

Urodziłam się na osiedlu jak wszyscy moi bracia i siostry. Niestety nie miałam szczęścia zaznać domu, choć niejeden próbował mnie złapać... Mówili, że jestem wyjątkowa, długa piękna sierść widać jest w cenie. Niestety ja nie potrafiłam zaufać i tak mijały kolejne dni. Pewnego dnia całym naszym stadem zainteresowała się pewna dziewczyna. Zaczęła nas karmić, z pomocą Urzędu postawiła domki abyśmy nie umierali podczas mrozów. Łapała nas sukcesywnie i woziła do weterynarzy żebyśmy już nie miały dzieci. Nasze życie uległo dużej poprawie. Mieliśmy zawsze pełne brzuszki, świeżą wodę i opiekę. To był piękny czas...

Mijały lata i pomimo najlepszej opieki jakiej mogą oczekiwać koty dzikie zachorowałam. Bolało mnie wszystko, mimo głodu nie mogłam nic przełknąć. Moje piekne puszyste futro, niegdyś powód do dumy, zaczęło marnieć. Moja opiekunka próbowała mnie zlapać, ale ja się bałam i myślałam, że dam radę sama wyzdrowieć. Niestety cudów nie ma. Nadszedł dzień gdy już wiedziałam, że umieram, nie miałam nadziei. Ostatkiem sił podeszłam do opiekunki naszego dzikiego stada...
Ta historia nie ma happy endu. Za to są łzy i ból po starcie. Po wielu próbach Księżniczka trafiła do weterynarza. Niestety jej stan był zły. Podjęłam próbę ratunku, kompleksowe badania, aby mieć wiedzę z czym walczę. Niestety pomimo wspaniałej opieki, czas Księżniczki dobiegł końca, a mi pękło serce. Możecie nie wierzyć, ale zanim umarła zdarzyła się ze mną pożegnać. Czułam jej obecność.
Po Księżniczce pozostała jedynie ogromna rana w sercu i dług, który muszę pokryć by móc dalej pomagać. Proszę o wsparcie i dziękuję za okazane serce
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Agnieszka Sykuła
Bardzo mi przykro