Sebastian Czeremcha - awatar

Sebastian Czeremcha

Organizator zbiórki

Mam na imię Sebastian. Zakochany bez pamięci w dzikiej przyrodzie, jej cichy i pokorny obserwator. Od kiedy pamiętam, każdą wolną chwilę spędzałem pośród natury, w pobliskich lasach, polach, zadrzewieniach, nad jeziorami, stawami czy bagnami, słowem tam, gdzie nogi poniosły. Tam moje Ciało i Dusza czują się najlepiej. Obserwacja zwierząt, ich zachowań i zwyczajów, psot i trosk, długie godziny kontemplacji pośród szmerów i dźwięków przyrody stały się z czasem istotną częścią życia. Las natomiast drugim domem, do którego kiedy tylko mogę z radością zawsze wracam. Ze wszystkich wspomnień, wypraw, przeżyć i wędrówek zrodziły się opowieści, zawarte i pisane od ponad roku na blogu ''Szepty Kniei''. Czasem prawdziwe do granic, a czasami ubarwione pięknem księżycowej magii, która płynie przez świat podczas jasnych pełniowych nocy. Czasem też zupełnie zmyślone. Niech będzie to mój niewielki, ale szczery z serca dla Ciebie czytelniku podarunek. Czuję całym sobą, że ta książka powinna się już objawić, jako szczególny Dar Duszy, która tylko przecież opowiedziała mi swoje przeżycia.


Drogi czytelniku,

Otrzymasz do swych rąk książkę wyjątkową. Dla mnie osobiście także. Razem znią pragnę porwać Cię na magiczną wędrówkę po tajemniczym świecie ojczystej przyrody. Chcę podzielić się z Tobą całym zachwytem, pięknem, wszystkimi myślami i przeżyciami jakich doświadczyłem podczas moich wypraw. Podążymy boso po mchu, jak najciszej, aby nie przeszkadzać mieszkańcom leśnych ostępów.Zatopimy swoje istnienie w głuszy na wielogodzinnym czuwaniu, wsłuchując się w jej szmery, szelesty i pradawne odgłosy. Spróbujemy jak duchy, niewidoczni podpatrzeć jej sekrety. Posiedzimy razem przy księżycowej pełni na łąkach i wśród pól, aby w oparach srebrnego blasku podejrzeć dziki, sarny, lisy, jelenie, łosie przemierzające swój świat ku nieznanemu przeznaczeniu. Nie straszne nam też będą czarne jesienne noce upstrzone migotami gwiezdnych iskier, ani deszcze, ulewy, wicher i mróz. Niezwykła to podróż będzie o tyle, że natura w swym przejawieniu dla mnie okazała się być osobistą drogą do poznania siebie i odkrycia daru duszy, który w dalszych słowach zapisał się każdą opowieścią. Las wołał mnie od dziecka – spędzałem w jego okolicach niemal każdą wolną chwilę,podpatrując zarówno sekretne życie różnych gatunków zwierząt, jak i delektując się wszystkimi zdarzeniami objawianymi przez przyrodę. Nie policzę już ile dni i nocy dane było mi tak spędzić. Obcowanie z naturą i pośród niej stało się moją miłością, którą właśnie pragnę z Tobą podzielić. Może rozkocha i Ciebie?Świat natury, pełen żywych, kolorowych, czujących istot jawi się jako pełen energii, czarownych zjawisk, których nie sposób dostrzec codziennym wzrokiem. I te cuda też pragnę przed Tobą objawić. Przemówią tu nie tylko zwierzęta zeswymi historiami, ale też zaszumią prastare Drzewa Mocy z dawnymi gawędami. My posłuchamy o czym prawią. Świat, który ujrzysz i przeczytasz na tych kartach,może i czasem różnić się od tego, do jakiego przywykłeś. Moim marzeniem jest,abyś po lekturze tego tomu, także otworzył swego ducha na podobne doświadczenia. One czynią nasze życie usłane tymi promieniami, które gdzieś w codzienności uległy zapomnieniu. Wierzę bowiem, że przy odrobinie czujnej uwagi, najzwyklejszy spacer stać się może niezapomnianą wyprawą po krainie baśni. Pragnę powierzyć Twojemu sercu, mój najdroższy skarb – szepty leśnej duszy, wspomniane i zapisane w tym powstającym pamiętniku.

