Justyna Magdalena
skrawki z życia - marzec
Urząd Pracy.
Czekam w kolejce na rozmowę z doradcą. Przede mną bełkoczący pan, z puszką "Dzika" w ręku. Miał za sobą intensywną noc; być może nadal jest u niego intensywnie.
Okienka jedno obok drugiego. Pan z "Dzikiem" zajmuje miejsce obok mnie.
Urzędniczka, nie odrywając wzroku od monitora, prosi o dowód osobisty. Chcę zapytać, czy są jakieś oferty pracy, które, być może przeoczyłam. Ale pani najpierw musi wszystko zapisać. Słyszę stukot na klawiaturze. Odpowiadam na pytania. Słyszę sączenie "Dzika" obok.
- Zniknęło mi! Nie ma tego. - mówi głośno urzędniczka, patrząc cały czas w monitor.
- Ctrl + Z - mówię.
- Co?-pani z okienka wreszcie mnie zauważa.
- Proszę przycisnąć jednocześnie Ctrl i Zet - wyjaśniam.
- O, jest. To następna wizyta z końcem kwietnia. Proszę tu podpisać - pani podsuwa dokument.
Podpisuję. Chcę zapytać o oferty, ale widzę, że zmienia się numerek na tablicy nad okienkiem. Mój czas u doradcy dobiegł końca.
Wstaję i widzę, jak "Dzik" toczy się pod krzesłem obok mnie. Pan chyba nie jest zadowolony z przebiegu rozmowy, o czym daje znać w głośny i wulgarny sposób.
Gabinet ortodontyczny.
- Pani Justyno, w maju trzeba zrobić higienizację. Ale nie tę podstawową, tylko z również z czyszczeniem zamków. Trudno wkłada się drut. Będziemy też zmieniać ustawienia zamków dla uzyskania lepszego efektu. Opuściła pani dwie wizyty i aparat nie pracuje.
- Jaki to będzie koszt? - pytam.
- Higienizacja dwóch łuków i zamków 600 złotych, repozycja zamka to 100 złotych.
- Ile zamków?
- Cztery.
Czuję, jak zaczynają pocić mi się dłonie.
- Aha, proszę kupić sobie jakiś dobry irygator i szczoteczkę soniczną. Jest bardzo duży wybór na rynku.
- Oczywiście - mówię, czując, że zaraz się rozpłaczę z bezsilności.
Płacę za wizytę w recepcji i otrzymuję nowy termin. Połowa maja.
Po wyjściu sprawdzam telefon. Może ktoś dzwonił w sprawie wysłanej aplikacji.
Jest wiadomość:
Szanowna Pani/Szanowny Panie,
Dziękujemy za poświęcony czas i udział w rekrutacji. Po wnikliwej analizie wszystkich kandydatur, informujemy, że nie zdecydowaliśmy się na kontynuację współpracy.
Życzymy powodzenia w dalszych poszukiwaniach pracy.
Popołudnie w domu.
Fachowiec wstaje z mokrej podłogi w łazience.
- Zepsute są łożyska i bęben.
- Da się wymienić? - pytam z nadzieją.
- Dać się może i da, ale pralka ma swoje lata. Sama pani mówiła, że zgrzyta przy wirowaniu. Musiałbym zdemontować całe urządzenie. Lepiej pani kupić nową. Starą zabiorą, wie pani, jak w tej reklamie - uśmiecha się elektromechanik.





Anonimowy Darczyńca
Powodzenia w realizacji marzeń i planów. Znajdzie Pani też z pewnością pracę.
Życzę pogody ducha. Natalia Sławków
Życzę Pani wytrwałości w szukaniu pracy. Nie zrażaniu się słowami niedoszłych pracodawców. Pozdrawiam