Renata Szot - awatar

Renata Szot

Organizator zbiórki

Nazywam się Renata i mam 39 lat.

Kiedy wszelkie metody zawiodą, człowiek dorasta do decyzji, że czas głośno wołać o pomoc. Sytuacja, w której postawił mnie los, nie pozwalała mi dłużej wołać szeptem. Musiałam wołać głośno, głośniej od bomb, które zrzucił na mnie los…zanim wybuchną, niszcząc cały świat. Niestety moje wołanie było może zbyt ciche, a może za dużo było w nim depresji, która mnie dopadła, gdy nie mogłam poradzić sobie z chorobą i biedą. 

9 lat temu niefortunnie upadłam na nogę. Doznałam wieloodłamowego zlamania kości skokowej. Złamanie kości skokowej lekarze składali podczas operacji. Po pierwszej operacji trzeba było zrobić kolejną, a po kolejnej jeszcze jedną. Ponad 33 lekarzy oglądało moją nogę, przeszłam łącznie 9 operacji stawu skokowego. Lekarze mieli różne wizje leczenia mojej stopy, operowali, piłowali kość, zakazili mnie bakterią, miałam nie zrekonstruowane zerwane mięśnie, które rozwarstwiały się na drobne włokienka, doszły problemy neurologiczne, zaburzenia snu. Z każdą kolejną operacją moja noga była w poważniejszym stanie. Gdy w Polsce nie było już nadziei, pojechałam za granicę. Zebrałam pieniądze i pojechałam.  Złamanie nogi doprowadziło do zwyrodnienia stawu skokowego, moja stopa trzyma się na wielu śrubach i kotwicach tytanowych. Każda operacja, która miała pomóc, coraz bardziej odbierała mi moją nogę. 

Podczas nieudanych operacji w Polsce wypiłowano mi za dużo kości, o czym dowiedziałam się dopiero podczas kosztownego leczenia w Szwajcarii. Kość nie odrośnie, dlatego trzeba było wyciąć kawałek kości biodrowej i wstawić w miejsce ubytku kości w nodze. Pozostały ubytek został wypełniony materiałem od dawcy. Byłam jednak taka pełna nadziei, że w końcu dojdę do mety mojej drogi, a jednak po operacji zabrakło mi środków na rehabilitację i moja stopa zaczęła się źle ustawiać. 

Moje ciało zaczęło kompensować brak prawidłowej pozycji i prawidłowego chodu przeciążając prawą połowę ciała, która nie wytrzymała. Pewnego dnia przy próbie wstania pękła mi chrząstka w kolanie drugiej nogi. I od tego momentu nie miałam już żadnej dobrej nogi. Dwukrotnie jechałam do szpitala w moim mieście, aby zgłosić mój uraz, niestety na izbie przyjęć wykonano mi tylko badanie RTG, które nie wykazało zmian. Znów byłam zmuszona na własny koszt odbyć wizyty u ortopedy, który nie zbagatelizował mojej osoby. Na wlasny koszt wykonałam jak najszybciej badanie rezonansu magnetycznego, które wykazało wyłamaną chrząstkę. I znów potrzebowałam pieniędzy na leczenie prywatne, gdyż operacja musiała odbyć się szybko, a ja musiałam ratować moją najbardziej zdrową nogę, aby móc kiedyś znów na niej chodzić, zwłaszcza, że moja lewa stopa była coraz bardziej zdeformowana. I znów zabrakło mi środków na rehabilitację. Moje ciało reagowało jak pajacyk, który pociąga się za sznurki, deformowało się coraz bardziej, osłabienie jednych mięśni skutkowało napięciem innych. Zmiany postawy i chodu zaatakowały moje biodro i kręgosłup. Wypadające dyski kręgosłupa, rotacja miednicy, długo można wymieniać co się stało z moim ciałem...

Kule – od nich ludzie giną na wojnach. Na mojej wojnie kule pomagają, jedynie dzięki nim mogę zrobić kilka kroków, wyjść spoza czterech ścian. Chodzenie sprawia mi ogromny ból. Rzadko mogę wyjść bez kul. Samotnie wychowuję 15-letniego synka z orzeczeniem o niepełnosprawności. Ból jest często nie do zniesienia, jednak nic mocniej nie rani serca niż martwienie się o rodzica dostrzegalny w oczach dziecka. Staram się opiekować synkiem jak najlepiej, jednak problem z nogą stawia przede mną coraz to nowe ograniczenia. Synek sam potrzebuje opieki, zmaga się z zespołem Aspergera, a musieliśmy przerwać terapię, ponieważ nie jestem w stanie go na nią zabrać. Mój syn na codzień pomaga mi w domu,choć to ja powinnam nim się opiekować. To nasz osobisty dramat. 