I o tym będzie ta książka. Na blogu zawarłem tylko maleńką część wszelkich wspomnień. Zapisywany jest od ponad roku. Obecnie moim marzeniem jest wydanie wszystkich opowieści w formie papierowej, aby tą drogą dotrzeć z nimi tam, gdzie jeszcze nie było mi dane. I wierzę, że przyczynią się one głęboko do innego spojrzenia, na świat który nas otacza, pogłębiając zrozumienie i szacunek wobec niego. W swym odkrywaniu natury idę krok dalej, wsłuchując się w Szepty Drzew, i spisując wieści, jakie mają do przekazania. Przyroda to dla mnie świat magiczny, pełen zaskakujących zdarzeń, energii, cudów... Pasjonuję się też sylwanoterapią, jako metodą przywracania harmonii oraz jedności umysłu, ciała i ducha. Pracuję z energiami drzew. W wolnych chwilach zapraszam i zabieram swoich gości na leśne wędrówki, podczas których odkrywamy razem arkana tajemnic natury. Przypadkiem odczułem, że podczas tej pracy, moja dusza śpiewa, ciesząc się szczególnie z tego, czym może się podzielić podczas wyprawy. Wrażliwość, uważność, ciekawostki, opowieści... Ze zdumieniem odkryłem też, że moi goście wracali z nich totalnie odmienieni. Las widać pomaga odnalezć zagubioną w pędzie cząstkę siebie. Z moim blogiem możesz zapoznać się w linku poniżej. Znajdziesz na nim zdjęcia, opowieści, i relacje z wszystkiego co robię podczas leśnych wędrówek.

https://szeptykniei.wordpress.com/

https://szeptykniei.wordpress.com/ksiezycowe-wedrowki/ 

Aktualny stan prac:
Wszystkie teksty w zasadzie są już gotowe. Potrzeba tylko korekty, i ułożenia ich w czytelną całość. To nie potrwa długo. Głównym hamulcem są koszta, stąd idea i pomysł zbiórki wspierającej to dzieło. Każdy darczyńca wspierający cel kwotą od 100 zł, otrzyma książkę z autografem i osobistą dedykacją. 

W książce znajdą się wszelkie powstałe dotychczas opowieści, relacje z czuwań pod księżycem, zapiski wrażeń, oraz fragmenty osobistych gawęd z drzewami.

Bonus:
Najbardziej hojni Darczyńcy, będą mieli możliwość bezpłatnego skorzystania z uczestnictwa w Księżycowych Wędrówkach. Jak one przebiegają i na czym to polega, można zapoznać się w poniższym linku: https://szeptykniei.wordpress.com/ksiezycowe-wedrowki/ 
Drugim darem od serca i przyjaznych Drzew, będzie osobiste przesłanie od Drzew Mocy, wraz ze wszelkimi wskazówkami, jakich zapragną nam udzielić. Jak wyglądają takie przekazy, można poczytać sobie tutaj: https://szeptykniei.wordpress.com/przeslania-drzew-mocy/ 

Przykładowe fragmenty książki: 

1. Pogoda obudziła się w kapryśnej aurze.Wokół panowała mgła. Wilgotny kożuszek utkany z drobnicy miniaturowych kropel otulał szarą pustkę. Biały opar wypełniał głucho każdy milimetr dostępnej przestrzeni. Mokre gałęzie chwytały złowieszczo w mroku nocnego wędrowca, jakby wzburzone, że śmie naruszać bezwładną ciszę. Czas spowolnił, do rytmu kropelek, które ześlizgując się z koniuszków gałązek, uderzały miękko o niewidoczną ściółkę. Dzwięk się pochłaniał, zatracał w kłębach mlecznej otuliny. Mozolnie, z trudem przebijając się przez siwy całun, nadchodził poranek…Ten jakby nie chciał dziś zaszczycić swym splendorem świata, wybierając błogie snu majaki.

Otchłań z wolna ustępowała miejsca narastającej światłem szarości. Słabe promienie ostatniego letniego słońca, nie potrafią już przeniknąć ponurej zasłony. Pierwszy powiew smętnej jesieni. Ostre wrzaski przebudzonych sójek, drą ciszę na strzępy.

Kap, kap... Kroplisty zegar odmierza tętno tego zagubionego świata. Z głębin mokradeł dobiega stłumione larum żurawich strażników. Zwiastun świtu. Cichy plusk. Niesforna rybia psota… W szmeru chrobotach, jakiś senny dzik znaczy swój szlak do przytulnego barłogu. Muskane parą trzciny, dziś sterczą nieruchomo. W pożółkłych łodygach widnieje jeszcze echo słomianej suchoty. Z tchnieniem wiatru sennego, szybują gęstniejąc pląsy białawych podmuchów. Ulotne były, i cudowne niczym marzenie samego Boga. Na uśmiechniętej buzi przycupnęły z chłodną przekorą drobinki czułej wilgoci.

Mokre trawy, wzruszenie dziś przywdziały jako strój. Chłodne opary otaczają zewsząd zamyślone lustro wody. Siąpi mżawka. Niefrasobliwe kaczki prują dziarsko przez taflę, co i raz otrzepując ze skrzydeł fontannę perlistej mgławicy.
Z twarzą zwróconą ku niebu, zanurzam się w deszczowym raju, jestem tu, słucham, doświadczam…A świat się okrył dymną zasłoną nieprzeniknionej tajemnicy.

Rankiem przytul mgłę,
Choć jej nie usłyszysz,

Nieme prawo świata:
Słuchać trzeba w ciszy.

Złap zasłonę czasu,
Przysiada na Twej dłoni.

Pradawna magia lasu,
Tak wnet się odsłoni.

