Zbiórka Kocie sieroty. Szansa na życie - miniaturka zdjęcia

Kocie sieroty. Szansa na życie

Aleksandra Sonnenfeld - awatar

Aleksandra Sonnenfeld

Organizator zbiórki

Witajcie,

Mam na imię Ola, mam 25 lat. Od dziecka darze zwierzęta ogromną miłością, i od najmłodszych lat się z nimi wychowywałam. Świetnie je rozumiem, i staram się pomoc każdemu napotkanemu pokrzywdzonemu przez los zwierzakowi. Moje serce najbardziej skardły koty, i nie ma co się oszukiwać że ich w nędzy, głodzie, zobojętnieniu, i bezdomności zyje na wolności najwięcej.


Moją misją jest niesienie im pomocy. Nie przejde obojętnie obok żadnego malucha wiedząc że sam sobie nie poradzi.

Moja historia z kocimi sierotami, sięga kilku lat. Pierwszy miot był podrzucony pod zakładem pracy mojej mamy. 4 kociaki które ledwo otworzyły oczy w foliowej reklamowce. Po kocięta miała przyjechać straż miejska celem wywiezienia ich do schorniska. Wtedy moja mama zdecydowała o wzięciu kociąt na tymczas, by uchronić przed wirusami i przekoceniem w schronisku. Wtedy zaczęła się prawdziwa lekcja. Karmienie rozplakanych maluchow, masowanie brzuszkow, tak odbylam praktykę :). W naszym domu już była kotka - pierwszy uratowany dzięki mnie zwierzak. Pamiętam ten dzień jak dzisiaj jak się u Nas znalazła...mimo że miałam wtedy z 8 lat. Było lato. Gorąco. A pod klatka w uchylonych drzwiach leżał bezwladny kot który lekko co unosił głowę ...miał nie więcej niż 3-4 miesiące. Oczy praktycznie zaklejone. Ogromną ilość pcheł. W ten wychodzi Pani z klatki i kopniakiem przesuwa malucha jeszcze dalej, na reakcje mojej mamy, odpowiada - Pani on i tak zdycha.... Brak jakiegokolwiek szacunku. Wtedy ja z płaczem wyprosilam mamę by mu pomoc. Mimo braku pieniędzy poszłyśmy z nim do weterynarza - który powiedział że moze bezpłatnie kotka poddać eutanazji. Bo inaczej sam umrze. Ale ja z wiarą w niego, nie pozwoliłam. Przemywałysmy mu oczy, przeszedł kąpiel. I z dnia na dzień kotka robiła się coraz silniejsza. Wyrosła na piękną i oddaną dame.

Kociaki z pierwszego miotu podrzutków trafiły do nowych domów.


Kolejny kotek podrzutek był znaleziony na brzegu jezdni, miał około 3 tygodni. Karmiony butelka, zdobywał sił. Ale pewnego dnia znalazłyśmy go bezwładnego w kuwecie. Z maluchem w stanie agonalnym trafilysmy do kliniki weterynaryjnej, a tam jedyna opcja według lekarza było uśpienie malucha. Nigdy wcześniej tak nie plakałam. Ale nic nie dało sie w tej kwestii zrobić. Maluch miał jakiegoś wirusa..

Kolejne koty które stały się stałymi domownikami w moim domu były dwie tricolor siostry. Odkupione od handlarza, który kocięta karmił samym makaronem, kupiłam je z litości bo skóra była na ciągnięta tylko na ich małe kostki. Sporo nieożywione i słabe. W tym momencie mają 13 lat. Jedna po operacji usunięcia guza na sutku - pojawił się kolejny. Jej siostra ma problemy z jelitami, i również sporej wielkości guza na brzuchu.

Czekają je operacje - jeżeli wyniki krwi wyjdą dobrze.

Następny kot w moim mieszkaniu - szara buraska, trafila do nas na dom tymczasowy od mamy koleżanki z Kobyłki która prowadziła adopcje. Miała 3 miesiące, miała być na trochę. Ale koleżanka mamy nam ją wepchnela, i kontakt się urwał. Tak więc została u nas. Jedyne co wiem, została złapana na ogrodkach działkowych w klatkę, była zupełnie nie oswojona na początku, i trzeba było zodbyc jej zaufanie.  Obecnie ma 10 lat.

Piąty kot - znaleziony na wsi, w kartonir w rowie, z rodzenstwem, byla ich trójka, ale żył tylko on, więc zabrałam go ze sobą do Warszawy. Był bardzo łakomy na mleko. Również karmiony butelka. Z chorymi oczkami. Szybko rósł. I skradł moje serce. Nie było opcji bym go komuś oddala. Przeszedł kastrację.

