Zbiórka Kotek Rysio potrzebuje wsparcia! - miniaturka zdjęcia

Kotek Rysio potrzebuje wsparcia!

Katarzyna Pergoł - awatar

Katarzyna Pergoł

Organizator zbiórki

Witajcie! Mam na imię Kasia, jestem jedynaczką, rodowitą wrocławianką.. Angażuję się w życie społeczne i kulturalne w moim mieście, lecz uczestniczę także w wielu kreatywnych projektach na terenie całego kraju. Od najmłodszych lat wychowywałam się wśród zwierzaków, zawsze w domu był kot i pies. Los każdego stworzenia jest dla mnie bardzo ważny - wspieram organizacje na rzecz zwierząt, jeśli nie jestem w stanie zrobić tego bezpośrednio finansowo, to robię to np. poprzez podpisywanie wszelkich petycji. Wiem, że choćby mały gest jest w stanie zdziałać cuda. Nie można pozostawać obojętnym na nieszczęście każdej żywej istoty. W 2009 roku po stracie jednego przyjaciela domu, kota Funia, rozpoczęła się nasza piękna, lecz trudna przygoda z moim ukochanym przyjacielem Rysiem - ośmioletnim kotkiem o niezwykłej charyzmie, otwartym sercu dla każdego, lecz i jak się później okazało, potrzebującym ogromnej pomocy medycznej. Rysio wybrał mnie i moją mamę na swoje właścicielki, podczas zwykłego powrotu ze sklepu, wracał za nami aż pod same drzwi. Skradł nasze serce, jak schorowany już Funio był jeszcze z nami. Mimo że nie mogłyśmy sobie pozwolić na kolejne zwierzę, został dzielny zastępcą swojego starszego kolegi i z każdym dniem jego wdzięczność i miłość jest coraz większa.
Od roku 2011 aż do dziś zmaga się z przewlekłym zapaleniem pęcherza moczowego i powikłaniami po prowadzonej terapii. Chirurdzy na wstępie przekreślali jego szanse na normalne życie, porównując jego pęcherz do zużytej torby z supermarketu.. Ogromna ilość cewnikowań, badań oraz zastrzyków doprowadziła Rysia do operacji wyszycia cewki moczowej w lutym 2012 roku, na którą zdecydował się wspaniały doktor weterynarii z Wrocławia, co znacznie poprawiło jakość jego życia. Był to zabieg ryzykowny, wszystko na jedną kartę, ale udało się. Zapalenia pojawiają się, lecz z mniejszą częstotliwością, kot nie cierpi podczas cewnikowań, których nie mogliśmy już kontynuować. Mimo że załatwia się praktycznie jak dziewczynka - przez specjalnie wyszytą dziurką na brzuszku - na co dzień jest radosnym,  kontaktowym i energicznym kotem, uwielbiającym zabawy z piórkiem i spanie z łapką w dłoniach moich lub mojej mamy.

Niestety, raz na jakieś trzy miesiące dochodzi do "ataku" - charakterystycznego już dla tego typu schorzeń - pęcherz staje się obolały i wymaga to wizyty u weterynarza, kolejnych premedykacji, badań krwi, usg, zakupu kosztownych leków i szeregu innych czynności, które stawiają go na nogi i pozwalają na dalsze szczęśliwe życie. Są to jednak koszty przekraczające nasze możliwości.. Same zmagając się z komplikacjami zdrowotnymi, nie jesteśmy w pełni wspierać naszego Przyjaciela. Niekiedy zwyczajnie nie starcza nam sił i środków finansowych, by kuracja zawsze była kompletna i skuteczna. W zeszłym roku straciliśmy drugiego zwierzęcego domownika - psa Atosa - wiernego przyjaciela i towarzysza Rysia, to też znacznie wpływa na osłabienie samopoczucia kocurka , nie tylko psychicznego, również fizycznego.