Poczuj tętno rosy,
Przyjmij białe czary

W odmętach tajemnicy,
Spełniają się zamiary.

Wierzby snują swe baśnie,
Otwierając wrota wymiarów,

Odkrywają przed Tobą właśnie,
Kolejne arkana czarów.

Pośród głębin mokradeł,
Duch ptasi cicho gwarzy,

Wróży Tobie wieszcząc,
Wszystko co się wydarzy.

Deszczyk w powodzi kropel,
Wspomina, że pora już w końcu,

Swe panowanie nad światem
Zwrócić hojnemu słońcu.

Podejdz ufnie bliżej,
Moczarom stań na progu,

Słyszysz chrobot dzika,
Spieszącego, już do barłogów.

Szuwary szemrają w zdziwieniu,
Łodygi wznosząc do nieba.

Dopomagają duszy w spełnieniu,
Wszystkiego, czego jej trzeba.

Las Cię tu dziś wezwał,
Swoje miał przyczyny,

Gwarzą o tym echem
Czujnej szelesty zwierzyny.

Sen nadchodzi z marzeniem,
Nastrój tego świata,

Zasypia jesieni westchnieniem,
Dopełnienie późnego lata.

2. Wieczór sączy się rdzawym płomieniem leniwie. Przecieka przez palce pomarańczową łuną, delikatnie podążając ku swemu przeznaczeniu. Chyba mu się nie spieszy. Na tle zorzy zachodu przycupnęły przydrożne drzewa. Stróżują przy szosie, niczym wspomnienie czasów ulotnych. Na szare połacie łąk, powoli zakrada się zmierzch. Siedzę tu od godziny, delektując się widokiem saren, snujących się niefrasobliwie po swoim trawiastym królestwie. I mimo, że nie było mnie tutaj ponad dwa tygodnie, i tym razem nie uciekły, przyglądając się ciekawie. W snach najśmielszych nie marzyłem, że aż tak się zaprzyjaźnimy. Układ jest taki – ja przychodzę popatrzeć, a one mają mnie gdzieś. To ich łąka. Chcesz to siedz. Nie jesz trawy, to chociaż zachowuj się cicho, a wtedy damy Ci podejrzeć nasze sekrety. Może właśnie tak myślą.

W głębi lasu alarmują jeszcze kosy. Ptaki te dobrze widzą w mroku, i zazwyczaj przed spoczynkiem dają znać szczebiotem o tym, co jeszcze je niepokoi. Wieczór tli się ostatnią iskrą czerwieni. Widoczność spada. Będzie zimno… Zewsząd otaczają mnie nieziemskie piski czajek. Czubate ptaszki wielkości niemal kurczaka przelatują jeszcze krążąc nad polami. Odzywają się cały czas, i coś przeczuwam, że nie prędko ścichną. A wiem, że potrafią tak całą noc. Czy i tym razem? Powody mogą być różne. A to dzik krzątający się nieopodal, czy lis przeczesujący zagony. A może po prostu są tak pobudzone na swój sejmik. Wkrótce odlecą, wraz z migotem swych kosmicznych odgłosów.

- Ciiii ciiii ciii ciii ciiiiiii ciii …..

Przemyka obok mnie z poświstem zew z nad moczarów. Stadko kaczek krzyżówek. Ich lotki – pióra, wydają podczas lotu taki właśnie świszczący pogłos. Ilekroć go słyszę, dusza nasiąka mi jakimś takim romantyzmem…W przyrodzie tego roku ogromne przyspieszenie dostrzec można. Od dawna kwitną wrzosy, a rowy zalegają aromatem gnijących stert owoców z przydrożnych drzew. Może już dziś odezwą się jelenie?

Miejsce wydaje się być idealne. Otacza mnie łąkowy świat, z lasem i bagienkiem za plecami. Przede mną poletko kukurydzy, jak magnes przyciągające do swej stołówki wszelkie stworzenie. Już dojrzała i zaczęto ją kosić. A pamiętam lata, kiedy łany stały nawet do końca października… Wokół mojej czatowni zaczynają wirować malutkie nietoperze. To znak, że pojawiły się komary. Z nietoperzami jest tak, najpierw nieokreślone, wysokie, ‘’ćwierknięcia’’ , które można wziąć za mysz. Bywa, ostry, wysoki trel. Poza granicą słyszalności wszelkiej, mimo to słyszysz. Kłuje w bębenki. A potem pojawiają się znienacka cienie, z pogłosem trzepotu. Nocni drapieżni, którzy ukochali mrok. Lubię kiedy są blisko. Mam spokój od komarzych pieśni ludu. A one jakby wiedziały, że obok wędrowca znajdą ich dostatek, i często mi towarzyszą. Szare zjawy, niesforne motyle nocy. Już jest ciemno. Została niecała godzina do wschodu księżyca. Czajki nie ustępują, malując ciszę mitycznymi zawołaniami ptasiego niepokoju.

