Rodzina z noworodkiem i psem, spędzająca czas razem w domu.

By znowu zacząć żyć

4 705 zł  z 25 000 zł (Cel)
Wpłaciło 109 osób
Wpłać terazUdostępnij
 
Oliwia Wiśniewska - awatar

Oliwia Wiśniewska

Organizator zbiórki


Moi drodzy,


 Mam na imię Oliwia i w imieniu moim jak i mojego cudownego męża Kacpra - człowieka skały - dzięki, któremu nadal mam siłę walczyć o swoje zdrowie mimo wszelkich przeciwności losu. 

 Zanim przejdę do konkretów chciałabym powiedzieć, że pomimo tego co spotkało nas jako młodą rodzinę półtora roku temu długo wstydziliśmy się powiedzieć głośno: ,,Tak, nie dajemy rady finansowo’’. 

Od dziecka było mi mówione, że muszę być silna. Niezależnie od sytuacji, że zawsze muszę dać radę, wytrzymać wszystko i nie okazywać słabości. Przez większą część życia to ja byłam osobą, na którą można było liczyć mimo wielu osobistych trudności. Od najmłodszych lat angażowałam się w pomoc bezdomnym zwierzętom, przez 8 lat prowadziłam DT dla psów po przejściach.

Życie jednak jest dość przewrotne.

Ostatnie półtora roku było dla mnie jak i mojego męża naprawdę ogromna przeprawą i wielką życiową próbą.

W październiku 2022 zaszłam w upragnioną ciążę, która przebiegała całkowicie zdrowo, pod stałą kontrolą lekarską.    Sam poród miał jednak liczne komplikacje z powodu szeregu zaniedbań i błędów popełnionych przez lekarzy. Mimo wielu prób wywołania naturalnego porodu i braku postępów lekarze zwlekali do ostatniej minuty z wykonaniem cesarskiego cięcia. Decyzja została podjęta nagle, kiedy parametry dziecka zaczęły gwałtownie spadać. Naszą córkę ,,wyciągneli’’ fioletową, bez oznak życia, bez płaczu. Nie dawali nam dużych nadzieji.       Nasza Adka praktycznie nie dostała punktów Apghar oraz była intubowana. Później od wspaniałego neonatologa, który uratował jej życie dowiedzieliśmy się, że - cytuję: ,,Zaskoczyła w ostatnim momencie’’ kiedy chcieli już odpuścić.                           Ja sama uszłam z życiem z dużymi uszczerbkami na zdrowiu fizycznym, ale przede wszystkim psychicznym. Chwilę przed porodem, na oddziale patologii ciąży (podejrzenie makrosomii, wysokie AFI) z powodu zbagatelizowania mojego zgłoszenia dotyczącego ogromnego bólu i mrowienia w okolicy skroni i ucha doznałam porażenia mięśnia twarzowego typu Bella i zupełnie straciłam czucie i władzę w połowie twarzy. Nie mogłam jeść, uśmiechać się, przymknąć oka, czy wyszczerzyć zębów. Dostałam informację, że nie wiadomo, czy będzie to uleczalne. Rehabilitacje, lasery, pola magnetyczne i inne wynalazki zostały zlecone w trybie natychmiastowym. Zlecone - nie wykonane. Ale to wtedy było moje najmniejsze zmartwienie. Liczyła się córka. 

Nasza Adka to prawdziwa fighterka, z sytuacji beznadziejnej w kilka dni zaskakująco szybko zaczęła podnosić swoje parametry. 

Kilka dni po porodzie, w dzień kiedy córkę odłączyli od aparatury przyszło mi się zmierzyć z pierwszą w swoim życiu żałobą. Żałobą, która bezpośrednio po tak traumatycznym przeżyciu ścięła mnie z nóg jak brzytwa.

