Zbiórka Marietta i Franek dla dzieci - miniaturka zdjęcia

Marietta i Franek dla dzieci

Marietta i Franek dla dzieci

53 670 zł  z 50 000 zł (Cel)
Wpłaciły 3 024 osoby
Wpłać teraz
 

Cześć,

Z tej strony Marietta i Franek, finaliści programu Love Island Polska. Dzięki Wam, osobom nas obserwującym jesteśmy w stanie zdziałać bardzo dużo dobrego.


Jesteśmy w stanie pomóc, spowodować uśmiech, dać trochę ciepła, wsparcia i nadziei tym którzy tego najbardziej potrzebują, czyli osobą walczącym o życie. 

Postanowiliśmy zorganizować zbiórkę pieniążków dla dzieciaczków u których wykryto nowotwór, bo wierzymy, że każda złotówka sprawia iż szanse na wygraną z tym diabelstwem diametralnie rosną i koniec końców możemy dać komuś drugie życie.

Jesteśmy osobami, które od zawsze kochały pomagać i szerzyć miłość i dlatego też czujemy się zobowiązani by to kontynuować, gdyż w dzisiejszych czasach brakuje ludzi o dobrym sercu i szczerych intencjach (nie mówimy, że takich nie ma- bo są, ale widać też tych którzy na każdym kroku szukają profitów). 


Obecnie po programie Love Island, jako para, mamy naprawdę duże zasięgi i chcemy to wykorzystać w zgodny z naszymi wartościami i przekonaniami sposób.


Franek z fundacją Cancer Fighters związany jest praktycznie od początku jej istnienia, co jakiś czas wspierając symboliczną kwotą by pomoc potrzebującym. Sam tez w roku 2012 był ofiarą nowotworu a całościowe leczenie zajęło u niego razem około 2 lata.
Franek 30 marca 2014 na swoim profilu FaceBook napisał tekst odnośnie jego choroby:


Pod koniec sierpnia 2012 roku wykryto u mnie nowotwór.

Już nie będę pisał czym prawdopodobnie było to spowodowane, bo to zbyt drastyczny obraz. DOWIECIE SIĘ Z KSIĄŻKI xD!

Nie chcę też żebyście odebrali to jako post w którym chce przedstawić "męczennika Rumaka i opisać jak było ciężko".

Ale ...

Było ciężko. Bardzo ciężko ...

Gdy się dowiedziałem o raku pomyślałem sobie - co Cię nie zabije Rumak to Cie wzmocni ... Albo zrobi z Ciebie kalekę. Minęło 10 sec nim doszedłem do wniosku :

-KALEKĘ ?! Jakiego KU**A kalekę. Mam 20 lat, całe życie przede mną ... Na kalectwo jeszcze przyjdzie pora !

Szybko moje podejście się zmieniło. Wyjechałem z kumplami do Pragi. Wybawiliśmy się, na moment o wszystkim zapomniałem.

Potem było tylko gorzej ... Jakoś dwa tygodnie musiałem dochodzić do siebie. Uświadomiłem sobie ,że spotkał mnie jakiś poważniejszy problem niż katar czy jedynka z matmy ...

Po tych dwóch tygodniach nie było aż źle. Zmieniłem podejście. Uświadomiłem sobie ,że ludzie żyją bez rąk/nóg i nie narzekają. Niektórzy nie są w stanie do samodzielnej egzystencji ,ale się nie poddają ! Jedni nie mają oczu, inni nie słyszą, jeszcze inni mają urazy psychiczne i nie odpuszczają. Codziennie walczą !!! Codziennie stawiają czoła problemom ... a ich problemy są często czynnościami które dla innych, zdrowych ludzi są niczym innym jak codzienną rutynom.

Najtrudniejsze chyba było przeżyć płacz/smutek i troskę najbliższych. Mamy, taty, rodziny, przyjaciół, wielu znajomych. Większość nie dowierzało że coś takiego mogło mi się przydarzyć. Niektórzy pocieszali, niektórzy nie mówili nic ... Jedno jest pewne. WSPIERALIŚCIE MNIE FEST ! Dziękuje za to !