Sążnisty chrobot, z mrukliwym bulgotem zwiastuje mi buszowanie dzika. Nie widzę go, ale wiem, że jest gdzieś niedaleko. Za czatownią znajduje się polanka, otoczona olchami i rowkiem. Stamtąd bardzo często dobiegają szmery, jakby zwierzęta robiły sobie rozgrzewkę, oswajając się przed wyjściem na pełną przestrzeń.

Magiczne srebro rozlewa się mlecznym językiem, wypełniając wszelkie zakątki śpiącej łąki. Księżycowy pielgrzym, ogłasza czar swego panowania. Z pomiędzy olchowych gałęzi, migają do mnie kryształowe błyski odwiecznych promieni nocy. Zdaje się, chcą wniknąć wszędzie, otulając i wypełniając świat dotykiem mglistej baśni… Wtedy ją zauważam. Zwierz nadszedł nie wiadomo kiedy, i jak cicho. Sarna? Od razu odrzucam tą myśl. Inna sylwetka. Większa. To będzie łania – samica jelenia. Płowa księżniczka stoi na skraju drzewnego cienia, wyległszy zeń do połowy. Wiem co robi. Węszy. Bada, czy jest bezpiecznie. Z kukurydziska dobiega łoskot łamanych łodyg. Dla mnie znak, że jest tam już inny jeleń, albo dzik. Ona też się tym nie niepokoi. Żwawo rusza przed siebie, zachwycając mą duszę pięknem nocnego świata. Właśnie dla takich momentów tu jestem…
Łańka dociera do rowu, i tam chwilę ‘’zastanawia się’’. Pewnie, w jaki miejscu go przekroczyć, tak aby najmniej zmoczyć futro. Szuka wygodnego przejścia i zmierza wprost do mojej czatowni. Rozważnie, dostojnie, krok po kroku, pląs po pląsie…Teraz jest tuż pode mną. Mimo, że wsunęła się w cień, nadal rozróżniam trójkątny pysk i łyżkowate uszy. Jestem spokojny, oddech ani tętno nie przyspieszają. Stwórcy dziękuję za dar tego widoku. Jak to możliwe, że mnie nie wyczuła? Mają nieziemski węch. A ona nic. Z szelestem daje susa przez rów i znika po drugiej stronie łąki. Cały czas ją widzę. Po chwili dobiegają mnie ‘’szuraste’’ odgłosy zrywania trawy, zębami jak cążki. Zaskoczenie. Byłem pewien, że pójdzie na kukurydzę. Wybrała zieleninę. Czajki nie odpuszczają…

Szurrr. Szrrr…Znowu nietoperze. A właściwie jeden. Ale co on mi tu wyprawia? Podlatuje do czatowni i jakby wczepiał się na ułamek sekundy pazurkami. Może zbiera owady, które tam siedzą? A może… Przypuszczenie okazuje się słuszne. To jego dom. Za którymś razem nie słyszę jak odrywa się ponownie, a narastający szmer. Nietoperzysko z łoskotem, sunie przez deskę. Musi mieć lokum w szparze pod daszkiem. Jej, ale dziwnie. Teraz będziemy siedzieć tu razem. On szura i szura. Chyba układa się do snu. I teraz doznaję olśnienia. To dlatego, ostatnim razem kiedy zasnęła mi tutaj sarna, nie reagowała na moje normalne poruszanie się wewnątrz konstrukcji. Zwierzaki są tu widać przyzwyczajone do odgłosów buszującego lokatora. Mam szczęście.

Księżyc góruje, wyłaniając się z nad koron majaczących drzew. Po polanie snują się odległe mgły, sunące w oddechu tajemnicy. Te zdobią świat magią. Przynoszą chłód, w mocy wszechobecnej wilgoci. Teraz zaczyna prawdziwy balet…Ilekroć je obserwuję, mam wrażenie, że ścieram się zmysłami z istotą żywą, świadomą. A ona, niepomna na moje rozważania wypełnia połać nieprzeniknionym woalem sekretu. Jej pląsające ramiona otulają ziemską macierz, pogrążoną w szelestach zwierzęcego żywota. Raz sprawia wrażenie lekkiej, jakby zaraz pod niebiosa zaraz wzbić się miała, innym razem zalega ciężko i głucho okrywając łąkowe pielesze puchową kołdrą z baśni. To wspina się z mozołem po zamyślonych krzewach głogu i tarniny, za chwilę opadając nisko ze zmęczenia jakby. Wypoczywająca ziemia, na prządzach z urojonych kropel, tka swój sen nieodgadniony.