Po przyjacielu, który był mi jak młodszy brat. Z którym również walczyłam o zdrowie od dłuższego czasu dając z siebie wszystko co mogłam. Niestety - nie udało się. Życie wywróciło nam się o 180 stopni. Pieniądze szybko stopniały z powodu niemożności pracy (codzienne rehabilitacje), prywatnych wizyt dla córki jak i dla mnie. Państwo zaoferowało wspaniałą pomóc na NFZ na CITO prawie rok po porodzie. Nie mogliśmy czekać. Musieliśmy postawić wszystko na jedną kartę i zacząć działać we wszystkich obszarach prywatnie. W wielu na szczęście pomogli nam przyjaciele, którzy robili wszystko żeby załatwić szybsze terminy, czy sprzęty do rehabilitacji. Gdyby nie mój mąż, który pierwszy rok życia córki całkowicie poświecił, żeby odwiedzić wszystkich lekarzy, rehabilitantów, neurologów nie udałoby nam się tak skutecznie złagodzić powikłań po źle przeprowadzonym porodzie.  Tym samym, ja pomimo depresji poporodowej i silnym zespole stresu pourazowego szybko musiałam wrócić do pracy, a wręcz zupełnie się przebranżowić. Wypadliśmy z obiegu i ciężko było znów wrócić do tego czym się zajmowaliśmy. Robiliśmy wszystko co w naszej mocy by uregulować zaległości i wyjść na prostą, jednak weszłam w tak silny ,,tryb przetrwania’’, że nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo jest ze mną źle. Na początku lata tego roku powiedziałam sobie dość. Nie dam rady. 

Do teraz nie wiem jakim cudem mój organizm zareagował tak, że byłam w stanie jakkolwiek funkcjonować. 

Mimo, wielu prób i maksymalnego zaangażowania się w nową pracę (wręcz chorobliwego uciekania w nią od świtu do zmierzchu) nie przekładało się to na dobre wyniki i idące za tym zarobki. 

Zrozumiałam, że dłużej nie dam rady. Pomocy szukałam wszędzie, moja psychiatra sugerowała szpital, wielu terapeutów czy traumatologów odmówiło mi podjęcia współpracy z uwagi na mój stan psychiczny. 

W czerwcu podjęłam decyzje, że mimo ogromnych problemów czysto logistycznych (mąż musiał zostać sam z córką co wykluczało go zupełnie z pracy i ciągle pogłębiało nasze zaległości) muszę położyć się na oddział, bo to co w czym trwam teraz prowadzi nas do nikąd. 

Dzień po drugiej rocznicy naszego ślubu rozpoczęłam leczenie kliniczne. Zdiagnozowano PTSD o bardzo silnym natężeniu oraz kilka innych diagnoz m.in. silne stany lękowe, które często idą w przysłowiowej ,,parze’’.                                                Zaproponowano mi terapię ketaminową, która trwała miesiąc i znacznie poprawiła mój stan. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego jak było źle. Ketamina wyciszyła mi nieustannie powracające przy diagnozie PTSD ,,flashbacki’’, ale inne objawy nadal mocno dają mi w kość. Terapia ta niestety często nie jest trwała i objawy potrafią po jakimś czasie powrócić. W szpitalu spędziłam w sumie 6 tygodni, a później kontynuowałam, a właściwie kontynuuje leczenie na terapeutycznym oddziale dziennym - gdzie bardzo skrupulatnie pracuję nad traumą i radzeniem sobie z lękami. Dzięki pomocy finansowej rodziny zorganizowaliśmy dla córki miejsce w żłobku, by mąż mógł pracować jak najwięcej, jednak nawet tutaj kłody lecą nam pod nogi nieustannie. Adka ma mocno obniżoną odporność i co pójdzie do żłobka to wraca chora. I koło się zapętla. Ja dzięki terapii i pracy nad sobą zrozumiałam, że przyznanie się do ,,porażki’’ i proszenie o pomoc to nie oznaka słabości, a odwagi. 

Teraz już nie wstydzę się przyznać, że stanęliśmy pod wielką, zbrojoną ścianą. Gdzie nie mamy już ruchu, że nie dam rady dalej iść sama z mężem i małą kontra wszystkie przeciwności losu.                                                    

Wiem, że po burzy wychodzi słońce, nawet jak ta burza ciągnie się już półtora roku.                                                                       Wiem też, że życie sprawiedliwe nie jest i nie mam pretensji, że to wszystko na nas spadło. 

