Agata Stojanow
Pod koniec roku wydarzyło się coś, co do dziś ściska mnie za serce. Nasi przyjaciele z Wrocławia poprosili, żeby zabrać Benia z fundacji w Padwie. Mówili, że mają dziwne przeczucie, że coś jest nie tak… jakby intuicja podpowiadała im, że trzeba działać właśnie teraz.
I niestety mieli rację.
Beniu był w bardzo złym stanie – zaniedbany z poważnymi problemami zdrowotnymi. Po przyjeździe do Wrocławia natychmiast rozpoczęło się jego leczenie. Okazało się, że trzeba usunąć wszystkie zęby.
Przez jakiś czas jego życie znów było w drodze – kolejne miejsca, kolejni ludzie, którzy pomagali mu odzyskać siły i spokój.
Aż w końcu wydarzyło się coś pięknego.
Beniu trafił do swojego prawdziwego domu. Został adoptowany przez dwoje niezwykłych ludzi – Gosię i jej męża.
Za każdym razem, gdy dostaję od nich zdjęcia, wzruszam się. Bo wciąż widzę przed oczami tę drogę, którą przeszedł w tak krótkim przecież życiu. Od samotności do poczucia, że w końcu jest u siebie.
I może właśnie dlatego każda taka historia jest tak ważna. Bo pokazuje, że nawet najbardziej poranione życie może jeszcze odmienić swój los.
W międzyczasie w naszym małym, nieformalnym kocim schronisku pojawiły się nowe koty. Na szczęście tym razem nie wymagają kosztownego leczenia – przede wszystkim potrzebują sterylizacji, aby przerwać błędne koło bezdomności. Potrzebujemy też środków na karmę, w tym specjalistyczną dla dwóch kotek z przewlekłą biegunką, prawdopodobnie będącą następstwem przebytego kociego kataru.
Z całego serca dziękujemy wszystkim darczyńcom za pomoc, dobre słowa i obecność. Dzięki Wam te małe, często niewidzialne dla świata życia dostają swoją drugą szansę. Każde wsparcie to nie tylko pomoc – to nadzieja, która pozwala nam iść dalej i ratować kolejne kocie losy. Na zdjęciu Beniu w swoim domu :)




