Zbiórka Dom dla matki i dzieci i ogródek - miniaturka zdjęcia

Dom dla matki i dzieci i ogródek

Justin'e Błońska - awatar

Justin'e Błońska

Organizator zbiórki

Witam Was serdecznie Kochani

Mam na imię  Justyna

Jestem samotną matką po przejściach z trójką dzieci

Pochodzę z małej miejscowości Gryfino niedaleko Szczecina. Przyjechałam tu z Ustki mając roczek, stamtąd pochodziła moja mama. Dzieciństwo miałam zwyczajne rodzice musieli liczyć każdy grosz, gdy ukończyłam szkołę i podjęłam pracę też nie miałam za wiele aby im pomóc jako samotną matka pracująca na pół etatu.

Tak to bylo.

     Moja historia zaczęła się około 20 tal temu kiedy to w szkole pracowników społecznych poznałam fascynującego chlopaka uczył się na ratownika medycznego. W trakcie szkoły bardzo zakochana wyszłam za mąż. Mąż jednak zostawił mnie zaraz po urodzeniu dziecka wtedy pomagali mi moi rodzice.

 Chcąc być szczęśliwa po rozwodzie w 2004 zaczęłam się ponownie kształcić, wtedy to poznałam mężczyznę mojego życia tak wtedy myślałam lecz nasza znajomość nie trwała długo jednak sporadycznie utrzymalismy kontekt jako przyjaciele.

 Kilka lat później w 2006 poznałam osobę która deklarowała, że będzie ze mną na dobre i złe. Planowaliśmy ślub i niedługo potem zaszłam w ciążę i okazało się jednak że był ze mną litości. Na początku było całkiem nieźle ale zaraz po przeprowadzeniu się do wynajętego mieszkania zaczęły się problemy, konkubent nie wpuszczał mnie do mieszkania bo tylko on miał klucz a rodzice nie przyjęli mnie z powrotem, musiałam sama poradzić sobie z tą sytuacją a jego musiałam prosić o wszystko o pieniądze o wyjście z domu a jak już wyszłam to po powrocie stałam pod drzwiami i pukałam aż mnie wpuści. Byłam szantażowana i obrażana. Oczywiście wynajem była na niego i przez to wiedział że jest górą zabierał mi moje prywatne rzeczy i chował a potem wmawiał mi, że je zgubiłam albo nie wiem gdzie je położyłam.

