wiele lat przyjmowałam hormony.


Leczenie pomogło na część objawów hormonalnych, ale nie na ból. Ten pozostawał taki sam. Każda miesiączka oznaczała cierpienie. Wymiotowałam z bólu, nie mogłam chodzić, prowadzić samochodu ani normalnie funkcjonować. Z czasem ból zaczął pojawiać się również poza miesiączkami i stopniowo się nasilał.


Dopiero w 2023 roku po raz pierwszy usłyszałam o endometriozie. Zaczęłam podejrzewać, że to może być moja choroba. Na początku 2025 roku rozpoczęłam walkę o diagnostykę. Przez wiele miesięcy bezskutecznie próbowałam dostać się do placówek zajmujących się endometriozą. Kiedy nie mogłam uzyskać pomocy w ramach publicznej diagnostyki, postanowiłam działać na własną rękę.


Sprzedałam samochód, żeby zdobyć pieniądze na badania i leczenie. Nie prosiłam od razu o pomoc. Najpierw próbowałam zrobić wszystko, co było w mojej mocy. Finansowałam kolejne konsultacje, badania, leki i zabiegi, licząc na to, że w końcu znajdę odpowiedź na pytanie, dlaczego od tylu lat cierpię.


Wydałam tysiące złotych na konsultacje, badania, leki i zabiegi. Jeden z lekarzy stwierdził jedynie adenomiozę. Kolejny potwierdził tę diagnozę. Przepisywano mi coraz droższe leki. Jeden z nich, Ryeqo, kosztował około 350 zł miesięcznie. Niestety powodował tak silne skutki uboczne, że nie byłam w stanie funkcjonować. Założono mi również wkładkę domaciczną, która miała poprawić mój stan.


Ból jednak stawał się coraz silniejszy.


W końcu trafiłam do Instytutu Endometriozy we Wrocławiu. Tam usłyszałam prawdę. Okazało się, że przez lata żyłam nie tylko z adenomiozą i PCOS, ale również z głęboko naciekającą, rozsianą endometriozą. Specjalistyczny rezonans potwierdził rozległe zmiany, zrosty oraz zaawansowaną chorobę.


Najbardziej bolesna była świadomość, że od pierwszych objawów do właściwej diagnozy minęło około 12 lat. Przez ten czas słyszałam, że przyczyną może być stres, dieta, depresja albo zaburzenia odżywiania. Tymczasem moje ciało od lat wysyłało sygnały, których nikt nie potrafił właściwie odczytać.


Po raz pierwszy ktoś nazwał to, z czym walczyłam przez ponad dekadę.


Dziś żyję z bólem praktycznie każdego dnia. Czasami jest słabszy, czasami tak silny, że odbiera mi możliwość normalnego funkcjonowania. Boli mnie brzuch, plecy i miednica. Mam problemy jelitowe i problemy z pęcherzem. Nawet niewielki wysiłek fizyczny potrafi wywołać ogromny ból i nudności.


Choroba odebrała mi nie tylko zdrowie, ale także poczucie niezależności. Przez dolegliwości miałam trudności z utrzymaniem pracy. Obecnie nie mogę wykonywać zajęć wymagających długiego stania czy dźwigania. Mimo że aktywnie szukam zatrudnienia, znalezienie pracy dostosowanej do mojego stanu zdrowia jest bardzo trudne. Nie mam możliwości uzyskania kredytu ani samodzielnego sfinansowania leczenia.


Od trzech lat prowadzę dom tymczasowy dla bezdomnych kotów. Pomagam tym, którzy nie mają głosu i sami nie potrafią poprosić o pomoc. Wielokrotnie ratowałam zwierzęta wymagające leczenia, opieki i bezpiecznego miejsca. Zawsze wierzyłam, że jeśli można komuś pomóc, to warto to zrobić. Dziś po raz pierwszy znalazłam się po drugiej stronie i sama muszę poprosić o pomoc.


Lekarze zgodnie uważają, że najlepszą szansą na poprawę mojego stanu jest operacja. Koszt zabiegu to 50 000 zł. To kwota całkowicie poza moim zasięgiem.


Operacja nie daje gwarancji całkowitego wyleczenia. Endometrioza jest chorobą przewlekłą. Jednak według specjalistów jest obecnie moją najlepszą szansą na zmniejszenie bólu, odzyskanie sprawności i powrót do normalnego funkcjonowania. To szansa, by odzyskać część życia, które choroba zabiera mi od wielu lat.


Mam 25 lat i coraz trudniej przypomnieć sobie, jak wygląda życie bez bólu. Jestem zmęczona ciągłym cierpieniem fizycznym i psychicznym. Nie chcę już tylko przetrwać kolejnego dnia. Chcę żyć. Chcę pracować, spotykać się z ludźmi, wrócić do swoich pasji i odzyskać zdrowie. Chcę przestać planować każdy dzień wokół choroby.


Przez lata robiłam wszystko, żeby poradzić sobie sama. Dziś doszłam do momentu, w którym bez pomocy innych nie jestem w stanie zawalczyć o leczenie.


Jeśli możesz wesprzeć moją zbiórkę, będę ogromnie wdzięczna. Każda wpłata, każde udostępnienie i każde dobre słowo dają mi nadzieję, że odzyskam życie, które od ponad 12 lat stopniowo odbiera mi choroba.


Dziękuję, że poświęciłeś mi swój czas i przeczytałeś moją historię.

Słowa wsparcia

Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲


  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    11.06.2026
    11.06.2026

    🍀🍀🍀

  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    30.05.2026
    30.05.2026

    Kochana trzymaj się, pozdrowienia od felllow kociary :)

  • Bubuś - awatar

    Bubuś

    07.05.2026
    07.05.2026

    Zdrówka

  • Karolina - awatar

    Karolina

    28.04.2026
    28.04.2026

    Trzymam kciuki 🤞

15 460 zł  z 50 000 zł (Cel)
Wpłaciły 143 osoby
Wpłać terazUdostępnij
 
Sylwia Kwietniowska - awatar

Sylwia Kwietniowska

Organizator zbiórki

Zadaj pytanie

Wpłaty: 143

Ania - awatar
Ania
50
Wracaj do Zdrowia Sylwio - awatar
Wracaj do Zdrowia Sylwio
100
Add alt here
Dołącz do listy
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
20
Babcia Władzia - awatar
Babcia Władzia
200
Roksana Tomaszewska - awatar
Roksana Tomaszewska
50
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
20
Szymon Młyńczak - awatar
Szymon Młyńczak
100
Kasia - awatar
Kasia
100
Add alt here
Dołącz do listy
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
20

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

fundraiser thumbnail
Załóż swoją zbiórkę

Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!

fundraiser thumbnail