Kiedy będę psychicznie gotowa na wniesienie pozwu przeciwko szpitalowi i przeżycie tej tragedii na nowo zapłacą za to jak zniszczyli nam kawał życia. Ale żeby móc stawić temu czoła potrzebuje Waszej pomocy. 

Chce jak najszybciej wrócić do sprawności i móc pokazywać córce świat. Chce, żeby widziała mamę pełną siły, emocji i radości. Chcemy od nowa zbudować to co zostało nam zburzone i brutalnie odebrane. Potrzebujemy tylko przetrwać ten trudny czas do czasu kiedy nie zakończę hospitalizacji. 

O resztę się nie martwimy - wiemy, że jak będzie zdrowie to wszystko jest do odbudowania.                                                 Zawsze byliśmy pracowici i zaradni, jednak ta sytuacja to za dużo na dwie osoby. Znacznie za dużo.

Dlatego stąd proszę o nawet te najdrobniejsze wpłaty. Liczy się każda złotówka i każda złotówka będzie nam ratowała życie. 

Ciężko mi sprecyzować w tej chwili jaka jest kwota zadłużeń, jednak przez te półtora roku gdzie dochody były mierne lub wręcz zerowe, a koszty naprawdę spore urosło to do naprawdę sporych tysięcy. Są zadłużenia, które są priorytetowe chociażby dlatego, że na naszej drodze pojawili się cudowni ludzie, którzy zgodzili się nam pomóc, a płatność odroczyć. Niestety terminy spłat są ciągle przekładane, bo my fizycznie nie jesteśmy w stanie tych pieniędzy zebrać, a czujemy się potwornie z myślą, że ludzie dali nam zaufali, a nadal nie jesteśmy za to rozliczeni.

Z góry ogromnie dziękujemy wszystkim, którzy wesprą nas choć drobną wpłatą lub udostępnieniem.

Oczywiście o każdym spłaconym zadłużeniu będę informować na bierząco tak jak i o naszej ogólnej sytuacji ❤️ 


Oliwia, Kacper i nasza mała wojowniczka Adelajda <3


Słowa wsparcia

Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲


  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    29.01.2025
    29.01.2025

    ❤️

  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    18.01.2025
    18.01.2025

    Dużo dużo siły dla Was. 🙏🏻

  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    16.12.2024
    16.12.2024

    Przykro mi, że masz takie trudne doświadczenia Życzę wszystkiego dobrego dla całej rodziny, dużo, siły, zdrowia, wiary i nadziei. Nie wpłaciłam wiele, ale chociaż symbolicznie. Wszystkiego dobrego

  • Natalia Oliwia - awatar

    Natalia Oliwia

    15.12.2024
    15.12.2024

    Trzymaj się kochana jeszcze będzie pięknie, życzę dużo siły i cierpliwości 🩷

  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    15.12.2024
    15.12.2024

    Trzymajcie się :) i nie przestawajcie Walczyć o Siebie ❣️

4 705 zł  z 25 000 zł (Cel)
Wpłaciło 109 osób
Wpłać terazUdostępnij
 
Oliwia Wiśniewska - awatar

Oliwia Wiśniewska

Organizator zbiórki

Zadaj pytanie

Wpłaty: 109

Anna - awatar
Anna
3
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
10
Add alt here
Dołącz do listy
Marzena - awatar
Marzena
20
Beata Hanc - awatar
Beata Hanc
200
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
100
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
10
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
10
Olha - awatar
Olha
100
Add alt here
Dołącz do listy
Anna Brzóścikowska - awatar
Anna Brzóścikowska
20

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

People

Podaruj 1,5% Fundacji Pomagam.pl

People

Gdy świat się wali, dajemy nadzieję ❤️ Wspieramy chorych w pozyskaniu środków na leczenie, pomagamy zwierzętom i reagujemy natychmiast w pilnych sytuacjach kryzysowych 🚨

Jak odmienić los tysięcy potrzebujących za darmo?

✅ Wybierz Fundacja Pomagam.pl na liście OPP w rozliczeniu PIT.

✅ Wpisz nasz numer KRS 00 00 353 888 w deklaracji PIT.

Dla Ciebie to rubryka. Dla nich szansa, by przetrwać najgorsze.

Poznaj Fundację Pomagam.pl