Jedna z ostatnich wizyt u weterynarza, podczas której doraźna pomoc kosztowała nas prawie 500 zł, a następna miała odbyć się tego samego lub następnego dnia, kazała mi się zatrzymać i powiedzieć sobie - "trzeba coś zdziałać, zaufać innym i dać sobie pomóc.. ". Do złych informacji dołączyła także ta o koniecznym leczeniu uzębienia Rysia - co powoduje szereg niepożądanych reakcji w organizmie i pogarsza leczenie pęcherza.
Mimo naszych wielkich starań, troszcząc się na co dzień także i o nasze zdrowie, jak i szereg innych spraw pochłaniających duże kwoty, wiemy, że nie możemy dalej normalnie leczyć naszego ukochanego kota. On nam bardzo ufa i wie, że choćbym miała gnać z drugiego końca Polski, by uśmierzyć jego ból oraz wszelki dyskomfort, to na pewno to zrobię, jak robię i robiłam do tej pory. Czasami jednak bezsilność staje się zbyt wielka..

EDIT: 1.08/Po porannym badaniu usg i pobraniu moczu do badań, okazało się, że lekarze nie są w stanie zacewnikować kocurka, by przepłukać mu pęcherz, który jest bardzo obolały i znajdują się w nim złogi krwi, piasek i jakiś dziwny nabłonek, który dokłada się do przytykania.
Rysio przeszedł dziś ponowną operację wyszycia cewki moczowej, okazało się, że niedrożność była spowodowana nie tylko zapaleniem i obrzękiem u ujścia cewki, ale i jej częściowym zarośnięciem, dlatego też oddawanie moczu było dla niego drogą przez mękę. Doktor zdecydował się najpierw na poszerzenie i udrożnienie otworu, jednak w trakcie operacji zauważył, że sprawa wymaga większej interwencji - otworzenie jamy brzusznej i ponowne wyszycie było konieczne - mięśnie brzucha kota były wręcz sine, a pęcherz, no cóż.. 
Operacja się udała. Teraz Rysio odpoczywa w chłodnym mieszkaniu i dochodzi do siebie po kroplówce. Jutro jedzie na kolejną, a potem na kolejną.. i tak przez trzy dni. Dalej czeka go leczenie lekami przeciwzapalnymi, by doprowadzić go do sprawności. Trzeba obniżyć wszystkie anormalne wyniki m.in. nadwyżkę potasu, czy amoniaku, które osłabiają cały organizm. Rekonwalescencja potrwa pewnie do trzech tygodni, a w jej trakcie potrzebne będzie zainwestowanie w kolejne wizyty, kroplówki, lekarstwa, później lepszą karmę. Dopiero za jakąś chwilę będziemy mogli skupić się na wyleczeniu ząbków.

Możemy jedynie domyślać się ile bólu nosi w sobie nasz kotek.. Wierzymy, że podana kwota, będzie w stanie choć tymczasowo pomóc w złożonym leczeniu Rysia, odbić się na moment od dna i uwierzyć, że uda się pójść dalej, znaleźć dalsze środki na niezbędne działania.

EDIT: 2.08

<--- To są rachunki za bieżące ratowanie Rysia od 30.06, sumując je nietrudno sprawdzić jakimi kosztami zostałyśmy z mamą obciążone do tej pory (nie licząc oczywiście tych od 2011..). Czekają nas jeszcze opłaty za operację z 1.08, kroplówki, lekarstwa itd. A jest to dopiero trzeci dzień po kolejnym spadku formy..

EDIT: 3.08
Dziś mija trzeci dzień gwałtownego leczenia Rysia, choć ze swoją przypadłością mierzy się już od wielu lat. Mamy nadzieję, że operacja poprawi na nowo komfort jego życia i znów na długo zapomni o gabinetach weterynaryjnych.. Póki co, oddaje mocz, który generują mu codzienne kroplówki. Podajemy je w domu, razem z zastrzykami, żeby nie jeździć z nim specjalnie w takie upały, co podwyższa także poziom stresu. 
Nadal jest jednak mocno osłabiony, gdyż nie je i nie pije, ale jest wzmacniany dożylnie, dlatego liczymy, że apetyt zaraz wróci. Zapewne szwy, jak i cały układ moczowy jest diabelnie obolały.. system nerwowy wraz z układem pokarmowym, także dostał do wiwatu. 
W niedzielę, jeśli teraz będzie stabilnie, odwiedza swojego pana doktora na kontrolę, trzeba też będzie uregulować wszystkie rachunki od momentu operacji... 