Szybko doszedłem do wniosku ,że przecież jestem niezniszczalny. A jak nie jestem to ... go ahead. Come and get me :D 

Była operacja, była następna operacja, był cykl chemioterapii, był następny cykl chemii i kolejny ;) Nie było włosów, nie było mięśni, nie było energii, nie było życia, żyły zatkane od chemii, porobiły się zrosty. Mała masakra. Chemioterapia to wielki skurwiel ! Ciągle jednak myślałem ,że ludzie mają gorzej i idą naprzód.

Na jednym cyklu dzieliłem salę z pewnym Panem. Miał z 70 lat. Mieliśmy taki sam cykl chemioterapii. Tzn od rana do wieczora/nocy podpięci pod kroplówki. Często w nocy tez nam kapały tak gdzieś do 4-5 rano.

Dacie wiarę ,gdy podczas jak ja nie miałem siły powiedzieć jednego słowa/odpisać na sms'a a nawet obejrzeć filmu na laptopie, ten "dziadek" był ciągle uśmiechnięty i chodził na spacery do parku ?!

Gość dał mi tyle energii i wiary jak nikt inny ! A był u skraju życia. Uśmiech nigdy nie schodził z jego twarzy. Był pogodny i pozytywnie nastawiony. Opowiadał dowcipy ! Mega szacunek i MEGA DZIĘKUJE !

Po trzech cyklach chemii, wyniszczony, wymęczony, bez mięsa i z lekkim brzuszkiem (wiecie jakie zachcianki się wtedy ma? Gorzej niż kobieta w ciąży ^^ Serio ;) Mamusia miała ciężko) opuściłem 4 WSKzP. Wesoły i podbudowany ,że wszystko juz wróci do normy.

Na początku 2013 zacząłem lekki trening. Bieganie, pływanie, takie tam pierdoły. Nie mogłem podnosić ciężarów odrazu, ale poźniej nadszedł czas i na nie ;)

Wszystko było idealnie. Nie myślcie sobie ,że miałem jakiś zdrowy tryb życia, bo nie miałem ... Oj nieee. Paliłem, piłem, bawiłem się, imprezowałem. Jedyne od czego trzymałem i nadal się trzymam z daleka to narkotyki. Musiałem dać jakiś upust psychice ! W sumie robiłem dokładnie to samo co przed chemią. 

Taka sielanka trwała z 2 miesiące xD!

W lutym dowiedziałem się ze mam powiększone węzły chłonne w okolicach pod brzusia = kolejna operacja. No cóż ... jedziemy.

Szrama na brzuchu od "dołu" do klatki piersiowej ... 6 (według lekarzy) miesięcy bez treningu i takie tam. Ogólnie miałem się oszczędzać.

HAHA ! Chyba mnie jeszcze dobrze nie poznali ... ;)

Jakiś miesiąc uczyłem się chodzić po tej operacji. Następny miesiąc rozciągania, leciutkie ćwiczenia.

Jakoś w połowie kwietnia zacząłem "porządniejsze" treningi żeby odbudować jako taką sylwetkę chociaż.

W wakacje pracowałem 7 dni w tygodniu od 9 do 19. Ale to nie przeszkadzało mi w treningach. Wstawałem o 6:30, przygotowałem szamkę na cały dzień, pracowałem do 19, wsiadałem w tramwaj, jechałem na siłownie, trenowałem i wracałem do domu koło 22. I tak co dwa dni.

Tzn trening na siłowni miałem co 2 dni a pracowałem oczywiście codziennie ;)

W pracy dołożyłem bieganie z rana + pływanie co któryś dzień.

Odstępstwem od reguły były weekendy ,gdzie dawaliśmy ostro w palnik jakby nie było jutra. Oczywiście nie każdy weekend tak wyglądał .

Forma wracała, czułem się coraz lepiej, wszystko było na dobrej drodze.