 Zaczęłam pisać różne utwory poetyckie od szkoły średniej w technikum od 1996 roku. Chciałbym być kiedyś wielką pisarką poetką tak więc miałam tych zapisków trochę i to również było przyczyną kłótni. Wiedział, że to dla mnie ważne. Któregoś dnia po powrocie od mamy nie mogłam ich znaleźć, on powiedział mi, że wyrzucił je do śmieci rozpłakałam się a on siedział patrzył się i śmiał, bawilo go to jak rozpaczam. Byłam zdruzgotana a on po kilku godzinach oddał mi wszystko. Byłam bardzo zła na niego i jednoczesne spokojna trzymając wszystkio w rękach. W 2007 urodziłam córeczkę. On mi w niczym nie pomagał i wyliczał każdy grosz a sam wolał pić piwo dlatego często chodziłam do rodziców mimo że wypominał mi to bez przerwy. Mama była bardzo chora i tata nią się opiekował ale w niedługim czasie sam ciężko zachorował na raka. Mój tata zmarł w 2008 roku, mama została sama i ja jej pomagałam przez to miałam dużo problemów z konkubentem często kłóciliśmy się też. Miałam dosyć ale on mnie przepraszał mówił, że się zmieni. Rozmawialiśmy chyba raz jeszcze o ślubie ale on stwierdził że tylko na pierścionku mi zaleci i że lecę na jego kasę której i tak nie miał. Nie chciałam z nim mieć więcej dzieci, dlatego gdy dowiedziałam się że zaszłam w ciążę załamałam się.  Było mi bardzo ciężko przerażała mnie myśl że znowu będzie to samo i miałam rację, sytuacja się powtórzyła, wtedy chciałam skończyć ze sobą i wszystkimi problemami. Sama z nikąd pomocy pomyślałam, że będzie lepiej jak mnie nie będzie i połknęłam wszystkie tabletki jakie miałam i położyłam się i chciałm zasnąć. Miałam zawroty głowy wtedy dopadł mnie wiekszy strach i przerażenie, dotarło do mnie, że  jak mnie nie będzie to moje córeczki będzie miał ten tyran psychopata. Powoli wydostałam się z łóżka i ledwo doczołgałam się do łazienki. Musiałam walczyć ze sobą i o dzieci przecież miały tylko mnie. Udało mi się jakoś trochę oczyść organizm, wiedziałam że nie mogę zasnąć choć bardzo mi się chciało, nie mogłam tak łatwo się poddać. W 2008 urodziłam syna. I wtedy zaczęłam brnąć dalej w swoje przekonania. W 2009 przeprowadziliśmy się do innego mieszkania również wynajętego aby być bliżej mojej mamy i również umowa była na niego. Po miesiącu była już na mnie. W  2010 pracowałam jako pracownik socjalny z dziećmi niepełnosprawnymi intelektualnie, to on śledził mnie czy idę do pracy. Przychodził do mnie codziennie sprawdzał  czy jestem. Gdy stracilam przez niego pracę zaczęłam szukać innej, wtedy nawet zaczął wychodzić o polnocy z dziećmi gdy spałam. Wiózł dwoje dzieci w jednym wózku. Często też podnosił rękę na dzieci i stosował szantaż emocjonalny, jaką to jestem złą matką. Byłam maltretowana emocjonalnie nie wpuszczana do mieszkania jak i zamykana w mieszkaniu, popychana i wykorzystywana bez zgody, zabierał mi klucze, dokumenty i jak i różne inne osobiste rzeczy, nie mogłam pracować twierdził że to on pracuje i ma do tego prawo, a ja mam zajmować się domem. W 2011 zaczęłam dorabiać robiąc biżuterię to też było powodem wielu kłótni, zabierał i chował gdzieś wszystkie części, mimo że, korzystał z pieniędzy które zarobilam. W 2013 pracowałam jako opiekun w Domu Opieki przy osobach starszych. Gdy moja mama złamała nogę i jeździła na wózku chodziłam do niej codziennie a on któregoś razu poszedł za mną i zepchnął mnie że schodów cud że nie robiłam głowy o betonowy śmietnik gdyż, wylądowałam głowa milimetr od niego a sprawca stał i patrzył się, potem poszedł wziął małe dzieci i wywiózł do swojej matki. Do dziś twierdził że nic złego mi nie zrobił. Jakiś młody człowiek pomógł mi wstać, miałam skręcone kolano i nie mogłam iść. Przyjechała policja spisali zeznania i zawieźli mnie na pogotowie. Starsza córka była u mojej mamy. Po wyjściu z pogotowia pojechałam na wioskę po moje dzieci choć ciężko było mi iść. Po tym zdarzeniu moja mama stwierdziła, że to moja wina. Szukałam pomocy i informacji jak sobie z tym poradzić i uwolnić się od tyrana, oczywiście teksty że sobie nie poradzę i kto ci pomoże, były na porządku dziennym. Po dość znacznym incydencie z samochodem wyrzuciłam go z domu. Kradzież kluczyków z torebki i cała sprawa, wypełniła kielich goryczy. To był przełom w  moim życiu. Obecnie nie mam samochodu. Wońcu złożyłam pismo o alimenty. Ojciec dzieci i tak nie płacił bo chciał mi zrobić na złość lecz komornik i fundusz alimentacyjny tego przypilnował. Starsza córka ma rentę rodzinną w niewielkiej kwocie, gdyż jej ojciec również odszedł z tego świata w 2014r. Po rozstaniu z konkubentem, ojcem młodszych dzieci i tak miałam z nim problem. Przychodził pod drzwi wynajętego mieszkania zapychał zamki, wchodził do piwnicy i wykręcał korki codziennie, trzy razy dziennie i właśnie mój wtedy jeszcze przyjaciel pomógł mi troszkę z tym natretem. Próbowałam po latach ułożyć z nim życie, lecz i to nie wypaliło. Na szczęście był to dobry krok chodź zły w skutkach z tej miłości sama poświęciłam się wszystkiemu praca dom dzieci a on siedział bo tak było mu wygodnie od czasu do czasu pmógł trochę w domu ale i tak twierdził że to nie jego. Po krótkiej sprzeczce uderzył mnie pięścią w nos. Mimo że dałam mu ponownie szansę to już nie było to. 12 lat minęło jak sekunda. Wyprosiłam gościa z mieszkania i zrezygnowałam z najmu to był marzec 2015r. Jakiś czas wcześniej mój brat zadeklarował pomoc mamie, że będzie z nią mieszkał i że zrobi remont. Po dogadaniu się, jak wtedy myślałam, razem z mamą podpisałyśmy u notariusza pismo które miało być darowizną. Tak więc zrzeklam się części po tacie na rzecz brata. Po tej wizycie wszystko się zmieniło. Remont w większości zrobiła mama. Opiekowałam się mamą ja, zakupy, obiad przynosiłam ze "swojego" mieszkania gdyż brat nie miał czasu choć miał wolne, mało kiedy u niej był. Jego dziewczyna potem żona nastawiła go wrogo do mnie i mamy jak i do moich dzieci. Po swoim ślubie 2014 wprowadziła się  jego wybranka i znęcała się słowne nad moją mamą i moja córka starszą, która przychodziła często pomagać babci, brat uważała że tego nie widzi i ubliżał jej równieżeż. Po kilku miesiącach wyprowadzili się. Przy jakiejś rozmowie brat stwierdził że nie przeszkadza mu, że się wprowadzę do mamy, gdyż potrzebowała opieki całodobowo. Tak więc zrezygnowałam z najmu i wprowadziłam się do mieszkania brata do mamy. Brat był zczasem coraz bardziej opryskliwy i wredny zaczął mamie ubliżać, aż całkiem przestał ją odwiedzać. Mama będąc wieczystym użytkownikiem jakoś tak to się nazywało, chciała wycofać darowiznę u prawnika okazało się, że to nie jest darowizna tylko przepisanie własności. Brat po wyprowadzce kupił sobie mieszkanie a mi obiecał spłatę tego, gdyż według prawa jest jego. Mimo tego, że opiekowałam się mamą która, potrzebowała pomocy całą dobę, brat twierdził że jest wszystko dobrze, po namowie przez swoją żonę wszczął kroki wymeldowanie mnie i dzieci z mieszkania mamy. W rezultacie zostały wymeldowane najmłodsze dzieci, lecz mama jako właściciel zameldowała je z powrotem. Brat widząc, że nie może nic zdziałać odpuścił trochę.