Z czaru duszy wyrywa mnie narastający pogłos. Odwracam się i zamieram w kolejnym zachwycie – przez łąkę kłusuje ogromny dzik. Odludek, emeryt. Bardzo rzadko zdarza się, by tak cwany zwierz wystąpił na gołą przestrzeń. W pełnię są szczególnie czujne, trzymając się rowów, cienia, i zadrzewień. A ten biegnie przez środek. Widać czuje się tu pewnie. Czarna plama z impetem pruje mglisty kożuch, który co i raz przesłania wielkie cielsko. Zdumione sarny, podnoszą anteny czujnych głów. Dopiero teraz je dostrzegam, na krańcach polany. Okazały się być tajemnicą mgły. Dziczysko zatrzymuje się na chwilę, i zaczyna krążyć pod czatownią. Jakby czegoś szukał. Czy mnie czuje, nie wiem. Ale gdyby tak było, z pewnością okazałby zaniepokojenie. Czujne ciało napina się wtedy, ostrzegawcze fuknięcie i tyle go widzisz. I wiem co tak go przyciąga. Z upodobaniem buchtuje krecie kopce, prychając z cicha. Podziwiam czarnego kniazia, z pewnością zwierzęcego władcę tutejszych zakątków. Dziki nigdy się nie znudzą. Mógłbym obserwować je w nieskończoność. Czatownia opleciona jakimś bluszczem i powojnikiem, skrywa się zupełnie przed zmysłami zwierzęcych gości. Można tu obserwować nie płosząc. Szacunek zwierzętom okażesz przychodząc wcześniej, zanim rozpoczną one swoje żerowania. Dla Ciebie będzie to próba pradawnej cierpliwości, a knieja z pewnością nagrodzi wytrwałość. Jest godzina 23, dzicza godzina. Siedzę tu od ósmej wieczora, i tylko ziąb daje w kość. Nie chciałęm brać kurtki, aby dodatkowo nie szeleścić. Ubieram się warstwami, w miękką odzież i mam wtedy pewność, że dla zwierząt jestem niesłyszalny. Tymczasem dzik na chwilę wstąpił w mgłę, której strzęp pałętał się nieopodal. Po czym wrócił, kręcąc się tu i tam. Przyszedł od strony kukurydzisk, znaczy, już powinien być najedzony. Po chwili z łoskotem znika w gąszczu, podążając w sobie tylko wiadomym kierunku.

Wreszcie nadeszła północ. Pora mi powoli wracać. Niemal zawsze wracam, kiedy zobaczę dzika. Taka żelazna zasada, bo to po prostu chyba najmilszy dla mnie w przyrodzie widok. Rozglądam się wiele razy, czy na pewno ‘’teren czysty’’. Nie chcę przeszkadzać ani sarnom, ani jeleniom, jeśli gdzieś się tu zapodziały. Niczego nie widać. Ależ ziąb… Podążam przez mokre, trawiaste łany, ciesząc się z lekkich gumowców. Mimo to, na stopach czuję lodowate zimno. Tak bardzo chciałem tańcem podziękować światu za podejrzane cuda, dziś chyba jednak nic z tego. Wnurzając się w woal kłębiastej mgły, sam teraz staje się częścią tajemnicy. Ciało zaczepiają chłodne dreszcze. Nic to… Wyciągam z uśmiechem ręce ku wędrującemu księżycowi i migotającym gwiazd kaskadom. Kłaniam się dalekim drzewom, pozdrawiając je w sercu. Zaczynamy się lekko kołysać. Z duszy wypływa wdzięczność, stopiona w jedności z wszystkim co mnie otacza. Kątem oka dostrzegam jeszcze sarnę, pogrążoną w mglistej toni. Topola za plecami, sennie coś nuci. Zamykam już oczy.

Pozdrowiona bądź Ziemio, ukochana Matko Moja,
Niech mnie wypełni błoga jedność Twoja,

Z dawnych wspomnień ulepione, z ufnością tu wzrastamy,
Gdy księżyc szeptem gwarzy, my się kołysamy.

Wietrzyk szemra pieszcząc, gdy blaski już migocą,
Drzewo nie usypia, liście się ochocą.

Z mocą wiary Stwórcy powierzamy swe istnienie,
Wdzięczne będąc zawsze, za każde słońca tchnienie.

I Ty wędrowcze cichy, dziękuj razem z nami
Za to coś tu ujrzał, w magii pod gwiazdami.

Zostań mimo zimna, ręce wznieś do nieba,
Poczuj, że jesteś wszystkim, i niczego nie trzeba.


3. Nocą ziemia nie śpi. Słychać jej oddech. Znój mijającego dnia paruje gorącem, wypełniony wibrującą muzyką ukrytych świerszczy. Pola na raptem kilka dni ogarnia czar przemiany, kiedy osrebrzone połacie z łanów dostatku jak za dotknięciem różdżki zmieniają się w szemrząco – szeleszczącą krainę duchem z baśni. To chyba najlepszy, i mój ulubiony czas zwierzęcych obserwacji. Ah, ścierniska… Zawsze czekam z tęsknotą na te raptem kilka dni w roku. Słomiane szmery tego świata zdają się być tętnem udającej tylko sen Matki – Ziemi, zapisane ulotnym dzwiękiem w oczarowanych uszach.
Zapraszam Cię na nocne czuwanie w moim świecie…