Nadszedł wrzesień 2013. Miesiąc relaxu, cheat'owania, imprez i ogólnie - miesiąc nieśmiertelności po którym miałem wrócić do treningów i zdrowszego życia. 

Zaliczyłem Warszawę, wesele kuzyna, Chorwację, odwiedziłem innych kuzynów na wsi. Było mega. Miesiąc nieustannej imprezy, połączonej ze zwiedzaniem itd etc ...

ALE HISTORIA LUBI SIĘ POWTARZAĆ. 

Jak w październiku 2012 wykryli raka, to w październiku 2013 spotkała mnie niedrożność jelit spowodowana wcześniejszymi operacjami + w jakimś stopniu moim "imprezowym" stylem życia + wczesnymi siłowymi treningami. Fajnie co ?

Leżałem parę dni w szpitalu, faszerowali mnie lekami. Niby wszystko wróciło do normy. Wróciłem do domu ... na 2 dni xD!

Potem jednak okazało się że nic nie puściło. Brzuch powiększył się 3x ...

Kolejna operacja. Kolejne 6 (według lekarzy) miesięcy bez treningów xD

Trochę smutne, ale także trochę śmieszne ;)

Aktualnie jestem jakoś 5 miesięcy po ostatniej operacji i prawie półtora roku po pierwszej... Ruszam się już od początku 2014 roku. Wszystko idzie w dobrym kierunku ... Oby tak dalej !

I chociażbym trafiał jeszcze niezliczone ilości pod skalpel - nie poddam się nigdy !

Fundacja Cancer Fighters

NASZA IDEA

Naszym celem jest motywowanie dzieci do walki z chorobą nowotworową i udowodnienie im, że diagnoza to nie wyrok, tylko impuls do pokazania swojej wewnętrznej siły! Organizujemy wydarzenia specjalne dla pacjentów dziecięcych oddziałów onkologicznych. Zapraszamy osoby, które swoją determinacją i ciężką pracą dążą do osiągnięcia wyznaczonych celów. Motywujemy dzieci do dalszej walki i robimy wszystko, aby choć na moment mogły zapomnieć o chorobie.

CO ROBIMY?

Główne zadania Fundacji to: finansowanie profilaktyki zdrowotnej, refundacja kosztów leczenia, zakup sprzętu medycznego. Akcja Cancer Fighters prowadzona jest od czerwca 2014 roku. Rok później do życia została powołana Fundacja. Od 2019 roku jesteśmy również Organizacją Pożytku Publicznego. Obecnie posiadamy oddziały w 7 miastach: Wrocław, Olsztyn, Szczecin, Gdańsk, Warszawa, Kraków, Gorzów.

Dziękujemy za pomoc!

Wybierz kwotę


20 
50 
100 
200 
1 000 
Inna
Wpłać teraz
 Bezpieczne płatności online

Komentarze


  • Ewelina - awatar

    Ewelina

    29.10.19
    29.10.19

    Powodzenia. 😁😁❤️

  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    29.10.19
    29.10.19

    Fajna zbiórka :)

  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    28.10.19
    28.10.19

    Też bym chciał żyć po to by pomagać ludziom. Wielki szacunek, że wam się to udaje. Nie mam pojęcia jak to robicie, że dajecie radę się utrzymać i jeszcze pomagać innym. Dajcie znać jak to robicie to też zacznę.

  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    27.10.19
    27.10.19

    Wszyscy Razem możemy WIECEJ. Więc POMAGAJMY.!!!!

  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    27.10.19
    27.10.19

    :) szczytny cel więc warto pomagać:)

53 670 zł  z 50 000 zł (Cel)
Wpłaciły 3 024 osoby
Wpłać teraz
 

Wpłaty: 3 024

Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
10
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
10
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
19
Marta - awatar
Marta
20
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
20
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
20
Karolina 😊 - awatar
Karolina 😊
20
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
20
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
10
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
10

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

Stwórz swoją
pierwszą zbiórkę

Nie czekaj, weź sprawy w
swoje ręce teraz!

Pomagam.pl wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej

Zamknij