Bacuś z wyrokiem - 13 lat

Zbiórka

UWAGA UWAGA UWAGA

I udało się! Dzisiaj, tj. 8 marca 2017 Bacuś miał zabieg. Jest już po, jest już wybudzony. Śledziona w całości została usunięta i teraz czekamy, aż Bacuś całkiem dojdzie do siebie.

Bardzo Wam dziękujemy za kążde, nawet najmniejsze wpłaty. Mamy nadzieję, że damy radę w terminie zapłacić za dzisiejszą operację Bacusia 

Dziękujemy!


Info z ostatniej chwili (01.03.2017)
Zabieg Bacusia niestety jest odłożony, nie wiemy, czy w ogóle dojdzie do skutku.
 Baca od rana jest bardzo osowiały, nie je i wymiotuje. Weterynarz nie podjął się operacji psa w takim stanie. Zamiast zabiegu, Bacusiowi pobraliśmy kolejny raz krew na badania, miał zrobione drugie USG, które niestety pokazało kolejne zmiany. Bacuś wrócił do hotelu z kroplówką. Zobaczymy, co przyniosą kolejne dni...
 Oby jeszcze wróciły mu siły, oby...  


Nazywam się Bacuś. Tak nazwali mnie w wakacje 2016. Wcześniej nie miałem imienia, wołali na mnie "zamknij mordę", "wynocha", "cicho bądź". To chyba nie były imiona... Łatwiej wyliczyć mi to czego nie miałem, niż to co miałem. Nie miałem koca, słomy, siana- nie miałem niczego, co dawało by kawałek ciepła. Nie miałem opieki, szczepień (cokolwiek to znaczy), nie miałem zbyt dużo jedzenia. Nie miałem też opiekuna, dla którego byłbym czymś więcej, niż rzeczą zaczepioną do łańcucha. Miałem łańcuch i obrożę, którą nosiłem od szczeniaka.

Nie miałem nadziei, ani szans na lepsze jutro. Ot - życie psa na wsi, wziętego od sąsiadów kilkanaście lat temu, za szczeniaka.

Nie znałem innego życia. Teraz znam.

Wiem, że nie tak powinno być. Miałem szczęście w nieszczęściu - zachorowałem. Miałem guza więc zostałem wyrzucony. Jak można wyrzucić kogoś/coś z rozlatującej się budy? A jednak można. Potrącił mnie samochód. Nie chciałem już walczyć, bo i o co?

A później trafiłem pod opiekę Fundacji Skrzydlaty Pies. Zaznałem miłości, ciepła. Stałem się kimś ważnym. Kimś, dla kogo warto szukać dobrego domu, kimś dla kogo warto się starać. Znaczyłem coś i dalej znaczę.

Jednak znów zachorowałem. Mam guza na śledzionie i jestem stary. Pogodziłem się ze śmiercią bo tutaj, na ziemi zobaczyłem kawałek nieba. Ale one się nie pogodziły. Walczą i wierzą. Chcą dać mi szansę. Jak to może być? Jedni chcą i robią wszystko a inni wyrzucają jak śmieć. Nie ogarniam Waszego, ludzkiego światka. Ale to może lepiej dla mnie.

Dla nich postaram się ze wszystkich sił. Pojadę na operację i obiecuję, że przeżyję. Weterynarz widzi szansę. Nie rozumiem, jak to może być. Oni tak bardzo walczą a inni tak łatwo mnie skreślili.

Pomożecie? Nie chcę łamać serc ludzi, którzy tak bardzo mi pomogli, nie chcę umierać...

Niestety wszystko kosztuje. Koszt mojego zabiegu to ok 700 zł. Czy przeżyję? Nie wiem, nie obiecuję. Może zobaczę kawałek prawdziwego nieba i nie będę chciał już wracać. Ale postaram się, abyście wiedzieli, że nie walczycie na darmo.

Dziękuję za to, co mi daliście. I dziękuję z góry za każdą pomoc.

Bacuś, 13-15 latek z Podhala...

Kontakt: Kasia 606 962 357


Komentarze

  • Anonimowy Darczyńca

    27.02.17
    27.02.17

    "bracia mniejsi" uczą nas prawdziwej miłości...

Wpłaty - 9

  • Avatar Anonimowy Darczyńca
    50
    Anonimowy Darczyńca
  • Avatar Agnieszka Kiszczyńska
    15
    Agnieszka Kiszczyńska
  • Avatar Alina
    30
    Alina
  • Avatar Piotr Maciejowski
    10
    Piotr Maciejowski
  • Avatar Anonimowy Darczyńca
    20
    Anonimowy Darczyńca
  • Avatar Anonimowy Darczyńca
    30
    Anonimowy Darczyńca
  • Avatar Milli
    50
    Milli
  • Avatar Fundacja Skrzydlaty Pies
    20
    Fundacja Skrzydlaty Pies
  • Avatar małgorzata
    20
    małgorzata

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

Jak to działa?

1

Stwórz zbiórkę

Podaj kwotę, uzupełnij opis, gotowe !

2

Udostępnij

Zapraszaj do wsparcia zbiórki.

3

Zbierz pieniądze

Wykorzystaj najlepsze narzędzie w sieci.

Pomagam.pl wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej

Zamknij

Obróć, aby zobaczyć stronę