
Mieszkałam z 8 letnim synkiem w dzielnicy, która doszczętnie spłonęła. Pożar pochłonął nasze mieszkanie, wszystkie nasze rzeczy, szkołę do której chodził mój synek, parki w których się bawił, domy znajomych, sklepy. Wszystko to zniknęło. Coś co do zeszłego tygodnia było naszym bezpiecznym miejscem na ziemi przestało istnieć.Dziś zaczynamy od samego początku.
Każdy dzień przynosi nowe wyzwania. Masa spraw, które muszę załatwiać, formalności które muszę wypełniać, setki telefonów, które muszę wykonywać, cały czas pracując zdalnie, ponieważ nie mogę sobie pozwolić na wzięcie wolnego. Ameryka to bardzo wymagający kraj. Jako samotna mama muszę sama zarabiać na nas dwoje. Do tej pory udawało mi się pogodzić obowiązki domowe i zawodowe. Robiłam wszystko, żeby mój synek mieszkał w dobrej dzielnicy i chodził do dobrej szkoły. Los Angeles jest bardzo zróżnicowane jeśli chodzi o dzielnice. Albo płacisz bardzo dużo za czynsz i mieszkasz w bezpiecznej dzielnicy, albo codziennie obawiasz się o swoje życie. Udawało mi się mieszkać na obrzeżach dzielnicy, gdzie mieszka bardzo wielu bogatych i sławnych ludzi. Chociaż do nich nie należę, mogliśmy cieszyć się bezpieczeństwem naszego otoczenia.
Ten rok zaczął się bardzo spokojnie. 7 stycznia mój synek po raz pierwszy po przerwie świątecznej poszedł do szkoły. Odwiozłam go, wróciłam do domu i zaczęłam pracować. Od kilku tygodni mieszkała z nami moja przyjaciółka jeszcze z podstawówki z Polski. Przyjechała do nas z Kłodzka, prosto po powodzi. Tego dnia jako pierwsza zauważyła dym, który powiększał się w zatrważającym tempie na wzgórzu za naszym domem. Uciekając przed rosnącym zagrożeniem zadzwoniła do mnie informując o pożarze. Dzięki temu zdążyłam wpakować do samochodu nasze dwa młode kocury, wziąć paszporty i torebkę. Wybiegłam go auta sądząc, że jeszcze wrócę po jakiekolwiek nasze rzeczy, ale cała okolica była już zasnuta czarnym dymem. Moja przyjaciółka dobiegła do mnie i tak jak stałyśmy pojechałyśmy do szkoły po mojego synka. Dzięki naszej bardzo szybkiej reakcji uratowałyśmy życie całej naszej trójki oraz naszych kotków. Niestety w tej samej chwili zostaliśmy tylko w tym w czym staliśmy.
Od tego dnia moi wspaniali przyjaciele pozwalają nam przenocować u siebie. Co dwa, trzy dni przenosimy się na kolejną „kanapę”. Dobrzy ludzie nas przygarniają i karmią i jestem im ogromnie wdzięczna. Ten potworny pożar pozmieniał życie nie tylko nasze, ale także bardzo wielu rodzin. Oczywiście nie pozostaje to obojętne dla rynku nieruchomości, ponieważ nagle kilkadziesiąt tysięcy ludzi potrzebuje nowego domu lub mieszkania.
W tej sytuacji potrzebujemy wszystkiego, a najbardziej bezpiecznego miejsca, w którym będziemy mogli zamieszkać.
7 lat temu przeszłam przez piekło rozstania z ojcem mojego dziecka. Walczyłam w sądzie o bezpieczeństwo moje i mojego synka. W końcu udało mi się to osiągnąć i ten człowiek przestał nam zagrażać.
Nigdy nie sądziłam, że moja bezpieczna okolica zamieni się w płomienie i pogorzelisko. Nigdy nie sądziłam, że spokojne życie mojego 8 letniego synka zostanie tak zaburzone.
Wiem, że wiele osób będzie chciało nam pomóc.
Proszę państwa o pomoc finansową, którą nam umożliwi zbiórka na platformie pomagam.pl.
Jestem wdzięczna za każdą wpłaconą kwotę i najchętniej podziękowałabym wszystkim państwu osobiście.
Sama pracuję jako terapeutka i pomagając wielu ludziom wiem, że dobro wraca.
Niech dobro wróci do państwa.
Dziękuję z głębi mojego serca. Ania
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas


Gdy świat się wali, dajemy nadzieję ❤️ Wspieramy chorych w pozyskaniu środków na leczenie, pomagamy zwierzętom i reagujemy natychmiast w pilnych sytuacjach kryzysowych 🚨
Jak odmienić los tysięcy potrzebujących za darmo?
✅ Wybierz Fundacja Pomagam.pl na liście OPP w rozliczeniu PIT.
✅ Wpisz nasz numer KRS 00 00 353 888 w deklaracji PIT.
Dla Ciebie to rubryka. Dla nich szansa, by przetrwać najgorsze.
Robert
Trzymamy kciuki.