Katarzyna Napiórkowska - awatar

Katarzyna Napiórkowska

Organizator zbiórki

Historia Alaski jest czasowo krótka, bo zaczęła się dwa tygodnie temu, a zdążyło się już tak wiele wydarzyć.

Gdy 29 listopada jechałam spontanicznie (choć po pół roku codziennego myślenia o adopcji) do schroniska, chciałam zabrać innego psa. Młodego, zdrowego husky. Myślałam wcześniej o Alasce, bo widziałam ją na stronie facebookowej, ale widząc, że może mieć problem ze stawami (a ja mam schody w mieszkaniu, więc samo dolne piętro mogłoby być ciasne - jeden pokój), pomyślałam, że nie będę dla niej najlepszym domem. Jest dość starym psem - nie wiemy ile ma lat bo nie ma zębów, ale około 8-11. Pewnie stępiła te ząbki na kamieniach. Na miejscu okrążyłam wszystkie klatki, i to ona zwróciła moją uwagę. Na początku jej nie poznałam, bo wyglądała zupełnie inaczej niż na zdjęciu, bardzo zabiedzona (w schronisku była tylko 2 tygodnie i nie zdążyła odżyć). Gdy wszystkie inne psy skakały i szczekały, żeby zwrócić naszą uwagę, ona patrzyła na nas tylko bardzo smutnymi oczami, niemalże błagalnym wzrokiem. Inne psy ją popychaly i obskakiwały, ona była wciąż cichutka. Coś mnie do niej ciągnęło. Okazało się wtedy, że drugiego pieska w typie husky ktoś adoptował 30 minut szybciej, więc poprosiłam o wyprowadzenie Alaski. Wtedy dowiedziałam się, że to właśnie ANABEL ze zdjęcia, które kiedyś wpadło mi już w oko. Gdy przeszliśmy się z nią na spacerze, była bardzo grzeczna. Podjęłam decyzję o zabraniu jej do domu i chciałam wejść do środka podpisać papiery adopcyjne, ale za nic nie dało się jej wciągnąć z powrotem - tak bardzo nie chciała tam wrócić nawet na sekundę.

Była tak wykończona schroniskiem, że zasnęła mi w wannie.

Pierwsze dni były ciężkie - Alaska była smutna, zabiedzona, zapchlona, wychudzona bardzo mocno (27kg, a ważyć powinna o 10 więcej), uciekała od ludzi ze strachu.

I choć trochę panikowałam, to dzięki wsparciu kolegi przetrzymałam pierwsze 24h. I po tygodniu Alaska zaczęła się otwierać. Choć ciągle była smutna i kompletnie nieprzystosowana do świata, to była bardzo mądrym pieskiem. Toaletę trzymała i załatwiała tylko na zewnątrz i bardzo szybko. Chodziła przy nodze. Bardzo lubiła głaskanie. Szybciutko nauczyła się wchodzenia po schodach (jeszcze nie u mnie, ale takich łatwiejszych na spacerach).

Potem zaczęła się spirala problemów. Pierwsza - biegunka, bardzo długa, kilkudniowa. Alaska zostala pod kroplówką, leczyliśmy ją na kokcydioze. Dostawała antybiotyki, a po tej kroplówce wystrzeliła do przodu jakby nabrała sił. Biegunka się zaleczyła dzięki dobrej karmie, i wydawało się, że wszystko już teraz pójdzie z górki.

Wyglądała coraz lepiej, choć niestety chudła, ale mam nadzieję, że to z powodu wzmożonej aktywności fizycznej i biegunki, plus umiarkowanego dawkowania karmy, żeby nie robić problemów z jelitami.

Do czasu. W czwartek rano obudził mnie dziwny, głośny dźwięk. Zbiegłam szybko na dół i ujrzałam przerażający widok. Bardzo mocny atak padaczki. Zwieracze puściły, jedne i drugie. Niestety powtórzył się jeszcze dwa razy tego dnia, do dziś kolejne trzy razy - dwa już u weta w klinice. Pani weterynarz kazała mi filmować ataki, żeby stwierdzić dokładniej jakie to zmiany, ale myślę, że tego strasznego widoku oszczędzę, niezwykle ciężko na to patrzeć. Wstawię tylko screena.