Połóż się wygodnie na jednym z balotów, i okryj miękkim kocem. Wieczór iskrzy się jeszcze czerwonym echem odchodzącego słońca. Z rosnącej nieopodal tarniny dobiega szczebiot układających się do snu mazurków. Ociężałe gołębie grzywacze już także salwowały się z ziarnistego bufetu. Dzienni biesiadnicy ustępują miejsca swoim nocnym zmiennikom. A jest ich trochę… Wnet Twoje plecy ogarnia kojące ciepło – pół metra słomy, robi za kaloryfer, zapewniając komfort, podczas chłodnych nieraz kaprysów nocy. Właśnie swoje latarki zapalają nieśmiało pierwsze gwiazdy, dekorując postępujący granat nieba iskierkami swej magii. Nad lasem wisi już złocisty księżyc, który właśnie wyłonił się zza drzew, zalewając przestrzeń refleksami srebrzystego blasku. Możesz spędzić tą noc zatopiony w myślach, marzeniach, wspomnieniach, śledząc gwiezdny szlak i niespodziewane błyski spadających meteorów z roju Akwarydów. Jednak nie znajdziesz tu ciszy…

Do Twojej rozmarzonej, choć czujnej świadomości przebijają się narastające delikatne piski.
Tak rozpoczynają ucztę gryzonie; myszy polne, norniki, nornice. Szmery i szelesty niepokoją uszy co parę minut. I nie wiesz czy to tylko dokazujący zając, zbłąkany kot, a może…
Tak. Długo nie trzeba było czekać. Mysie weselisko jest sygnałem dla lisów, borsuków, kun, jenotów, sów, wszystkich tych, którzy w swej diecie przekładają gryzonie nad pozostałe dania świata. Jeśli masz odrobinę szczęścia, dostrzeżesz rudzielca, który w wesoły sposób, skokami próbuje pochwycić mysią ofiarę. I choć tkwi w tym dramat, widowisko jest przezabawne, kiedy lisiaki używają całego swego kunsztu aby tylko chwytać sprawnie. Bywa, że lisi rodzice przyprowadzają swoje tegoroczne młode na ścierniskowy bal, aby nauczyć je głównej strategii życiowej własnego przetrwania, jako że podstawą menu lisiego są właśnie gryzonie. Czasem też niecierpliwa młodzież dostaje swoistej głupawki słysząc tyle więcej od nas, że w amoku zaczynają rozdrapywać snopki, nie wiedząc, gdzie też wobec tylu szmerów skierować głodną uwagę...

4
. W potyczce z chmurami zwyciężył księżyc. Złocista poświata rozproszyła wszechobecny mrok. Widzieliśmy nawet własne cienie, chwiejące się nieśmiało w ulotnej aurze. Nad bagnem jest w miarę cicho. Żaden zwierz nie chodzi. Dziewczyny, Monika i Iwona dużo się śmieją. To chyba taki uboczny efekt ‘’przedawkowania’’ lasu. Radość Duszy, wśród leśnej głuszy. Jak już dobrze ją znam… Nigdy nie wiadomo kiedy się objawi, w jakiej chwili, ani ilości. Doświadczamy jej, ciesząc się swoją obecnością. I chwilą. I gwiazdami. I tym księżycem. Przyjechały ze śpiworami, i oświadczyły, że chcą nocować w lesie. Dzielne. Bo nie jest łatwo mi zaimponować Wcześniej wylegiwaliśmy się pod dębem, kiedy jeszcze było słońce. Zajęty swoimi sprawami olbrzym, obdarzył nas jednak wieściami, radą, pokazał obrazy. Napełnił spokojem i ufnością. Podczas marszu intuicja kierowała nas do zdrowia, ktoś skubnął sobie brzozowego liścia, inny młodego pędu sosny. Teraz siedzimy tutaj. Świerszczak rozpoczyna monotonne terkotanie. To taki ptaszek, którego śpiew ciężko określić tym mianem. Czasem odpowiadają mu inne ptaki, głównie łozówki i rokitniczki. Świerk – Zbójnik za naszymi plecami próbuje przeszkadzać. Trzeszczy i stuka jak wszyscy diabli, choć tu wcale nie wieje. To ten sam, który na ‘’dzień dobry’’ obdarza bólem głowy, a na ‘’dobranoc’’ zrzuca każdego, kto próbuje się wspiąć. Historia tego drzewiszcza jest szczególnie ciekawa. Pokazał się jako rozbójnik grasujący niegdyś w tych okolicach, dziś uczący się czegoś pod postacią tego drzewa. Nie jest zainteresowany żadnym dawaniem pomocy ani rozmową. To obwieścił. Najlepiej go ignorować.