EDIT: 4.08
Mija czwarty dzień, Rysio zyskuje na siłach.. a to m.in. dzięki Państwu! Bo jesteśmy pewni, że mamy środki na to, by krok po kroku spłacać nasze weterynaryjne rachunki.
Dziś miał otrzymać przedostatnią kroplówkę w domu, lecz skończyło się na wizycie u doktora, bo bolesność łapki i stres towarzyszący tej procedurze, w warunkach domowych był po prostu nie do pokonania. Musieliśmy także zaopiekować się jego niejedzeniem, zuch dostał zastrzyk przeciw mdłościom, musieliśmy także częściowo uregulować rachunek i zafundować mu inne "atrakcje". Dlatego z całego serca Wam dziękujemy, za wsparcie, dobre słowo, daliście nam motywację do solidnej walki.., która wciąż trwa i nie poddajemy się, bo taka ilość energii, jaką otrzymaliśmy od wszystkich, do których dotarł ten link, jest niewyobrażalna! <3 <3 <3
Rysiek już całkiem kontaktuje, chodzi bez zataczania się, próbuje sikać do kuwety, ale ciężko mu to idzie...za to sika prawidłowo pod siebie, gdy leży, ech..lepsze to niż nic ;)
Wenflon wyciągnięty, więc zyskał na pewności siebie. Z "drobną" pomocą, posmakował trochę kogiel-mogiel. Może apetyt wkrótce wróci...
W niedzielę lub poniedziałek wizyta kontrolna, zobaczymy, czy wszystko goi się prawidłowo. Do tego czasu zastrzyki w domu i leżonko, duuużo leżonka. 
c.d.n.
EDIT: 5-6.08
Rysio w sobotę musiał już radzić sobie bez kroplówki, nadal jednak na zastrzykach.. Jego apetyt niestety wciąż utrzymywał się na zerowym poziomie.. to samo z piciem wody, modlił się nad miską, wręcz zasypiał nad nią, ale organizm bronił się, nie pozwalał mu się napić ani trochę.. Był dokarmiany zółtkiem jajka i pojony strzykawką. (Mniam, mniam, nie ma co..) 
Czuł się w zasadzie poprawnie, lecz na przemian wpadał w stany otumanienia - wysoki poziom mocznika go tak zatruwa.. :( Duchota na zewnątrz w żadnym wypadku nie pomaga mu poczuć się lepiej.. Dostaje okłady chłodzące na kark i robimy większy przewiew w mieszkaniu.

