Zbiórka Ratujemy psa przeciętego w pół… - miniaturka zdjęcia

Ratujemy psa przeciętego w pół…

Co ja Ci zrobiłem?
Czy kochałem za mocno?
Czy moje serce było zbyt wierne?
Czemu dostałem w zamian samotność, ból, cierpienie?
To historia jakich wiele - historia o okrucieństwie człowieka wobec zwierzęcia.
To historia o życiu „Pikusia”.
A życie biegło długo i w cierpieniu…
10 lat tym życiem dla „Pikusia” był łańcuch.
Od szczeniaka nie wiedział, że można inaczej.
Każdego dnia towarzyszyły mu samotność i ból.
Jak mocno może boleć, gdy łańcuch każdego dnia zaciska się na szyi.
Jak bardzo można cierpieć, gdy powoli więzy wrastają się w tułów.
Każdy ruch „Pikusia” skalpował go ze skóry.
Pikus był oprócz łańcucha przywiązany uprzężą w pół.
Zaciśnięte pęta coraz mocniej zaciskały się w jego ciało, przecinając go w połowie.

Ten dramat zakończył się dziś.

„Pikuś” mieszkał u starszej kobiety pod Garwolinem. Egzystował tam od 10 lat. Adresu nie znamy, bo z prośbą o pomoc zadzwoniła do nas w listopadową niedzielę wnuczka właścicielki. Telefon brzmiał dość dramatycznie. Dziewczyna szukała dla psa pilnej pomocy.

Jak mogliśmy odmówić?

Umówiliśmy się z nią na przywiezienie do nas „Pikusia”. Wtedy jeszcze nie znaliśmy szczegółów, ani nie wiedzieliśmy, że mogą to być ostatnie dni życia psa. Kiedy przybył do naszego azylu – wnosiliśmy go na rękach. Był tak słaby. Okazało się, iż ran na ciele ma całkiem sporo.

Przetarta od łańcucha szyja, przecięte na pół ciałko psa…

Cień istnienia…

Rana wygląda bardzo źle. Pod łopatką znajduje się w skórze dziura wielkości pięści.

Mocno krwawi…

Decydujemy się dziś natychmiast zawieźć psa do przychodni weterynaryjnej. Rokowania są złe. Z krwi psa wynika silny stan zapalny. Po dokładnych oględzinach okazuje się iż skóra psa w połowie tułowia jest przecięta na całej szerokości, nawet na brzuchu. Dodatkowo pod łopatką psa mieści się rozległa dziura. W niej zaś martwe tkanki. Prawdopodobnie w tym miejscu była zapięta uprząż, która przebiła skórę i całe to miejsce było zakażone. Trzeba to chirurgicznie oczyścić, zaszyć i wyprowadzić rurkę poza ciało tak aby wyciekała ropa i krew. Kolejnym problemem jest guz. Górna jego część wystaje na zewnątrz ale pozostała struktura nowotworu znajduje się w jamie brzusznej psa. Jest ona bardzo duża i rosła kilka lat.

Zdaniem lekarzy weterynarii, „Pikusia” czeka kilkutygodniowa hospitalizacja. Koszt od 3 do 5 tysięcy złotych. Do tego dojdzie późniejsza rehabilitacja. Jej kosztów nie znamy ale zapewne nie będzie to kilkaset złotych. Środków tych nie pokryje ani starsza pani, która była właścicielem psa ani jej wnuczka, która uratowała go od cierpienia.

Dziesięcioletni „Pikuś” to kolejna bieda pod naszą opieką w ciężkim stanie. Zostawiliśmy go właśnie w lecznicy. Bardzo prosimy o pomoc dla niego. Jako Pogotowie dla Zwierząt wiele interwencji wykonujemy nieodpłatnie, ale gdy trzeba zapłacić sporo za opiekę weterynaryjną jesteśmy bezradni. Tych środków po prostu nie mamy. Dlatego apel o wsparcie w walce o życie „Pikusia”.

 W ciągu ostatniego roku pod opiekę Pogotowia dla Zwierząt trafiło sporo psów w ciężkim stanie z wrośniętymi łańcuchami. Wszystkim im udzieliliśmy pomocy ze datków jakie Państwo wpłacili na ich ratowanie. Czarek, Tutek i Trezor dziękują Wam za Waszą pomoc, a my błagamy o taką pomoc dla PIKUSIA!

Jak to działa?

1

Stwórz zbiórkę

Podaj kwotę, uzupełnij opis, gotowe!

2

Udostępnij

Zapraszaj do wsparcia zbiórki.

3

Zbierz pieniądze

Wykorzystaj najlepsze narzędzie w sieci.

Pomagam.pl wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej

Zamknij