Idąc wzdłuż polnej dróżki, mimo ciemności dostrzegamy sylwetki krążących po polu saren. Następnie podążamy dębowym szlakiem drzewnych starców. Dęby niskim tonem coś mruczą i mamroczą jakby nuciły jakąś starą żołnierską pieśń. Słyszy Monika i ja. Ona pierwsza. Iwona dostrzega jasne aury drzew, albo i czegoś jeszcze… Na otwartej przestrzeni majaczą się srebrne sylwetki ogromnych pni oraz gałęzi – drzewnych widm. Ktoś opowiada, że one nocą wędrują wychodząc ze swych ciał, i w ten sposób porozumiewają z sobą. Jak niegdyś entowie. Ja tam nie wiem… Spod pradawnych konarów, przebija równie prastary księżyc, roztaczając promienie ulotnego srebra. Zadziały się czary – w ogóle nie atakują nas komary. I to podczas całej wyprawy. Jest moc. Docieramy do sosnowego młodnika, po drugiej stronie bagna. Nasze miejsce na nocleg. Tu wita nas ochrypłe szczekanie kozła sarny. Nie widać go nigdzie. Układamy się pod opieką młodej, rozkrzewionej Sosny. Otaczają nas sosnowe dzieci, które uparcie obejmują we władanie ten suchy kawałek jałowego piachu. Przed nami rozpościera się widok na bagno i trzcinowiska, wśród których już snują swe opowieści chłodne opary mgieł… Białe kłęby co i raz zbliżają się do nas kąsając chłodem. Iwona zasypia. Chyba tak ukołysała ją delikatna muzyka kniei. My zasłuchujemy się w naturze. O tej porze nad mokradłem nie ma solistów wiodących prym. Za to są mistrzowie od robienia tła, gwaru i…klimatu. Znów brzęczy świerszczak. A może to brzęczka? Ciężko je rozróżnić. I pogubić się można w samych nazwach. Im dalej w noc, tym pogłos narasta. Chwilami pohukują ropuchy, ale przeważa gęstniejący rechot żab. Do koncertu dołączają rokitniczki, łozówki, gdzieś tam kwili odległy słowik. Głucho buczy bąk, jakby zjawa ukryta w korowodach dalekich mgieł. Ptasi duch niemal każdego większego trzcinowiska. Mgły tańczą, wirują, wędrują, jakby były osobną Duszą. Przyglądamy się tym pląsom w zachwycie. Wtem… trzaski łamanych łodyg. Fuknięcie zwiastuje przemarsz dzika. Zwierz trochę hałasuje. Szybko cichnie. Jakby zupełnie znikł.

Patrzymy w gwiazdy. Co jakiś czas niebo przecina meteor, zostawiając na ułamki sekund szarą smugę. Każdy wypowiada w sercu swoje życzenie, intencję zasiloną Magią Lasu. Rozmawiamy i milczymy na przemian. O kosmosie. O życiu, sytuacjach. Otwieramy się. Gawędzimy o tutejszej przyrodzie, zwierzętach, zmianach na planecie, ideałach, wyborach, przeszłości, miłości. Nie ma tabu. I jest tak cudownie i lekko. W ogóle nie chce się spać. Wokół nas płynie swobodnie energia ziemi, drzew, wody, zwierząt, zasilając Nasze Dusze harmonią pierwotnego istnienia. Czuje, że moja tańczy, śpiewa, i weseli się szybując na wyżynach tej błogości, jaką zazwyczaj trudno odnaleźć. Monice odechciało się zupełnie snu, a przecież jechała tu aż z Wrocławia, po kilku dniach innych warsztatów. Chcemy wytrwać do świtu, posłuchać jak budzi się Las. Jak ptaki witają się pieśnią ze słońcem. Czekamy. Mijają godziny przeplatane rozmową i ciszą.Niebo lekko przeciera się. I wtedy je słyszę. Sosnowe Dzieci rosnące naprzeciw nas, pełne beztroskiego śmiechu coś sobie śpiewnie wierszują ;

Już nie możemy Ciebie doczekać świcie,
Przybądź, rozbłyśnij, daj się zjednoczyć w zachwycie.

Blady księżyc nudzi już nawet ludzi,
Ptasi świat się budzi.

Wzejdź ogrzej, otul ciepłem wszystkie małe drzewa,
Świta już, a drozd na Twój powrót śpiewa.

Ukaż się wreszcie kochane nasze Słońce,
W Sosnowym Kręgu, na tej oto łące.

Wdzięczne i tęskne, promieni Twych czekamy.
Po to wzrastamy. 

Czyste, dziecięce głosiki. Jakby w przedszkolu. A podobno, tylko duże, stare drzewa są odpowiednie do kontaktu. Podobno…

Świt obwołała kukułka. To ją pierwszą odróżniliśmy z dogasającego tła nocnych śpiewaków. W oddali pokrzykuje jeszcze bażant. Nie ranek to jeszcze i nie noc już, ot chwilowe zawieszenie między dwoma światami. Ale ptaki zdają się wiedzieć lepiej. Tuż obok nas gdzieś w sośnie ląduje drozd i urywaną sonatą sprawia radość uszom. Powoli rozkręca się chyba tysięczny chór. Tu gwiżdże szpak, tam terkocze paszkot. Dołącza do nich trznadel. Jakieś pokrzewki…dużo tego. Coraz trudniej się połapać. Z pól dobiegają skowronki. Ostrzegawczy jazgot kosa. Nie słychać sikor. Te śpiąc po dziuplach, zawsze odzywają się nieco później. W Ptasim Zegarze prym zaczynają wieść soliści. W narastającym gwarze niknie monotonne tło wodniczek, brzęczek, łozówek, i strumieniówek. Mgły jakby ożyły, kotłują się przesłaniając kikuty martwych drzew, to oblepiają nieprzeniknionym woalem całe bagno. Czasem podchodzą aż pod nas, przynosząc dotyk zimnej wilgoci. Brrr… Snują się w swoim świecie. Zachwycamy się tym spektaklem. Chwilę potem na tle księżyca majestatycznie z poświstem przefruwa para kaczek…

