
To nie jest historia, którą da się czytać spokojnie
Dlaczego budujemy sierociniec w Ugandzie?
Pojechałam do Ugandy z mężem i zobaczyłam rzeczy, których nie da się od zobaczyć.
Skrajne ubóstwo. Brud. Choroby, które w Europie są tylko hasłem z podręcznika – tam są codziennością. Szczury, robaki, brak dostępu do czystej wody, cholera.
Poczułam zapach, którego nie da się zapomnieć.
Zapach rozkładu. Brudu. Chorób. Ludzkiego cierpienia.
Zapach, który wchodzi w skórę i zostaje pod powiekami.
I w tym wszystkim dzieci.
Te dzieci śpią na ziemi.
Jedzą resztki, które znajdą gdzieś w koszu po turystach lub jeśli akurat coś jest w wiosce.
Chorują, bo nie ma komu ich leczyć.
Dzieci sieroty które absolutnie na to nie zasługują.
Zobaczyłam sierociniec, który miał być ratunkiem. W rzeczywistości był miejscem,
w którym dzieciom odmawiano jedzenia lub karmiono garstką mączki kukurydzianej raz dziennie, natomiast pieniądze zbierane na pomoc nie trafiały do nich.
Dzieci były wykorzystywane do pracy w celu zarabiania pieniędzy dla właścicielki. Wróciłam do Polski i nie mogłam spać. Świadomość, że wiem i nic nie robię – była nie do zniesienia.
A kiedy widzisz i wiesz – po prostu nie masz już prawa udawać, że nie wiesz.
Dlatego poprosiłam koleżankę Jagodę o współpracę. Pojechałyśmy obie do Ugandy i wtedy razem podjęłyśmy decyzję: budujemy własny sierociniec w Ugandzie.
Miejsce bez kompromisów, bez półprawd, bez krzywdy. Miejsce, w którym dobro dzieci naprawdę będzie na pierwszym miejscu.
Na tej drodze były też rozczarowania i oszustwa. Kilkukrotnie zostałyśmy wykorzystane, oszukane finansowe przez pomagające nam osoby, które nie działały uczciwie. Zrozumiałyśmy jedno - jeśli chcemy realnie pomagać, musimy stworzyć własną strukturę
i własną działalność w Ugandzie.
I wtedy pojawiła się ona – architektka Inga z wizją. Z pięknym, ekologicznym projektem sierocińca, który nie będzie tylko budynkiem, ale domem. Bezpiecznym, czystym, godnym. Miejscem, w którym dzieci będą mogły spać spokojnie, jeść regularnie, uczyć się i po prostu być dziećmi.
Nieśmierdzący barak.
Nie przechowalnia.
DOM. Z dachem, sypialniami, oknami, drzwiami, kuchnią, jadalnią i toaletami z dostępem do wody.
Chcemy uratować 120 dzieci, które dziś żyją na ulicy w wiosce Ruhija i mieście Masaka
w Ugandzie. Regionach skażonych AIDS i wysokim wskaźnikiem sierot z gwałtów.
Tak, to nie są historie z książek - to dzieje się naprawdę.
120 ciał, które marzną nocami.
120 brzuchów, które bolą z głodu.
120 historii, które mogą skończyć się śmiercią albo życiem!
Każda złotówka ma znaczenie. 10, 20 ,30 ,50 zł.
Bo dla Ciebie to monety.
A dla nich – jedzenie, czysta woda, łóżko, bezpieczeństwo, przeżycie.
Jeśli po przeczytaniu tego tekstu coś ściska Cię w żołądku – to dobrze.
To znaczy, że jeszcze czujesz.
I że możesz pomóc.
Zrób to teraz.
Bo one nie mogą czekać.
One mają tylko dziś albo śmierć.
Poznaj naszą historię i bądź z nami na bieżąco :
https://www.instagram.com/fundacjazdrowimy?igsh=MWhubjJsam80djlkdw%3D%3D&utm_source=qr


Gdy świat się wali, dajemy nadzieję ❤️ Wspieramy chorych w pozyskaniu środków na leczenie, pomagamy zwierzętom i reagujemy natychmiast w pilnych sytuacjach kryzysowych 🚨
Jak odmienić los tysięcy potrzebujących za darmo?
✅ Wybierz Fundacja Pomagam.pl na liście OPP w rozliczeniu PIT.
✅ Wpisz nasz numer KRS 00 00 353 888 w deklaracji PIT.
Dla Ciebie to rubryka. Dla nich szansa, by przetrwać najgorsze.