Zbiórka NERO [*] przegrał walkę 😭 - zdjęcie główne

NERO [*] przegrał walkę 😭

876 zł z 3 000 zł (Cel)
Wpłaciło 38 osób
Marta Magdalena Cichy - awatar

Marta Magdalena Cichy

Organizator zbiórki

EDIT 23.09.2019       Tak ciężko żegna się tych, których pomimo, że znało się tak krótko, tak bardzo się kochało 💔       Z ogromnym żalem i smutkiem informuję, że kilka dni temu, 20.09 pożegnaliśmy psiaka Nera, którego wiele z Was znało, internetowo lub osobiście. Jakiś czas temu, zamieszkując u wspaniałej rodziny w moim mieście wygrał los na loterii, a jego szczęście trwało 6 miesięcy bez 10 dni ☹ Postaram się przybliżyć ostatni raz jego historię, choć każde kolejne słowo boli coraz bardziej 😢                                   6.03 dostałam wiadomość od znajomych z prośbą o znalezienie domu dla psa. Jego Pan zmarł, więc rodzina Pana nie mogąc zabrac go do siebie, umieściła Nera go w hotelu dla zwierząt licząc na cud, że w trakcie pobytu tam uda się znaleźć mu nowego właściciela. Kiedy to się nie udało, a rodziny nie stać było na dalsze utrzymywanie jego pobytu w hotelu, grzecznościowo przygargnęła tymczasowo go firma z Dąbrowy Górniczej jednak nie dogadał się on z mieszkającym już tam psami i wszystkie 3 trafiły na łańcuchy, co było ogromną krzywdą dla dwóch pozostałych, które wcześniej całą dobę biegały luźno. Tam spał pod autem, bo do budy dalej nie chciał wejść. Wtedy zaczęła się moja rola. I choć przyznam, że bardzo obawiałam się, że się nie uda - podjęłam wyzwanie i zdecydowałam się pomóc i zrobić wszystko co w mojej mocy. 10.03 poznałam Nera. Zrobiłam mu zdjęcia. Tego samego dnia stworzyłam opis adopcyjny i zaczęłam poszukiwania nowego domu, choć coraz bardziej obawiałam się porażki i zerowego odzewu. Dlaczego? Nie był już najmłodszy, do bloku się nie nadawał, z podwórka nawet dobrze ogrodzonego bez problemu potrafił uciec, z innymi zwierzętami żył średnio... Nie miał książeczki zdrowia, był niewykastrowany.  25.03, czyli zaledwie piętnaście dni później zgłosiła się rodzina zainteresowana poznaniem Nera. Opowiadała o swoim poprzednim psiaku, którego niedawno musieli pożegnać z powodu raka... pomyślałam sobie wtedy, że Nero, który nigdy nie miał problemów ze zdrowiem będzie idealnym 'zastępcą' dopiero co pożegnanego Hakera...  Byliśmy oczywiście gotowi na to, że może kiedyś zachorować, ale nikt nawet we śnie nie myślał sobie, że może przyjść to tak wcześnie ☹☹ 26.03 rodzina przeszła procedury adopcyjne, więc w dniu 30.03 pojechaliśmy po jak myśleliśmy, zdrowego psiaka. Nero pokochał nową rodzinę od pierwszego wejrzenia, więc niedługo potem zapakowaliśmy się do auta i wyruszyliśmy w podróż po nowe, lepsze życie.  Na miejscu Nero średnio fajnie zareagował na koty. Siedzieliśmy i myśleliśmy przez bite 10 godzin co robić, jednocześnie obserwując zwierzęta. Ostatecznie daliśmy mu szansę, choć szczerze obawiałam się, że będziemy musieli go odwieźć do firmy po tym jak kot wylądował wysoko wysoko na drzewie a nam pękły serca,  kiedy nie chciał z niego zejść. Bałam się, że rodzina dla dobra kotów nie zdecyduje się (przecież mieli taką możliwość). Podpisaliśmy jednak umowę tymczasową i czas miał pokazać, czy będzie mógł tam zostać na stałe, czy będzie musiał jednak wrócić. Nero żył jak pączek w maśle. Mieszkał oczywiście w domu a nie na dworze, spał nawet czasem w łóżku. Mocno nas zaskoczył pierwszego dnia, kiedy sam wpakował się do domu, bo wiedzieliśmy, że nawet jak żył jego Pan, to Nera do domu nie ciągnęło, wręcz do niego po prostu nie wchodził. Miał już swoje wypasione szelki, smycz, adresówkę, zabawki, czesadła, jedną z najlepszych na rynku karm, uzupełniliśmy wszystkie koniecznie szczepienia, książeczkę.. Zaliczył nawet konsultację z zaprzyjaźnionym behawiorystą w celu podjęcia się pracy nad prawidłowym zaprzyjaźnieniem zwierzaków. Na dworze był w sumie tylko podczas nieobecności właścicieli, dobrze zabezpieczony. Widywaliśmy się regularnie, chodziliśmy na spacery, wspólnie grilowaliśmy. W międzyczasie znalazły się dokumenty Nera z  poprzedniego domu... I okazało się, że ma rok więcej.                                  3 tyg po zabraniu Nera,  16.04 zauważono na jadrach Nera czerwoną narośl. 