Dziś (w niedzielę) pojechał do swojego doktora na kontrolę, rana pooperacyjna goi się prawidłowo, pęcherz nie jest zapchany... wszystko wydobywa się na zewnątrz.. Jednak poziom wycofania i ekstremalnego osłabienia utrzymuje się, czasem reaguje na bodźce, czasem wyłącza się i zawiesza, jakby wpadał w trans narkotyczny.. albo dostawał napadów kociego autyzmu, ciężko to jakoś sprecyzować. Lekarstwa, brak jedzenia i picia, operacja, wszystko naraz.. Ile ta mała istotka jest w stanie wytrzymać, to niewyobrażalne. Dostał aminokwasy, jakieś wzmocnienie w zastrzyku... świeże powietrze po przejażdżce też go lekko wzmocniło. 
Późniejszym południem jego samopoczucie uległo pogorszeniu. Zadzwoniliśmy do lekarza skonsultować pojawiające się niepokojące symptomy (ciężki oddech, zawieszanie jak w stopklatce, plątanie się tylnych łapek podczas chodzenia, awersje do picia itp.) , czy można brać tu pod uwagę jakieś niedotlenienie mózgu, ew. powikłania po operacji... oczywiście, można gdybać ze wszystkim, ale dopóki pęcherz nie dojdzie do stanu używalności, wszystkie wyniki badań i czynniki życiowe będą zaburzone. W końcu walka o normalne życie trwa od tak wielu lat, kocisko ma też swoje granice wytrzymałości. Ale nie poddaje się i walczy tak dzielnie i okazuje wdzięczność, łasząc się co jakiś czas, gdy wychodzi z amoku, patrząc wiernie swoimi zielonymi oczyskami i czasem nawet coś do nas już powie. To dobry znak. Bo tak, Proszę Państwa, Ryszard to na co dzień niezła gaduła, zwłaszcza jak nie może już skomunikować się ze swoim psim kolegą.. :( i.
W czasie kiedy mój chłopak pojechał po jakieś dodatkowe zastrzyki do doktora i konsultację - ja zostałam z Rysiem i kurczakiem.. ZACZĄŁ JEŚĆ! Powiem tylko: smakowało! :) 1:0 z żółtkiem..
Kiedy na dworze się lekko ochładza i dociera do niego więcej powietrza - jest zdecydowanie lepiej. Chyba już nigdy nie zamknę drzwi balkonowych.. :) Jeśli to ma pomóc, jeśli ma pomóc cokolwiek..
Czekamy na zmniejszenie się poziomu wody w miseczce (i paskudnych anomalii w wynikach). Trzymajcie kciuki dalej! Jesteście tak niewiarygodnie kochani i czujemy Wasze wsparcie każdego dnia. Dzięki Wam Rysio odzyskuje siły, może otrzymywać godną pomoc weterynaryjną... Z CAŁEGO SERCA DZIĘKUJĘ, oby do przodu! Nadal będziemy jeździć na te wycieczki i zbierać rachunki niczym pocztówki, ale nie wyobrażam sobie lepszych wakacji niż z naszym zdrowym Rysiem..
***
EDIT: 7.08 Tydzień po operacji. Lepiej ten dzień wymazać z pamięci, Rysio miał tylko chwilowe dobre momenty, niestety osowiałość i jego złe samopoczucie pogłębiało się coraz mocniej, nie mogliśmy tylko wierzyć temu, że to efekt pooperacyjny, że obolały pęcherz musi się najpierw zregenerować, to pewne, że za brak poprawy odpowiedzialne są wciąż za wysokie wyniki CZEGOŚ, nadal musiały mu jeździć po organizmie, jak po łysej kobyle.

8.08 pojechaliśmy rano na pobranie krwi, najwyższy czas sprawdzić, czy wyniki po operacji jakkolwiek się stabilizują, co powoduje, to jego niedotlenienie.. to wycofanie.. ciagłą apatię..
Kału także ani widu ani słychu, więc do godzinnej męczarni wydobycia z niego jakiejkolwiek krwi na szczegółowe badania, uwieńczone zostało lewatywą. Jelita muszą zacząć pracować. 

Wyniki, które pojawiły się po półtorej godzinie, wiele wyjaśniły: mocznik prawie osiem razy a wysoki, kreatynina..dobiła 1000 umol/l, choć max to 229.., niski poziom wapnia, za wysoki fosfor, za niski sód, zwiększona lipaza... 
Cztery najbliższe dni, po podaniu mu odpowiedniej kroplówki i kolejnych zastrzyków, powinny być decydujące. Najważniejszym faktem jest to, że Ryś nie ma anemii (Rysiek, znam temat, ne polecam..), dlatego jest szansa, że stanie na swoje chude nogi, bo nasz Przyjaciel waży dziś jedynie 3,3 kg.. 
Dzisiejsza interwencja = 220 zł plus wyniki..

Wyniki z 8.08..

SUMA kosztów leczenia od 31.07.2017= 1 132,40 zł
(a nie uregulowaliśmy jeszcze wszystkich rachunków..)