Lecz wszystkie te nerwy problemy i długotrwałe choroby doprowadziły do nerwowego ataku epileptycznego nad ranem 29 listopada 2016 i zatrzymania akcji serca u mamy. Po moje długiej reanimacja i panów ratowników odzyskała oddech ale przytomności już nie. W szpitalu zrobili jej szereg badań aby wiedzieć co było przyczyną zatrzymania. To było straszne.

I ta myśl co teraz. Mama zmarła po kilku dniach. Niech spoczywa w pokoju.

Po pogrzebie brat obiecał mi, że będę mogła z dziećmi mieszkać nadal w tym mieszkaniu.

Jednak po jakimś czasie znów zaczął, próbowac innej strony aby wyrzucić mnie i dzieci. Przepisaliśmy na mnie wszystkie media i energię do czego była potrzebna umowa użyczenia lokalu.

Podpisaliśmy więc taką umowę

Umowa użyczenia lokalu zostala podpisana 19,12,2016. Kiedy myślałam, że jest dobrze dostałam dnia 11,01,2017 od adwokata brata pismo o wypowiedzeniu umowy oraz nakaz opróżnienia i opuszczenia tegoż mieszkania.

Obecnie jestem po pierwszej rozprawie, na ugodę miał być sześciomiesięczny czas na wyprowadzkę, ale gdzie? Teraz nie mam nawet na wynajem, na szczęście sąd wstrzymał cała tą farsę.

Prawda jest taka, że gdybym miała gdzie to wyprowadziłabym się nawet dziś oddałbym mu to mieszkanie tak bym nie miała więcej problemów.

Nie chcę już żyć w zawieszeniu z wiedzą że może to zrobić, bo może, wiem to.

Ja nie robię problemów tylko po prostu nie mamy z dziećmi dokąd iść.

Nie mamy teraz nic, nie mamy swojego kąta ani miejsca na świecie, tak bardzo bym chciała aby moje dzieci były spokojnie i wiedziały, że mają swoje miejsce.

A tak

Mieszkam razem z dziećmi w mieszkaniu brata w czwórkę na dwóch pokojach i co jakiś czas brat nęka mnie przyjeżdżając i robiąc zdjęcia jak żyjemy mówiąc: że ma takie prawo bo to jego mieszkanie. Jak można żyć w niepewności. Jak długo jeszcze nie wiem. Czy to jest normalne.

Przecież każdy powinien mieć swoje miejsce na ziemi, aby mógł żyć spokojnie.

Pomóżcie nam proszę, aby uśmiech moich dzieci nie zgasł wraz z wyrokiem sądu, że mamy opuścić to miejsce, w którym się wychowałam i one też, bo on ma taki kaprys, bo jego żonie nie podoba się że, istniejemy.

Mamy wyrok eksmisyjny i nie mamy gdzie iść obecnie pracuje w szpitalu i z mojej pensji po opłaceniu wszystkich niezbędnych opłat nie stać nas na wynajem i do tego dochodzi jeszcze kałcja to ponad moje wynagrodzenie a chcielibyśmy zwykłe cztery kąty bez obaw że nas ktoś wyrzuci. 

Teraz żyjemy nadzieją, że będzie lepiej.

Dziękuję pięknie za wszelką pomoc 

Będziemy niezmiernie wdzięczni za każdy grosz i każda pomoc.

Pozdrawiamy Serdecznie i Dziękujemy z głębi serca🌹❤️

Justin'e Justyna Błońska / Kozłowska wraz z dziećmi Kingusią, Małgosią i Krzysiem.

Wybierz kwotę

Justin'e Błońska - awatar

Justin'e Błońska

Organizator zbiórki

Wpłaty - 3

Grzegorz  Pracel - awatar
50
Grzegorz Pracel
Anonimowy Darczyńca - awatar
1
Anonimowy Darczyńca
Anonimowy Darczyńca - awatar
20
Anonimowy Darczyńca

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

Jak to działa?

1

Stwórz zbiórkę

Podaj kwotę, uzupełnij opis, gotowe!

2

Udostępnij

Zapraszaj do wsparcia zbiórki.

3

Zbierz pieniądze

Wykorzystaj najlepsze narzędzie w sieci.

Pomagam.pl wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej

Zamknij

Pomagam.pl korzysta z plików cookie na zasadach opisanych w polityce prywatności, która uległa zmianie. Dowiedz się więcej.