19.04 miał biopsję.

24.04 znaliśmy już diagnozę. Rak skórny. Złośliwy. 

14.05 Nero przeszedł zabieg usuwania guza + kastrację.

26.06 okazało się, że ma powiększone węzły chłonne. 

04.07 biopsja : Guz ogromny, po obu stronach prąci.
Bardzo ukrwiony, nie wiadomo na co zachodzi.
USG też niewiele pomogło, wiadomo było tylko, że nie ma widocznych przerzutów.
Jako, że operacja (choć ryzykowna) była jedyną szansą...  10.07 się odbyła.
Wszystko poszło zgodnie z planem, pies znów czuł się super.
18.09 pojawił się kolejny guz, omówiono termin operacji.
Niestety dzień później pojawił się kolejny guz, groźniejszy i w dniu 20.09 Nero trafił na stół operacyjny.
Mieliśmy świadomość, że to może być ostatni raz, kiedy się widzimy.
Podczas operacji Nera okazało się, że nie ma szans na usunięcie guza.
Nie mogliśmy pozwolić na jego cierpienie, więc z narkozy nie został już wybudzony ☹
Przeszedł za Tęczowy Most.                    Już nie cierpi. Już nic go nie boli. Podczas gdy jego serce przestało bić, nasze pękły na milion kawałków.
Przez cały proces wymienionych przeze mnie dat był pod stałą opieką weterynarzy, na bieżąco jeździł na kontrole, regularnie przyjmował leki w postaci zastrzyków i tabletek.
Przez niecałe pół roku, na walkę o każdy następny dzień dla Nera wydaliśmy bardzo dużo pieniędzy.
Na zbiórce na dzień dzisiejszy uzbierało się tylko 876 zł czyli po przejęciu przez portal 65,72 zł zostało nam zaledwie 810,28 zł.
W pewnym momencie, w sumie w tym, w którym był to dopiero tak na prawdę początek walki, a zebrana kwota została wydana, przestałam prosić o pomoc.
 Nie wiem, straciłam chyba nadzieję, że uda się je uzbierać.
Z powodu wyjątkowo mocnej więzi z Nerem nie potrafiłam na bieżąco pisać o tym, jak źle z nim było. Sama też nie czułam się nawet na tyle dobrze, żeby siedzieć w finansach, wklejać paragony i informacje od weta.
 Na jego leczenie szły więc pieniądze ze zwierzakowej koperty na czarną godzinę czyli ze zbiórki którą wsparliście z okazji moich urodzin -  dlatego świeci ona teraz pustkami.
Może za jakiś czas uda mi się zebrać do kupy i podsumować jaka kwota łącznie została wydana na weterynarza, by choć część z niej wspólnymi siłami zebrać i mieć za co ratować inne zwierzęta które pojawiają się na mojej drodze.
 Biję się jednak z myślami, czy to robić, bo nie chcę wyliczać ile nas to finansowo kosztowało.
 To tak jakby mu to wyliczać, choć już go z nami nie ma... 😭
Podjęliśmy się pomocy mu, zabraliśmy go pod swoje skrzydła, więc byliśmy za niego odpowiedzialni.
 Przyjaciół nie zostawia się w potrzebie.
I choć odwiedzających dom kotów do końca swoich dni (pomimo pracy z nim) nie zaakceptował, był bezpieczny, kochany, zawsze pojedzony, uczesany i wyspacerowany.
Dom, w którym mieszkał przez te pół roku był najlepiej strzeżonym domem z całej okolicy.
Rodzina Nera była wyjątkowa.
Adopcja Nera była wyjątkową adopcją.
Była wręcz cudem, bo tak jak pisałam takie adopcje nie zdarzają się codziennie, a o dom dla niego nie było łatwo.
Paulino i Kamilu, dziękuję ogromnie, że mogłam Was poznać.
Dziękuję osobom, które zaufały mi i powierzyły adopcję Nera.
Dziękuję wszystkim którzy wsparli jego zbiórkę...
Zrzutka na razie pozostaje aktywna, jak będę gotowa na zebranie opisywanych wyżej pieniędzy to to zrobię.
Może ktoś do tego czasu postanowi sam pomóc.
A Ty Nerusiu, biegaj szczęśliwy...
tak długo, dzielnie walczyłeś [*]