Ostatni tydzień 9-15.08 mijał pod wielkim znakiem zapytania.. Wyniki, po których okazało się, że kociak ma znikome szanse, by wyjść z tego wielkiego zatrucia mocznikiem, przysporzyły nam wiele nerwów i smutków... Pani Doktor z wrocławskich klinik, która prowadzi na przemian z drugim doktorem i świetnym chirurgiem naszego Rysia, postanowiła zadziałać "dwubiegunowo". Podając mu kroplówki, które działały mocno moczopędnie - wpłukiwały to co miały wypłukać, obniżając przy tym inne wyniki - musieliśmy uzupełniając zastrzykami wypłukiwane inne niezbędne organizmowi substancje. Przynajmniej tak to zrozumiałam - działałam jednak totalnie wg zaleceń pani doktor. Wcześniej już wspomniane cztery dni miały pokazać albo poprawę, albo zadecydować o zmianie radykalnej kuracji.. Jednak już po dwóch dniach zauważaliśmy, że kociak wychodzi z mocznicowego amoku, zaczyna lepiej na nas patrzeć, kojarzyć, pił i sikał jak strażak... Jednak to jedzenie nadal pozostawało w tyle. Czwartego dnia wykazał zainteresowanie jedzeniem, zaczął jeść, pomalutku, czasem z naszą pomocą. 
Pojechaliśmy zrobić kolejne badanie krwi, kociak był świadomy, silniejszy psychicznie, ale fizycznie jego 3 niepełne kilogramy dawały się (a raczej nie dawały) we znaki.. Krew tym razem pobraliśmy bez problemu, 3 próbówki w parę minut na wszystkie odczynniki. Pojechaliśmy do domu oczekując radosnych informacji - mocznik z ośmiokrotnego zwiększenia spadł do dwukrotnego. Kreatynina nie straszyła tysiącem, a zaledwie dwusetką z hakiem, potas i wapń uległ jednak spadkowi.. Mimo wszystko i doktor i my no i zapewne Rysio nie kryliśmy radości i zaskoczenia, że ten spory medyczny eksperyment pomógł.
Zalecono nam zmianę kroplówki na Ringera lub zwykłe PWE - co pomoże uzupełnić obniżone wyniki i wzmocni dalej organizm. Przy tym Rysio dostaje dwie rzeczy przed jedzeniem na zszargany już zapewne żołądek, potem wit.C , probiotyk, karmę w proszku uzupełniającą dla chorych na nerki, w międzyczasie parafinę na lepszą przemianę materii.. Trzeba tego kolegę bardzo mocno doglądać, bo jego samopoczucie waha się przepotężnie. Jednak cieszy nas, że zyskał więcej mocy, kojarzy, jest osłabiony..ale kto by nie był nie jedząc ponad dwa tygodnie.
Rana na brzuszku goi się raczej prawidłowo, jutro idziemy na kolejną kontrolę krwi i dowiemy się, co ze ściągnięciem szwów. Potem przyjdzie czas na leczenie uzębienia - jego brak apetytu jest niestety z tym w dużej mierze związany, tak też koło się zamyka. Dobrze, że czasem się przełamuje i zjada pokornie swoją porcję, jeśli nie, dostaje od nas papkę bezpośrednio do pyszczka, którą łatwo jest mu przełknąć. Cóż, jednym słowem jest TRUDNO. Ale to nasz kociak, nasz kompan i nie poddamy się.. wciąż kosztuje nas to sporo nerwów i pieniędzy, gdyż każdy specyfik, każda kroplówka, karma o specjalnym składzie, badanie nadwyręża budżet, którego w zasadzie nie mamy..
*Poniżej rachunki za ostatnie ekscesy i zdjęcie Rysia w lepszej formie :)..
Karma weterynaryjna i środek niwelujący zapach moczu, uwierzcie mi - niezbędne do normalnego funkcjonowania..Wyniki z 11.08..
Rysio i jego wyszyta cewka w pełnej okazałości ;)..