Teraz ma 1,5 roku i wazy 5 kg :)

Następne kocie sieroty u mnie to rodzeństwo, 2 chłopców i dziewczynka, nie karmione przez matkę, która możliwe że zginęła pod kołami samochodów , plakaly 2 dni w stodole u sąsiada mojego dziadka. Zabralam je do domu, wykarmiłam, podchowałam i koteczka szybko znalazła nowy kochający ją dom. Jeden z chłopców - Rudzielec , od poczatku był bardzo chorowity, dwa razy wygrał ze śmiercią, trafił do kliniki w całkowitej agonii... Ciężko było zdiagnozować co dolega maluchowi, lekarze nie dawali mu dużych szans a jednak on wykazał się ogromna chęcią życia, do tej pory nie za bardzo wiadomo co było przyczyną ale zapaści ustaly. Ogółem koszty leczen i wizyt nocnych wyniosły mnie ok. 800 zł. Ale dzięki waszej pomocy na innej mojej zbiórce, udało mi się zebrać prawie polowe tych kosztów, za co jestem wdzięczna ! ;)

Chłopcy nie byli na tyle wyjatkowi co ich siostrzyczkę, i chętnych na nich było brak. Teraz maja 6 miesięcy, bardzo są z sobą  z życi, są niedawno po zabiegu kastracji. 

Ostatni maluch pojawił się u mnie 18 listopada. Będąc  na działce pod Warszawą, slyszalam od dziadka że błąka się mały kot który już dwukrotnie wszedl na jego poseje, i jego pies fartem kota nie dopadł ( już nie jedno zyjatko straciło przez niego życie, kociaka raz udalo złapać się bo schował się za belkami drewnianymi i pies nie miał dostępu , działek wypuścił go, ale kot znowu go odwiedził i tym razem dziadek go pogonil nim pies przyuważył ). Podczas mojej wizyty uslyszalam szczekanie psa, wyszlam przed dom a na choince wysoko siedział wspięty maluch. Zmotywowalam malucha by zszedł do mnie na dol, i wynioslam go dalej, całą drogę smyrał mnie mordką głośno mruczac, a kiedy go postawiłam na ziemi zaczął za mną biec. Wspiął mi sie po nogawce i po kurtce do kaptura - gdzie się położył. I tak ze mną wrócił do Warszawy. Nie miałam sumienia zostawić go na mrozie gdyż strasznie płakał z głodu i zimna, a pies dziadka lub innych sąsiadów kolejnym razem mógł by go dopaść...albo kociak zaginął by w lesie, lub pod kołami samochodu. 

Byl zachudzony, brudny, i zapchlony.  Po wizycie weterynaryjnej okazało się że to kocurek i ma 3 miesiące. Jest w czasie poszukiwania dobrego domu. :)

Na cozbieram? Pieniądze są potrzebne tak naprawdę na wszystko, przy takiej ilości kotów szybko zużywa się zwirek, karma, a każdy nowy kociak wiaze się z kontrolami weterynaryjnym, które często przechodzą w leczenie. Przy kocim rodzenstwie przyniosly do domu glisty i musialam odrobaczac cale swoje stano. Tabletki wyniosly 115 zl, a odrobaczanie było dwukrotne. Moje zarobki nie pozwalają na uszczypniecia takiego budżetu jak to było przy Rudziku, w jeden miesiąc stracilam prawie połowe swojego wynagrodzenia, a co jeszcze z wyżywieniem i zapewnieniem dobrego bytu ? Nikt w pomocy nad maluchami mi nie pomaga, nie mam żadnych dotacji, ulg a to iz chce by były w przyszłości kochane, trafiły do nowych wspaniałych domów, nigdy nie jest darmo....ale czego się nie robi dla dobra zwierzęcia ? 

Koty które pojawiły sie  w moim życiu, nie są z pewnością ostatnie, ja jestem magnesem na takie kocie sieroty i podrzutki, i jeżeli chcesz mi pomoc w mojej pomocy nad nimi. Wspomoz Nas lub udostępnij moją zbiórkę ! :) 

Z góry dziękujęmy :)

 


Wybierz kwotę

Aleksandra Sonnenfeld - awatar

Aleksandra Sonnenfeld

Organizator zbiórki

Wpłaty - 0

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

Jak to działa?

1

Stwórz zbiórkę

Podaj kwotę, uzupełnij opis, gotowe!

2

Udostępnij

Zapraszaj do wsparcia zbiórki.

3

Zbierz pieniądze

Wykorzystaj najlepsze narzędzie w sieci.

Pomagam.pl wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej

Zamknij

Pomagam.pl korzysta z plików cookie na zasadach opisanych w polityce prywatności, która uległa zmianie. Dowiedz się więcej.