______________________________________

Kiedy myślałam, że temat Nera mogę już uznać za zamknięty i zająć się ratowaniem innych zwierzaków w potrzebie, wszystko dopiero się zaczęło 🙁

Znalazł przecież kochający dom mimo niemłodego już wieku (9 lat) i był szczęśliwy...

Ale zacznijmy od początku. 

6.03 dostałam wiadomość z prośbą o znalezienie domu dla psa. 8 letni, duży, 30-paro kilogramowy, od zawsze mieszkał na dworze. Spał pod budą w wykonanym przez siebie dole.

Jego Pan zmarł, więc rodzina Pana Nera umieściła go w hotelu dla zwierząt licząc na cud, że w trakcie pobytu tam uda się znaleźć mu nowego właściciela. Kiedy to się nie udało, a rodziny nie stać było na dalsze utrzymywanie jego pobytu w hotelu, grzecznościowo przygargnęła tymczasowo go firma z Dąbrowy Górniczej jednak nie dogadał się on z mieszkającym już tam psami i wszystkie 3 trafiły na łańcuchy, co było ogromną krzywdą dla dwóch pozostałych, które wcześniej całą dobę biegały luźno. Tam spał pod autem, bo do budy dalej nie chciał wejść.                   Wtedy zaczęła się moja rola.             10.03 poznałam Nera. Zrobiłam mu zdjęcia.

Tego samego dnia stworzyłam opis adopcyjny i zaczęłam poszukiwania nowego domu, choć przyznam się, że obawiałam się porażki i zerowego odzewu. Dlaczego? Nie był już najmłodszy, do bloku się nie nadawał, z podwórka nawet dobrze ogrodzonego bez problemu potrafił uciec, z innymi zwierzętami żył średnio...  Nie miał książeczki zdrowia, był niewykastrowany. 25.03, czyli zaledwie piętnaście dni później zgłosiła się rodzina zainteresowana poznaniem Nera. Opowiadała o swoim poprzednim psiaku, którego niedawno musieli pożegnać z powodu raka... pomyślałam sobie wtedy, że Nero, który nigdy nie miał problemów ze zdrowiem będzie idealnym 'zastępcą' dopiero co pożegnanego Hakera... Byliśmy oczywiście gotowi na to, że może kiedyś zachorować, ale nikt nawet we śnie nie myślał sobie, że może przyjść to tak wcześnie ☹☹