EDIT: 16-18.08

Rysio odwiedził weterynarza dopiero w czwartek, środa minęła całkiem spokojnie, lecz mały głodny intruz zjadł o 5 rano resztki ze swojego talerzyka, którego wcześniej nie zauważyliśmy, co uniemożliwiło badanie krwi z rana. Następnego dnia pojechaliśmy pełni nadziei do Pani Doktor na pobranie krwi. Wyniki miały zadecydować, w którą stronę pójdziemy dalej z naszą kuracją. Okazało się, że są zadziwiająco dobre, lekarze nie ukrywają, że był to w pewien sposób cud, jak organizm Ryśka poradził sobie z chorobą. Po tym badaniu Rysio odwiedził Doktora, który wyszył mu cewkę, aby ściągnął mu szwy. Dzielny pacjent nawet się nie zająknął. Leżał i czekał, aż pomożemy mu do samego końca. To niebywałe ile ten kociak ma w sobie sił i miłości - wie, że mu pomagamy. Dzięki naszej determinacji, Waszemu wsparciu i mądrości dwóch lekarzy weterynarii nasz Rysio żyje! I to z całkiem dobrymi wynikami! Niektóre z parametrów nadal niepokoją, jak np. potas, czy niedobór wapnia, ale mamy instrukcje, jak możemy je wyrównać.  Oby hemoglobina także skoczyła, a inne wyniki w morfologii nie były tak podwyższone. Musimy teraz zadbać o utrzymanie się dobrego stanu, karmić Rysia odpowiednimi składnikami i doglądać tego, czy cewka ponownie nie zarasta.. Za tydzień kolejna kontrola i zdecydujemy, jak możemy leczyć jego zęby, których ból utrudnia mu normalne jedzenie, co napędza problemy z układem pokarmowym i naturalną koleją rzeczy jest także złe oddawanie moczu i kału. Choć teraz jest tak wygłodzony, że prosi praktycznie cały czas o coś do szamania. Musimy w każdym razie trzymać się postanowienia, malutko a częściej. Nie można zwariować i w drugą stronę, otyłego Ryśka też nie chcemy.
Oto jego wyniki z wczoraj i kolejne rachunki:
EDIT 19-26.08
Rysio wedle zaleceń pani doktor przyjmował przez ten tydzień lekarstwa, jadł i funkcjonował bardzo poprawnie, zaczął już się z nami bawić, wracać do swoich przyzwyczajeń i przybierać na wadze (mamy nadzieję). Pewne rzeczy jeszcze nie są w normie, jak np. przyśpieszone bicie serca, wypadająca sierść, chudość, osłabienie, ale to normalne... zwierzak przez ponad miesiąc solidnie cierpiał. Wczoraj 25.08 zrobiliśmy badania krwi, z których wynika, że mocznik podskoczył jednak do 18 (w poprzednim tyg. łapał się w normie - na granicy 11).. czyli musimy nadal chuchać na zimne i obserwować. Rysio dostaje swoje lekarstwa, je małe porcje niskobiałkowej i bezzbożowej karmy, staramy się aby wszystko było dopilnowane.. Musimy tylko podciągnąć poziom wapnia, który jest na minimalnej granicy i utrzymać potas w ryzach no i przede wszystkim wrócić do poprzednich wyników z mocznikiem. Możliwe, że układ pokarmowy jeszcze się nie uspokoił, a stężenie białka wciąż jest dla niego zbyt wysokie.. Robimy co możemy, ważne, że kociak zachowuje się dobrze i nie okazuje, że go coś boli. Za tydzień znów skontrolujemy krew, tym razem o szersze parametry, aby mieć pewność, że działamy skutecznie i wykorzystujemy szansę, jaka dzięki Państwu jest nam dana. Dziękujemy za Wasze wpłaty i słowa otuchy, wciąż nie możemy uwierzyć, że z takiej beznadziejnej sytuacji udało się wyjść na względną prostą! Ale czuwamy nad jego zdrówkiem nadal!

(dołączę później rachunek za piątkową wizytę/ok. 60 zł)

DOTYCHCZASOWE WYDATKI = 1 461, 58 zł..

Dlatego zwracam się o pomoc, do wszystkich Dobrych Dusz, którym los Rysia "lwie serce", jak i wszystkich innych potrzebujących zwierzaków oraz ich opiekunów nie jest obojętne. Chciałabym zapewnić mojemu kociakowi tyle miłości ile sam jej nam codziennie dostarcza. NAPRAWDĘ każde wsparcie, każda drobna wpłata będzie dla nas czymś cudownym i mogę Państwa zapewnić, że odwdzięczymy się z Rysiem, jak najlepiej będziemy umieli! Wiemy, że nie jesteśmy jedyni, że tak wiele osób i zwierzaków potrzebuje pomocy, ale bym mogła przekazać dalej naszą dobrą energię i być w stanie pomagać innym, my także potrzebujemy podzielić się naszą historią i poprosić o wsparcie.