Po wypadku straciłam prace – więcej czasu spędzałam w szpitalach niż w pracy, więc nie byłam dobrym pracownikiem. Gdy wracałam do lepszej kondycji to moje zarobki nie były w stanie pokryć kosztów leczenia, rehabilitacji, życia i zobowiązań kredytowych zaciągniętych na moje leczenie. Wtedy pod mój dach poza chorobą zawitała bieda. I biedy i choroby chciałabym się pozbyć z mego domu. I depresji, bo ona mnie dopadła podczas mojej walki z chorobą. Włóczyła się za mną jak cień aż zaatakowała w momencie, gdy byłam najsłabsza psychicznie. Ból i niemożność chodzenia ograniczyły moją aktywność fizyczną, a jako osobaz zespołem policystycznych jajników całe życie musiałam być aktywna fizycznie, aby nie przybierać na wadze. Brak ruchu zaczął potęgować przyrost masy ciała, efekt ten nasiliły leki przeciwdepresyjne. Próbowałam jeszcze bardziej ograniczać jedzenie, jednak zaczęłam wpadać w bulimię. Płakałam i wymiotowałam, a potem znów jadłam, by zapełnić żołądek i pustkę w sercu. Wpadłam w spiralę problemów, z których już sama wyjść nie potrafię, a moje ciało potrzebuje pomocy i dusza potrzebuje odrobiny sensu życia. Moja stopa wymaga korekty, aby móc prosto chodzić. Moje kolano również. Boję się o moje biodro, nie wiem czy będę w stanie jeszcze zawrócić z tej drogi do kalectwa, jesli i ono się rozpadnie i będzie wymagało protezy. 

Poświęciłam na leczenie i rehabilitację wszystkie pieniądze, a na kolejne zabiegi i kolejne rehabilitacje zaciągnęłam kredyty. Nie mam środków na dalsze leczenie i rehabilitację. Leczeniai rehabilitacji potrzebuje również mój syn, który ma kłopoty z kręgosłupem i stopą zakwalifikowaną do operacji. Nie wiem jak udźwignąć to wszystko. Za chwilę stracimy mieszkanie, a ja nadal będę niezdolna do pracy, która pozwoli mi na wyjście z tej spirali problemów. Jak samej z takiej sytuacji wyjść? Musiałby zdarzyć się jakiś cud. Ale czy jestem tą osobą, która go doświadczy? Jak żyć dalej, jeśli będę przykuta do łóżka, gdy nie będzie mnie stać na nic, gdy będzie nade mną widmo eksmisji, gdy mój niepełnosprawny syn będzie musiał poświęcić resztę dzieciństwa na opiekę nade mną? Nie wiem czy udźwignę psychicznie ten ciężar. Jest ze mną bardzo źle. Aby to wszystko wyprostować potrzeba bardzo dużych pieniędzy i pracy, z której pensja pozwoli mi na opłatę zobowiązań i na życie oraz rehabilitację i leczenie. Czy ktoś mi da taką szansę? 

Zamilkłam zaszywając się w swojej depresji i bólu, ale w środku we mnie krzyczy pytanie: Czyż nie słyszycie wokół tego strasznego krzyku który zwykło się nazywać ciszą?

Widzę, że gasnę, ale wciąż wierzę, że uniknę kompletnego kalectwa do końca życia jeśli mi się pomoże. Potrzebuję tylko pomocy w tym trudnym dla mnie okresie. Mam tak mało czasu, a tak dużo do zaoferowania światu. Proszę, nie odbierajcie mi  nadziei i wiary, że warto prosić o pomoc! Nawet, jeśli trzeba krzyczeć głośniej od bomb, żeby wygrać największą wojnę w życiu.


Komentarze

  • Robert R. - awatar

    Robert R.

    28.05.17
    28.05.17

    Zycze powrotu do zdrowia

  • Małgorzata - awatar

    Małgorzata

    24.04.17
    24.04.17

    Powodzenia. Na pewno Pani uda się wyjść na prostą z tej sytuacji. Trzymam kciuki. W tym świecie, na szczęście, nie jesteśmy sami ♥

Renata Szot - awatar

Renata Szot

Organizator zbiórki

Wpłaty - 34

Anonimowy Darczyńca - awatar
1
Anonimowy Darczyńca
Anonimowy Darczyńca - awatar
100
Anonimowy Darczyńca
Anonimowy Darczyńca - awatar
100
Anonimowy Darczyńca
Robert R. - awatar
50
Robert R.
Anonimowy Darczyńca - awatar
20
Anonimowy Darczyńca
Anonimowy Darczyńca - awatar
50
Anonimowy Darczyńca
Grzecho - awatar
25
Grzecho
ANETA - awatar
100
ANETA
Marta Kazienko - awatar
50
Marta Kazienko
Hania W. - awatar
45
Hania W.

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

Jak to działa?

1

Stwórz zbiórkę

Podaj kwotę, uzupełnij opis, gotowe!

2

Udostępnij

Zapraszaj do wsparcia zbiórki.

3

Zbierz pieniądze

Wykorzystaj najlepsze narzędzie w sieci.

Pomagam.pl wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej

Zamknij