 26.03 Rodzina przeszła wstępne procedury adopcyjne, więc w dniu 30.03 pojechaliśmy po jak myśleliśmy, zdrowego psiaka. Nikt przecież nie myślał, żeby przeczesywać kilogramy sierści, by zaglądać mu.... pod ogon. Nero pokochał nową rodzinę od pierwszego wejrzenia, więc niedługo potem zapakowaliśmy się do auta i wyruszyliśmy w podróż po nowe, lepsze życie. 

Na miejscu Nero średnio fajnie zareagował na koty. Siedzieliśmy i myśleliśmy przez bite 10 godzin co robić, jednocześnie obserwując zwierzęta. Ostatecznie daliśmy mu szansę, choć szczerze obawiałam się, że będziemy musieli go odwieźć do firmy po tym jak kot wylądował wysoko wysoko na drzewie a nam pękła serca,  kiedy nie chciał z niego zejść. Bałam się, że rodzina dla dobra kotów nie zdecyduje się (przecież mieli taką możliwość). Podpisaliśmy umowę tymczasową i czas miał pokazać, czy będzie mógł tam zostać na stałe. Nero żył jak pączek w maśle. Mieszkał oczywiście w domu a nie na dworze, spał nawet czasem w łóżku. 

Miał już swoje wypasione szelki, smycz, adresówkę, zabawki, czesadła, jedną z najlepszych na rynku karm, wszystkie koniecznie szczepienia, książeczkę...       Zaliczył nawet konsultację z zaprzyjaźnionym behawiorystą w celu podjęcia się pracy nad prawidłowym zaprzyjaźnieniem zwierzaków. 

16.04 podczas kolejnego wyczesywania skołtunionej po latach sierści i wycinania dredów opiekunka tymczasowa zauważyła niepokojącą, zaczerwienioną narośl na jądrach Nera. Miała już ok. 2 cm więc zaniepokojeni od razu pojechali do weterynarza, do przychodni w Katowicach przy ul. Ordona 7. Lekarze zdecydowali się na zrobienie biopsji za trzy dni, podejrzewając nowotwór. Powiedzieli, że nie wygląda to dobrze, dostał antybiotyk. Zalecili też histopatologię. 19.04 miał biopsję, 20.04 kontrolę - dostałam wtedy wiadomość o treści "Jest stan zapalny w tej narośli, jest tam ropa dlatego lekarstwami musimy zaleczyć a potem to usuniemy. Dostaje zastrzyki u weta i tabsy w domu. W poniedziałek mamy następną kontrolę. Wyniki biopsji mają być w przyszłym tygodniu". Potem miał jeszcze kilka wizyt kontrolnych, podczas których dostawał zastrzyki i tabletki, a teraz dostaje już tylko tabletki, bo zastrzyków sobie przestał dawać robić 😓 Niestety znamy już wyniki biopsji, jest to rak skóry, złośliwy. Narośl będzie wycinana, z czego robiona będzie histopatologia a przy okazji zostanie pobrana krew do badań, by poznać jego ogólną kondycję zdrowotną. Nie ma tu co dużo pisać, rodzina jest zrozpaczona, bo dopiero co zyskali przyjaciela a być może już niedługo trzeba będzie go pożegnać, dlatego musimy poznać stopień złośliwości raka, by wiedzieć na czym stoimy i w jaki sposób możemy go zatrzymać!

