Sylwia Szczęsny - awatar

Sylwia Szczęsny

Organizator zbiórki

Nazywam się Sylwia . Jestem mamą 5 letnich bliźniaczek. Gdy dowiedziałam się o tym , że jestem w ciąży byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. W 17 tygodniu ciąży okazało się , że to nie będzie jedno dziecko a dwójka . Byłam bardzo szczęśliwa , snułam plany na przyszłość , wyobrażałam sobie  jak to będzie . Razem pójdą do przedszkola , do komunii , do szkoły . Będę dumnie chodzić na dzień mamy w przedszkolu , na występy dzieci . Jak każda przyszła mama wyobrażałam sobie sielankę .  Nadszedł ten dzień , Dzień narodzin dziewczynek . Oliwka i Lenka urodziły się 38 tygodniu ciąży poprzez cesarskie cięcie . Piękne zdrowe dziewczynki .

Wszystko wydawało się być idealne jak należy do pewnego momentu .....
Dziewczynki miały prawie 2 miesiące Lenka pierwszy raz zachorowała , trafiliśmy do szpitala , gdzie okazało się z ma prawostronne zapalenie płuc. Na oddziale spędziliśmy 10 dni , antybiotykoterapia dożylna. Około 6 dnia naszego pobytu Lenka zamiast zdrowieć, coraz bardziej wydawała się chora ( przynajmniej według mnie ). Byliśmy wtedy na sali z bardzo fajną młodą mamą i z jej prze kochanym synkiem . Obie zaniepokojone patrzyliśmy co się dzieje z Lenką .Kruszynka kaszlała coraz bardziej i nie umiała nabrać powietrza po każdym takim ataku , buźka robiła się sina. Chodziłam jak szalona do lekarzy pielęgniarek byłam mocno zaniepokojona . W tym szpitalu panowały dość dziwne zasady . Lekarze badali dzieci chodzili na obchody , ale nie byli upoważnieni do udzielania informacji rodzicom , robił to tylko pani ordynator raz dziennie rano , który de facto nigdy dziecka nie widział na oczy. Chodziłam do niego prosiłam aż w końcu zaczęłam żądać by sprawdził co dzieje się z Lenką. Przyszedł stanął przy łóżeczku popatrzył 2 minuty po czym stwierdził , że jestem histeryczką i on nie widzi niczego niepokojącego, po czym próbował mnie przekonać że taki kaszel jest czymś normalnym przy zapaleniu płuc i będzie się utrzymywał przez jakiś czas . Ok był lekarzem a byłam młodą mamą nie znałam się , uwierzyłam a raczej zaufałam . 10 dnia zostaliśmy wypisani do domu , z " ponoć" zdrową Lenką . W domu kaszel i sinienie twarzy nie ustępowało. Wytrzymałam 2 dni i poszłam do lekarza , moja intuicja ,nie dawała spokoju. Pediatra badając Lenkę nie mogła uwierzyć z dopiero co została wypisana do domu miała obustronne zapalenie płuc. Ponowne skierowanie do szpitala. Nie wiele myśląc spakowałam torbę i wróciłam do tego samego szpitala z któregoś dopiero co wyszłam, sama nie wiem dlaczego . Na oddziale byliśmy około godziny 16:00 na przyjęciu oczywiście nie mogłam się powstrzymać od uwag rozczarowania i pretensji za zaistniała sytuację. Zostałam potraktowana jak intruz . Pani doktor , wprost powiedziała że nie jesteśmy mile widziani na tym oddziale. Tylko wysoka gorączka Lenki powstrzymała mnie od wyjścia z tego miejsca. Dostaliśmy sale , Lenkę ze względu na obustronne zapalenie płuc została podłączona do aparatury która kontrolowała jej prace serca i płuc. O 21 Lenka zjadła mleczko i słodko zasnęła. Krótko przed godziną 23 na oddziale panowała cisza , wszyscy spali , nagle aparatura Lenki zaczęła "pipać" . Przybiegły pielęgniarki , najpierw myśleliśmy że dioda się zsunęła. Pamiętam tylko jak pielęgniarka wzięła Lenkę na ręce a jej mało ciałko wiotko tylko przeleciało , wtedy wiedziałam , że zaczyna się koszmar. Zrobił się chaos , ktoś Lenkę reanimował , ktoś inny biegał po leki , a ja ? stałam jak wryta i przerażona przyglądałam się temu co się dzieje i nie mogła kompletnie się ruszyć. Po chwili wyrzucono mnie z sali , czułam się jak w filmie .. w oddali słyszałam .. adrenalina.. dzwońcie po OIOM .. tracimy ją... Obłęd. Zadzwoniłam po męża , przerażona by przyjechał . Wszystko to trwało wieczność , nikt nic nie mówił , nie mogłam tam wejść . Po jakimś czasie przyjechała karetka z inkubatorem Chorzowskiego Centrum i zabrała Lenkę . Lekarka która kilka godzin wcześniej była w stanie mnie wyrzucić z oddziału stała się nagle niezwykle miła. Nawet nie miałam siły z nią rozmawiać , Wzięliśmy taksówkę i pojechaliśmy za Lenką . Tam zaczęła się walka o życie i zdrowie naszej córeczki .
 