Gromki, srogi, ostry alarm zwiastuje nadejście słońca. Nieomylne Żurawie, tak od wieków witają się ze światłem. Od tego momentu w zwierzęcym świecie, dzień jest już ‘’oficjalnie otrąbiony’’. Odzywają się gęsi. Przestrzeń kwili, śpiewa, woła, terlika, bębni, podzwania i szczebiocze. Ale nie jest to hałas. Ten, w odróżnieniu od miejskiego zgiełku, po prostu koi zmysły. Poranek wybrzmiewa w pełnym majestacie, jaki tylko w maju usłyszeć można. Przestajemy zgadywać ptaki. Pora powoli wracać dębowym szlakiem… A ten już się mieni, paletą zieleni, w każdej chyba odcieni. Monika mówi, że to bardzo energetyczne miejsce. Dobrze się tu czuje. Zachwyca się każdym z drzew. Oto ogromny Radomir, Dąb, co po ciosie piorunowym jeszcze walczy. Stracił połowę ciała, ale nie poddaje się. Czasem można usłyszeć, jak woła o pomoc… Tu Klon ‘’Czerstwy’’, któremu się udało, mimo rozdartego pnia, rozkwitł cały zielenią, jakby draśnięty był tylko. Pień zalany sokami klei się. Wesołe i czujne akacje, jakimś echem beztroskiej piosenki dopełniają gwaru tego zakątka. Zimą i jesienią, pewne fragmenty gruntu tutaj nie zamarzają. Bije od nich nieokreślone ciepło… Znajdują się u stóp Dębów. Klony tutejsze, jakby miały nastrój na psoty niekiedy. Zaczepiają czasem sypiąc suszem prosto pod nogi. Na piaszczystej leśnej drodze graniczącej z polami, napotykamy co kawałek na tropy jeleni. Tutaj dopiero mielibyśmy widowisko! Chodziły kilkaset metrów od miejsca naszego wypoczynku. Ale nikt nie żałuje, cieszymy się, że mogły sobie pobuszować w spokoju. Kiedy zwracamy uwagę na otaczające nas cuda, zwykły spacer może się stać niezapomnianą wędrówką po krainie baśni.
https://szeptykniei.wordpress.com/2018/05/03/wiosenne-tchnienie-lesnej-mocy-wspomnienia-z-wedrowki/ 

Książka ta zmieni Twoje spojrzenie na naturę i otaczający nas świat. Odkryjesz w niej rzeczy, o jakie trudno w najbardziej magicznych snach. I choć to po prostu szepty uśmiechniętej duszy, wierzę, że ubogacą też Twoją, a może pomogą i jej rozwinąć skrzydła, spajając ducha w wyrażaniu siebie. A nasi leśni bracia odetchną, darzeni będąc odtąd należnym im szacunkiem i wdzięcznością za wszystkie cuda jakimi nas obdarowują. Pomoże Ci ona stać się jednością z wszechotaczającą nas przyrodą, ofiarując jej głębsze zrozumienie. I ufam, że wraz z całą swą lekkością, radością, tudzież wesołą przygodą będzie powodem licznych kojących wzruszeń.

* Zebrane środki w całości będą odkładane na pokrycie kosztów wydania książki, ze wszystkimi zobowiązaniami jakie objawią się w trakcie (druk, grafik, korekta, wysyłka)


Wybierz kwotę

Sebastian Czeremcha - awatar

Sebastian Czeremcha

Organizator zbiórki

Wpłaty - 18

Anonimowy Darczyńca - awatar
150
Anonimowy Darczyńca
Wiola Truss - awatar
20
Wiola Truss
Agnieszka Świerczyńska - awatar
100
Agnieszka Świerczyńska
Aga W. - awatar
100
Aga W.
Maria - awatar
100
Maria
Małgorzata Czernicka - awatar
100
Małgorzata Czernicka
Anonimowy Darczyńca - awatar
1
Anonimowy Darczyńca
agata dobrzyńska - awatar
100
agata dobrzyńska
Anonimowy Darczyńca - awatar
20
Anonimowy Darczyńca
agata dobrzyńska - awatar
20
agata dobrzyńska

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

Jak to działa?

1

Stwórz zbiórkę

Podaj kwotę, uzupełnij opis, gotowe!

2

Udostępnij

Zapraszaj do wsparcia zbiórki.

3

Zbierz pieniądze

Wykorzystaj najlepsze narzędzie w sieci.

Pomagam.pl wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej

Zamknij

Pomagam.pl korzysta z plików cookie na zasadach opisanych w polityce prywatności, która uległa zmianie. Dowiedz się więcej.