Wczoraj (26.04) podczas wizyty u Nera po długich namysłach doszliśmy do wniosku, że koszty jednak trochę przerosły przyszłych właścicieli (bo teraz, w tej sytuacji przecież nikomu już nawet nie przechodzi przez myśl, że trzeba jednak, dla dobra kotów odwieźć Nera bo przecież każde ich spotkanie z kotami kończy się zadymą i walką o przetrwanie) bo wszystko pojawiło się tak szybko. Najpierw dostał wyprawkę na kilkaset złotych, a kilka dni później zaczęła się walka o jego życie, gdzie na dzień dzisiejszy (27.04) rodzina zostawiła już prawie 400 zł u samego weterynarza, a przed nami jeszcze zabieg, histopatologia i badania krwi + potem ewentualne leczenie a także niezbędna jest kastracja. Wklejam paragony a także kartę leczenia Nera

I z przybliżenia 

Nie ukrywam, że to od Was, czyli ludzi o wielkich sercach zależy teraz los tego wyjątkowego psiaka, który mając tak wspaniałą, wyjątkową rodzinę, na jaką trafił powinien żyć jeszcze conajmniej kilka lat 💟

Ustalam cel zbiórki 1000 zł i wierzę, że się uda zebrać choć jej część.... Jeśli zostaną jakieś niewykorzystane  pieniadze, oczywiście zostaną przekazane na rzecz innego zwierzaka w potrzebie. Prosimy o udostępnianie, o wsparcie choć grosikiem. Dla Was to paczka chipsów czy butelka coli albo pizza, a dla niego kolejny dzień życia.

30.04.2019          Byliśmy dziś z Nerem na wizycie kontrolnej. 

Dostał kolejne leki i zastrzyk (będzie tak do dnia zabiegu)       Na dzień 14.05, na godzinę 11:30 umówiona jest resekcja zmiany i kastracja. Dziś zostawiliśmy u weta kolejne 120 zł 🙁

Dostaliśmy też karty z obecnego leczenia :

I opis wizyty z dzisiaj :

14.05.2019                     Nero przeszedł zabieg kastracji oraz zabieg resekcji guza moszny. Do 2 tyg będą wyniki, które ujawnią stopień złośliwości raka.

Miał też robione badania krwi (morfologia, biochemia) - na szczęście wszystko jest w normie. Cały czas jest na lekach i zastrzykach.

Ostatnie paragony :    

Koszty nas łatwo mówiąc powoli przytłaczają. Pieniędzy na zbiórce mamy na ten moment 856 zł (- 64,22 zł dla pomagam.pl więc jest to tylko niecałe 792 zł) a wydane na ten moment jest już aż 1211 zł.. czyli prawie drugie tyle 😞🙁

Czy uda nam się zebrać brakującą resztę? To nie koniec leczenia. To tylko na razie diagnoza... Prawdziwa walka dopiero może się zacząć i musimy mieć wtedy jakieś wolne środki a na razie mamy duży dług ☹     I nawet gdyby się paliło i waliło to nie możemy zrobić kolejnych...                     Choć kto mnie zna to wie, że zrobimy wszystko, nawet nie mając w danym momencie wolnych pieniędzy... bo życie psa jest najważniejsze.

EDIT 22.05
Na zbiórkę przechodzą pieniądze z innej :
https://pomagam.pl/rodzenstwozlasu - kwota 370 zł.  Pomimo wszystko dalej nie mamy brakujących pieniędzy, a do tego cały czas dochodzą kolejne koszty :(
 Tracę już nadzieję, że jeszcze uda się wygrać życie Nera :( :(

Kolejny paragon 🙁 Proszę, pomóżcie...

876 zł z 3 000 zł (Cel)
Wpłaciło 38 osób
Marta Magdalena Cichy - awatar

Marta Magdalena Cichy

Organizator zbiórki

Zadaj pytanie

Wpłaty: 38

Tatiana - awatar
Tatiana
20
Klaudia - awatar
Klaudia
20
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
30
Tatiana - awatar
Tatiana
20
Marzena - awatar
Marzena
100
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
20
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
20
Tatiana - awatar
Tatiana
20
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
20
Dorota Majchrzyk - awatar
Dorota Majchrzyk
10

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

Stwórz swoją
pierwszą zbiórkę

Nie czekaj, weź sprawy w
swoje ręce teraz!

Pomagam.pl wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej

Zamknij