
Są tacy, którzy patrzą na cierpienie zwierząt i twierdzą, że to tylko koty i sobie poradzą. Ale są też tacy, którzy szukają pomocy, aby poprawić byt kociaków. I do takich osób należy Pan Mikołaj.

Rodzice Pana Mikołaja od jakiegoś czasu dokarmiają dzikie koty schodzące się z okolicy. Niestety pojawiły się też maluszki. A że jest coraz zimniej, nie było na co czekać. Zobowiązałyśmy się do pomocy Panu Mikołajowi. Pożyczyłyśmy klatki łapki, dałyśmy instrukcje i Pan Mikołaj ruszył do działania.

Na pierwszy rzut poszły maluszki. Pan Mikołaj wyłapywał je przez kilka godzin, ale udało się.

Cała czwórka jest już bezpieczna w gabinecie i pokazuje pazurki :)

Następnie złapały się dwie dzikie koteczki. Jedna pomyślnie przeszła zabieg kastracji i już wróciła na miejsce bytowania.


Druga była niestety mocno przeziębiona, mimo podawanych leków, jej stan wręcz się pogarszał :( Testy ujawniły białaczkę :( Kotusia była już bardzo słaba. Leczenie i „obsługa” dzikiego kota z tą chorobą plus koszty transfuzji krwi, leków - tutaj musieliśmy podjąć trudną, aczkolwiek chyba najrozsądniejsza decyzję. Koteńka została uśpiona.

Dzisiaj złapał się kocurek, też zakatarzony, z raną na uszku :( Już jest w gabinecie. Czekamy na diagnozę…
Do złapania został jeszcze raczej straszy kocurek i kotka.
Niestety właśnie w ten sposób generują się koszty. Maluszki póki co zostają na leczeniu stacjonarnym w szpitaliku; kocurek zapewne też; nie wiadomo jaki będzie stan zdrowia jeszcze kotków, które czekają dopiero na złapanie.
Zrzutkę będziemy aktualizować. Wspólnymi siłami poprawmy byt tego dzikiego stada. Bardzo prosimy w imieniu swoim i Pana Mikołaja.
24.11.2023 aktualizacja
Smutno nam, gdy zamiast dobrych wieści, musimy Wam przekazać złe :(

Kocurek złapany wczoraj przez Pana Mikołaja, niestety nie jest w dobrej formie :( Jest bardzo przeziębiony, ledwo otwiera oczka, w dodatku na uszku ma dużą zmianę, którą trzeba usunąć prawdopodobnie ze sporą częścią uszka. I jest dziki :( Na razie dostał antybiotyk długodziałający, aby nie stresować go codziennymi wstrzykiwaniami. Musi zostać w gabinecie na dłużej, żeby go wyleczyć a następnie poddać operacji :(

Ot taki los wolnożyjącego kota, któremu ktoś musi też przecież pomóc :(
Wierzymy, że wspólnymi siłami wyprowadzimy go na prostą. Prosimy o grosik...
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!