Kruszynka pod respiratorem spędziłam 12 dni w śpiączce farmakologicznej. Nie dawano jej zbyt wielu szans na przeżycie . Na szczęście ta mała wojowniczka pokazała nam , że się nie podda i zaczęła wracać do zdrowia . Po tym całym zajściu jeszcze kilka razy trafialiśmy do szpitala z zapaleniem płuc czy oskrzeli . Nagle wszystko ucichło , wydawało się ze nasz koszmar się skończył . Powtarzałam sobie , że ten ciężki  start to początek dobrego życia ..
Niestety myliłam się ...


Dziewczynki rosły razem , faktem było iż Lenka od zawsze była sporo mniejsza od Oliwki , ale taki był jej urok . Pierwsze kroczki , pierwsze ząbki , niemalże w tym samym czasie u oby dziewczynek.

Wszystko zaczęło się zmieniać w momencie nabierania nowych umiejętności przez Oliwkę . Zaczynała mówić , lecz u Lenki niestety to nie przychodziło . Zaczęłam się martwić , ale lekarze uspakajali mnie , że OIOM da o sobie jeszcze znać i Lenka potrzebuje więcej czasu . Tak to trwało i trwało. Oliwka mówiła coraz więcej , komunikowała się z nami , nawet pozbyliśmy się pampersów. Tymczasem Lenka zachowywała się jak by się zatrzymała nie nabierała nowych umiejętności , do tego doszły dziwne zachowania. Miałam swoje podejrzenia , ale nie dopuszczałam do siebie myśli , że są one słuszne . Po jakimś czasie poszłam po rozum do głowy  i umówiłam się do Poradni Psychologiczno - Pedagogicznej oraz Psychiatry . Tam usłyszałam to czego tak bardzo się bałam czego tak bardzo nie chciałam " Lenka ma Autyzm "

Dzień 11 lutego 2015 roku stał się dniem , gdzie wszystkie moje plany na przyszłość legły w gruzach.

Dziś dziewczynki mają już 5 i pół roku i niestety ale idą zupełnie innymi ścieszkami .
W dwóch różnych przedszkolach , na zupełnie innym etapie rozwojowym .

Na chwile obecną Lenka nie mów ,  nadal używa pampersów , słabo się komunikuje , i chodź są małe sukcesy to zaledwie kropla w morzu potrzeb .

Postanowiłam walczyć i otworzyć możliwie jak najwięcej nowych drzwi mojemu dziecku .
Marzę o tym by Lenka była samodzielna , by umiała w życiu poradzić sobie sama . Póki co jestem młoda , ale życie nie trwa wiecznie . Nie chce się bać , że w przyszłości moje dziecko będzie zdane na łaskę i pomoc innym.



Tylko z waszą pomocą mogę jej pomóc . Rehabilitacje , terapie , turnusy to wszystko bardzo dużo kosztuje a nasz budżet nie pozwala nam na to by to wszystko finansować . Dlatego proszę o pomoc w tej walce , nie łatwej walce .

Mam nadzieje , że jeszcze kiedyś spełni się moje marzenie i dziewczynki pójdą wspólną drogą przez życie . :)


Lenka jest podopieczną fundacji " Zdążyć z pomocą "  na której również można bezpośrednio wpłacić pieniążki na subkonto .  

http://dzieciom.pl/podopieczni/27332

Sylwia Szczęsny - awatar

Sylwia Szczęsny

Organizator zbiórki

Wpłaty - 25

Anonimowy Darczyńca - awatar
10
Anonimowy Darczyńca
KROPKA - awatar
20
KROPKA
Mama Lenki - awatar
20
Mama Lenki
Anonimowy Darczyńca - awatar
50
Anonimowy Darczyńca
Iwona Runge - awatar
20
Iwona Runge
Anonimowy Darczyńca - awatar
5
Anonimowy Darczyńca
Marcin Staniczek - awatar
50
Marcin Staniczek
Mama małej Majki - awatar
20
Mama małej Majki
Anonimowy Darczyńca - awatar
10
Anonimowy Darczyńca
Anna Gerstel - awatar
20
Anna Gerstel

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

Jak to działa?

1

Stwórz zbiórkę

Podaj kwotę, uzupełnij opis, gotowe!

2

Udostępnij

Zapraszaj do wsparcia zbiórki.

3

Zbierz pieniądze

Wykorzystaj najlepsze narzędzie w sieci.

Pomagam.pl wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej

Zamknij