Ledwo wyszła z biegunki, i pojawił się kolejny kłopot. Alaska była z piątku na sobotę bardzo nerwowa, chodziła w kołko i szukała jedzenia, zawieźliśmy ją więc do weterynarza i tam została. Już w czwartek wprowadziliśmy leki przeciwpadaczkowe, ale niestety ataki trwaly dalej, więc dla tak starego psa, trzeba było wprowadzić stan śpiączki farmakologicznej, czekając na wysycenie w organizmie nowych leków. Luminal zmieniliśmy na inny lek, który w formie płynu trzeba podawać dożylnie kilka razy dziennie, jedna butelka to koszt 100pln. Podobno ten lek wysyca się szybciej. Dzień hospitalizacji to aktualnie 700pln.

Wcześniejsze rachunki udało mi się zapłacić, ale w ciągu tych 2 tygodni, wydałam na nią sumę znacznie większą niż ta, której się spodziewałam.

Musimy też zrobić rezonans magnetyczny, żeby potwierdzić lub wykluczyć guza mózgu.

Nie wiem czy na szczęście, bo nie wiem co gorsze, ale wykluczyliśmy encefalopatię wątrobową i nerkową. Teraz wstępnie zakładamy, że to jednak padaczka idiopatyczna.

Ale rokowania są ostrożne, a wiadomo co to znaczy.

Póki co, Alaska smacznie śpi w śpiączce farmakologicznej, musieli jednak podać jej większą dawkę niż książkowa, bo Alaska wciąż się budziła, co znowu nie jest dobrym znakiem.

"Pies jest stary, bez sensu wydawać pieniądze, lepiej uśpić".

"Dwa tygodnie ją masz, nie wiem czym się tak ekscytować".

"Po co rezonans taki drogi".

Takie rzeczy słyszę, ale nie zamierzam się poddać, póki nie sprawdzę wszystkiego i póki nie będę wiedzieć, że zrobiliśmy dla niej wszystko co się dało. Nie po to adoptowałam psa, żeby go po trzech tygodniach usypiać.

To jest wyjątkowo trudna sytuacja, także dla mnie mentalnie. Łamie mi się serce gdy pomyślę, że nigdy nie zaznała nic dobrego, i nawet teraz nie dane  jest jej szczęście. Przeżyła dobrze poza schroniskiem kilka dni. I ja się na to po prostu nie godzę, chcę żeby miała chociaż kilka miesięcy wspaniałego życia i dlatego opcja uśpienia kompletnie odpada. Oczywiście nie chcę męczyć psa, któremu nie da się pomóc, ale póki co, muszę walczyć. Przecież nadzieja umiera ostatnia.

Póki co, rachunek od przyjęcia jej o drugiej w nocy z piątku na sobotę, stoi na około 1050pln. Każdy kolejny dzień tej śpiączki i podawania leków to ok. 700pln. W teorii, mogą być potrzebne 2-3 kolejne dni na podawanie tego leku, bo dziś w nocy przypadkiem wypięła się z kroplówki, i miała lekkie drgawki, co oznacza, że lek jeszcze raczej nie działa w pełni. Rezonans to ok. 1000pln - może więcej (sam rezonans to chyba ok. 800pln, ale jeszcze trzeba psa chwilowo uśpić i przygotować do badania).

To daje nam 1050+700*3+1000=4150pln.

Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy, i wtedy przede mną wydatek na bardzo drogą karmę na wrażliwy żołądek i leki, pewnie do 600-800pln miesięcznie. Ale z tym już sobie poradzę. Pewnie trzeba będzie też obłożyć mieszkanie dywanami, bo bidula rozjeżdża się na panelach, ale to juz tylko jednorazowy wydatek i wcale nie musi być ogromny, więc też powinno się udać.

