
Mam na imię Łukasz. Mam 31 lat. Choruję na padaczkę, WZW typu B (zarazili mnie w szpitalu żółtaczką) oraz skoliozę. Moja sytuacja rodzinna jest bardzo ciężka i skomplikowana. Zaraz po urodzeniu wraz z siostrą bliźniaczką trafiliśmy do Domu Dziecka. Mając rok wzięło nas pewne małżeństwo. W wieku 12 lat traciłem przybranego tatę, który był dla mnie bardzo bliski. Mój świat zawalił się. Opiekę prawną nade mną przejęła najstarsza biologiczna córka mojej przybranej mamy. Cały czas myślałem, że byłem adoptowany. Rok temu zmarła moja przybrana matka i wtedy dowiedziałem się, że nie zostałem adoptowany tylko byłem w Rodzinnym Domu Dziecka. To był dla mnie szok. Mimo to przez całe życie mieszkałem z przybraną mamą. Po śmierci mamy mam poczucie, ze jestem podwójnym "sierotą". Na szczęście na mojej drodze stanęła cudowna dziewczyna, która obdarzyła mnie wielką miłością. Moja narzeczona jest osobą z niepełnosprawnością. Jej niepełnosprawność jest duża. Potrzebuje pomocy we wszystkich czynnościach. Staram się jej pomagać, lecz moja niezdiagnozowana choroba mnie ogranicza.
Pod koniec sierpnia zacząłem się źle czuć. Lekarz stwierdził, że mam jakiegoś nowego wirusa. Na początku września pogorszyło mi się. Na SORze stwierdzono, że mam zapalenie organizmu, dali kroplówkę i wypisali do domu. Po tygodniu czułem, że mam coś w gardle. Wróciłem na SOR i diagnoza: powiększone węzły chłonne. Brałem antybiotyk, lecz czułem się coraz gorzej. Pod koniec września przez potworny ból kręgosłupa trafiłem na oddział neurologiczny. Zrobili mi rezonans głowy i szyi, lecz nic nie zauważyli. Wyszedłem po 4 dniach.
Jednak w połowie października zaczęło mi się pogarszać. Mam problemy z widzeniem, puchną mi nogi i bardzo boli mnie kręgosłup. Na dodatek mam problemy z sercem. Codziennie coś nowego mi dokuczało, więc chodziłem na SORy. Tam właściwie nic nie zrobili tylko uznali mnie za chorego psychiczne i dostałem skierowanie na oddział psychiatryczny. Na oddział niestety nie przyjęli mnie tylko dostałem leki i skierowanie do psychiatry. Zacząłem mieć czarne myśli, że już ze mną koniec.
Na szczęście moja partnerka i dobry kolega pomogli mi trochę finansowo. Poszedłem prywatne do neurologa, który kazał zrobić test na boreliozę. Po rozmowie ze znajomą fizjoterapeutką zacząłem myśleć o boreliozie. Niestety, to znów zły trop. Obecnie neurolog podejrzewa polineuropatię. Jeśli jednak nie okaże się ta choroba, to znów czeka mnie chodzenie po lekarzach. Najprawdopodobniej prywatnie, bo na NFZ są długie kolejki.
Niestety, nie stać mnie na prywatne zdiagnozowanie mojej choroby. Czuję się bezsilny. Do końca 2024r pracuję jako asystent osoby z niepełnosprawnością, potem zostaję bez środków do życia.
Dlatego postanowiłem poszukać pomocy i finansowego wsparcia
Drodzy Darczyńcy, to dzięki Waszej pomocy, nawet najmniejszej, wierzę, że uda mi się przede wszystkim zdiagnozować moją chorobę, ale też pozyskać pieniążki na jej leczenie.
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas


Gdy świat się wali, dajemy nadzieję ❤️ Wspieramy chorych w pozyskaniu środków na leczenie, pomagamy zwierzętom i reagujemy natychmiast w pilnych sytuacjach kryzysowych 🚨
Jak odmienić los tysięcy potrzebujących za darmo?
✅ Wybierz Fundacja Pomagam.pl na liście OPP w rozliczeniu PIT.
✅ Wpisz nasz numer KRS 00 00 353 888 w deklaracji PIT.
Dla Ciebie to rubryka. Dla nich szansa, by przetrwać najgorsze.