RACHUNKI:
EDIT:5.10.2017
Rysio przez kilka tygodni od operacji i rekonwalescencji trzymał się dość dzielnie. Choć samopoczucie momentami mocno się wahało. Był już cztery razy na badaniu krwi, jadł specjalistyczną karmę i dostawał różne suplementy (od mojego ostatniego wpisu do wydatków doszło kolejnych ponad 500 zł ), za każdym razem lipaza, mocznik i kreatynina były podwyższone. Musieliśmy też uzupełniać wapń, ponieważ był za niski. Po dzisiejszej wizycie Pani Doktor stwierdziła: zęby do usunięcia..  które przez walkę o życie, mocznicę i kilka innych kwestii, uległo totalnej dewastacji i przysparza mu niemało cierpienia. Zęby trzeba niemalże w całości usunąć.. operacja musi odbyć się jak najszybciej, przewidywany termin - poniedziałek 9.10. Niestety, wciąż zmagamy się ze skomplikowaną sytuacją finansową, jestem więc zmuszona prosić o dodatkowe wsparcie. Za każdy pomocny gest Rysio odpłaci Wam się bezzębnym, ale szczerym uśmiechem. :')

WYNIKI:

RACHUNEK:

DOTYCHCZASOWE WYDATKI = 1 461, 58 zł.. + 500 zł= 2 961,58 zł 

Na samą operacje potrzebne będzie jeszcze ok. 400 zł, do tego dojdą koszty za inne zastrzyki i kroplówki po zabiegu. Wszystkie rachunki od dziś będę umieszczała pod tym postem.
Wiem, że dobro zawsze wraca.

Komentarze

  • Agnieszka - awatar

    Agnieszka

    03.08.17
    03.08.17

    Zdrowia dla Ryśka :)

    • Katarzyna Pergoł - awatar

      Katarzyna Pergoł - Organizator zbiórki

      03.08.17
      03.08.17

      Słowa to za mało.. :') ! Dziękujemy !!

  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    03.08.17
    03.08.17

    Rysiu, wracaj do zdrowia!

    • Katarzyna Pergoł - awatar

      Katarzyna Pergoł - Organizator zbiórki

      03.08.17
      03.08.17

      Rysio dziękuje swym całym sercem, walczy wciąż jak lew!

  • Adam - awatar

    Adam

    02.08.17
    02.08.17

    Trzymaj się Rysiu! Dasz radę!

    • Katarzyna Pergoł - awatar

      Katarzyna Pergoł - Organizator zbiórki

      02.08.17
      02.08.17

      Tak bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję..! :') <3

Katarzyna Pergoł - awatar

Katarzyna Pergoł

Organizator zbiórki

Wpłaty - 43

Patryk - awatar
15
Patryk
Anonimowy Darczyńca - awatar
50
Anonimowy Darczyńca
Mariola Homoncik - awatar
20
Mariola Homoncik
Anonimowy Darczyńca - awatar
20
Anonimowy Darczyńca
Patryk Kowalczyk - awatar
15
Patryk Kowalczyk
Anonimowy Darczyńca - awatar
100
Anonimowy Darczyńca
Jakubollo - awatar
15
Jakubollo
Anonimowy Darczyńca - awatar
150
Anonimowy Darczyńca
Monika - awatar
20
Monika
Anonimowy Darczyńca - awatar
50
Anonimowy Darczyńca

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

Jak to działa?

1

Stwórz zbiórkę

Podaj kwotę, uzupełnij opis, gotowe!

2

Udostępnij

Zapraszaj do wsparcia zbiórki.

3

Zbierz pieniądze

Wykorzystaj najlepsze narzędzie w sieci.

Pomagam.pl wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej

Zamknij