Aktualnie potrzebuję tylko tej pomocy finansowej na stabilizację jej stanu od zaraz.

Trzymajcie proszę kciuki, tydzień szczęścia to zdecydowanie za mało.

Oby wszystkie te cierpienia były tragiczną sytuacją ze wspaniałym happy endem.

Jeśli coś pójdzie niestety nie tak, a mnie zostaną pieniądze, wpłacę resztę na wybrany przez nas wspólnie cel, może schronisko, może innego pieska.

Alaska - póki co w sennej krainie kucyków - przesyła uściski i dziękuje za pomoc. :)

Wybierz kwotę

Aktualności

  • Katarzyna Napiórkowska - awatar

    Katarzyna Napiórkowska

    27.12.18
    27.12.18

    Alaska ma się dobrze, ataków wciąż brak (choc minęło niewiele, bo 9 dni od śpiączki). Nie ma już tikow, które z moich obserwacji wyglądały na skutek uboczny leków, chodzi znacznie lepiej (kupiłam jej dywany), nogi już się nie plączą. Tuczę ją najlepszą karmą na rynku do granic możliwości (póki nie ma biegunki), w ramach rozsądku, ale tak żeby tyła. Poświęcam przy tym dużo czasu na spacery i ćwiczenie/budowanie mięśni, których ona w ogóle nie ma. Nie ma już tez prawie objawów petit mal, czasem pomlaszcze przez sen, czasem widzę jak drgają jej mięśnie twarzy, ale wydaje mi się, ze to naturalne. Ogolnie rzecz biorąc ona ma tez przeoraną psychikę - nie zachowuje się jak pies. To ćwiczymy tez każdego dnia, zaczęła już powoli przychodzić do mnie na głaski. Jeśli miałabym podsumować, to jest tylko coraz lepiej. Nie widzę pogorszenia (w związku z potencjalnym powiększaniem się potencjalnego guza).

    Zdjęcie aktualności 23 523

Komentarze

  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    18.12.18
    18.12.18

    Zdrowiej psiaku :)

  • Klaudia Czarnecka - awatar

    Klaudia Czarnecka

    17.12.18
    17.12.18

    trzymam kciuki :)

  • Niczka - awatar

    Niczka

    17.12.18
    17.12.18

    Czytając to wyje do poduszki myśląc jakbym się czuła, gdyby coś miało się stać mojemu Franiowi. Niewyobrażalny ból... Trzymam mocno kciuki i wierze, że wszystko skończy się dobrze!

  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    16.12.18
    16.12.18

    To co robisz dla tego psa jest wielkie! Tak trzymaj

  • Karolina - awatar

    Karolina

    16.12.18
    16.12.18

    Trzymam kciuki :)

Katarzyna Napiórkowska - awatar

Katarzyna Napiórkowska

Organizator zbiórki

Wpłaty - 404

Anonimowy Darczyńca - awatar
1
Anonimowy Darczyńca
Wiktor Wnękowicz - awatar
20
Wiktor Wnękowicz
Aneta Milczarek - awatar
20
Aneta Milczarek
Anonimowy Darczyńca - awatar
6
Anonimowy Darczyńca
Anonimowy Darczyńca - awatar
20
Anonimowy Darczyńca
Anonimowy Darczyńca - awatar
20
Anonimowy Darczyńca
Anonimowy Darczyńca - awatar
20
Anonimowy Darczyńca
Anonimowy Darczyńca - awatar
20
Anonimowy Darczyńca
Anonimowy Darczyńca - awatar
5
Anonimowy Darczyńca
Anonimowy Darczyńca - awatar
20
Anonimowy Darczyńca

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

Jak to działa?

1

Stwórz zbiórkę

Podaj kwotę, uzupełnij opis, gotowe!

2

Udostępnij

Zapraszaj do wsparcia zbiórki.

3

Zbierz pieniądze

Wykorzystaj najlepsze narzędzie w sieci.

Pomagam.pl wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej

Zamknij