Miało być zupełne inaczej.
Miałam postować kolejne postępy aż do 84 dnia obserwacji, kiedy to kota uznaje się za wyleczonego.
Ale jak zwykle życie pisze swoje scenariusze.
Mały ma ciągle w brzuszku resztki płynu, którego już dawno nie powinno tu być.
Musi dostawać większą o połowę dawkę leku, co przy jego obecnej wadze wynosi 450mg. A ja muszę dokupić tego leku o połowę więcej, niż zakładałam.
Muszę też zrobić o kolejne badanie więcej, niż planowałam - istnieje ryzyko, że wydzielina jest wynikiem mykoplazmozy, trzeba to sprawdzić.
Nie chciałam prosić o więcej, niż było absolutnie konieczne, zmniejszałam wysokość kwoty do zebrania wraz z kolejnymi kwotami, które udało mi się pożyczyć czy dorobić. Ale bycie na końcu leczenia, oprócz oczywistego optymizmu oznacza też, że moje kieszenie i debety są wydrenowane do granic możliwości i nadszedł ten czas, kiedy wydatki przekraczają zarobki. O co najmniej kilkaset euro.
Nie mogę zmienić całego świata, ale mogę zmienić świat dla tego jednego zwierzaka. Próbuję, ale mam wrażenie że los go przekreślił...
Czy czarny, zabiedzony kot nie zasługuje by żyć?
Ciągle proszę o pomoc. Tym razem na innej platformie, gdzie można też pomagać z zagranicy.
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Krystyna Skrzypek
Powodzenia!!!