Bogumiła Kaczała
Okazuje się, że Jack żyje z wadą wrodzoną serca, PDA czego efektem był przerost lewej komory, następnie arytmia w wyniku której do jamy brzucha wydostawały się płyny, jelita nieprawidłowo absorbowały białka oraz ma powiększoną wątrobę. Niektóre leki będzie musiał brać do końca życia.



Mojego husky przygarnęłam jakieś 8 lat temu. On byl juz dorosłym pieskiem, ktos chciał sie go pozbyć. Ja Byłam młoda (20 lat) lubiłam sport, spacery oraz rowery i Jack okazał się super towarzyszem do wszelkiego rodzaju aktywności. Oczywiscie bywało różnie. Jak to z husky - potrafił pokazać różki, czasami uprzykrzał życie, był tez ogromną nauką odpowiedzialności, ale dawaliśmy rade. Mieszkałam wtedy ze znajomymi na wynajmowanym mieszkaniu. W międzyczasie poznałam faceta i zamieszkaliśmy razem w trójkę. Z facetem raźniej, pomagał mi z pieskiem i mieszkanie łatwiej znaleźć, koszty podzielić. W tamtym czasie tez roznie bywało, piesek nabawił sie lęków separacyjnych, niszczył drzwi jak nas sie bylo, załatwiał sie w mieszkaniu, ale udalo sie go naprostować. Jakiś czas temu rozstałam się z partnerem. Byla to trudna decyzja, bardzo to przeżyłam, pieskowi tez nie było łatwo, bo był do niego przywiązany. Niestety przez aktualną sytuację mieszkaniową po tym rozstaniu nie bylo nas stać na wynajem kawalerki a znajomi juz dawno mają partnerów albo swoje mieszkania i nikt nie szuka współlokatorki. Musialam znalezc pokój. Aktualnie mieszkamy z dwójką młodych osób. Moj pies ma juz 15 lat. Od kilku lat z coraz większą częstotliwością choruje- biegunki, nawracające zapalenia pęcherza. Od kilku miesięcy nie ma tygodnia, żebym będąc w pracy nie dostawała informacji od współlokatorów, że pies się zsikał, załatwił w domu albo zwymiotował. Ciągle weterynarz, dodatkowe wydatki, zaciskałam pasa i dawałam rade. Jakis czas temu poszliśmy na dokładne badania bo częstotliwość chorob mnie niepokoiła. Okazało sie, ze ma zapalenie pęcherzyka żółciowego i podejrzenie enteropatii albuminogubnej a do tego schudł ponad 3 kilogramy. Na badania, karmę weterynaryjną i leki wydałam masę pieniędzy a czekają nas kolejne wydatki oraz wizyta u kardiologa. Współlokatorzy kręcą nosem i zastanawiają sie jak nas wyrzucić z mieszkania a na pomoc rodziny nie mam co liczyć. Od przyjaciół pożyczałam pieniądze, ale nie wiem nawet czy dam rade spłacić. Kocham go bardzo i martwię się o niego, nie chce go oddawać, zwłaszcza teraz jak jest stary i chory, ale nie wiem co robić. 
