
We wrześniu połowa mojego rodzinnego miasta zastała doszczętnie zniszczona w powodzi.
Rynek bardzo się zmienił i każdy starał się dostosować do nowej sytuacji. Poszukując rozwiązań na lepsze życie wyleciałam do mojej szkolnej przyjaciółki do Los Angeles. Chciałam sprawdzić co dla mnie będzie oznaczał „Amerykański sen”.
Los Angeles zachwyciło mnie swoją naturą i architekturą. Wysokie strzeliste palmy, kwitnące krzewy, koliberki. Przepiękne plaże oraz zachody słońca, które przenoszą w inny wymiar otulenia miodowym ciepłem i kolorem. Domy z każdej epoki. Domy opowiadające historie pokoleń. A przed nimi auta, które znałam tylko ze starych filmów. Cała nasza okolica wyglądała jak gotowa sceneria do filmu.
Sprawdzając w jaki sposób mogłabym wpasować swoje umiejętności do tego, co oferuje California zajmowałam się synkiem koleżanki oraz dużo chodziłam po naszej okolicy.
Tego pamiętnego dnia wybrałam się na okoliczne wzgórze. Od rana wiał bardzo silny wiatr. W pierwszej chwili, gdy zobaczyłam mały dym pomyślałam, że ktoś robi ognisko w lesie. To była moja Polska mentalność. Ta myśl zniknęła kilka sekund później, bo dymek rósł z zatrważającą prędkością. Wiedziałam, że przy tej suszy nie mam wiele czasu , co oznaczało że nie mam czasu na uważanie na grzechotniki. Wybiegłam ze szlaku i zbiegałam dalej pośród domów i rezydencji których zdjęcia obiegają dziś cały świat w wiadomościach. To były ich ostatnie chwile. Prawdopodobnie byłam ostanią turystką zwiedzająca tą część Pacific Palisades.
Biegnąc dzwoniłam do mojej przyjaciółki, która dzięki temu zdążyła spakować do samochodu dwa nasze młode koty, paszporty i torebkę. Dzięki szybkiej reakcji zdążyłyśmy się uratować, nie utknęłyśmy w korku, nasze auto nie było usuwane przez spychacz. Ale zostałyśmy tak jak stałyśmy.
Tego samego dnia wraz z synkiem koleżanki i dwoma kotami ewakuowaliśmy się jeszcze dwa razy uciekając przed różowym dymem zwiastującym zbliżające się płomienie.
Od tego czasu nocujemy na kanapach u dobrych ludzi, co dwa trzy dni zmieniając gospodarzy. Po kilku dniach dostałyśmy wiadomość potwierdzającą , że nasz budynek został całkowicie pochłonięty przez płomienie. Nie było już czego ratować. Nie było po co tam wracać.
Życie napisało mi ciekawy „kalifornijski scenariusz”. Z powodzi w pożar.
Teraz potrzebuję odkupić stracone rzeczy, stracone marzenia, nadwyrężone emocje. Chciałabym wrócić do kraju, do rodziny bez strat materialnych.
Dziękuję i życzę nam wszystkim życia w pomyślności, w dobrobycie, w bezpieczeństwie.
Aleksandra


Gdy świat się wali, dajemy nadzieję ❤️ Wspieramy chorych w pozyskaniu środków na leczenie, pomagamy zwierzętom i reagujemy natychmiast w pilnych sytuacjach kryzysowych 🚨
Jak odmienić los tysięcy potrzebujących za darmo?
✅ Wybierz Fundacja Pomagam.pl na liście OPP w rozliczeniu PIT.
✅ Wpisz nasz numer KRS 00 00 353 888 w deklaracji PIT.
Dla Ciebie to rubryka. Dla nich szansa, by przetrwać najgorsze.