
Nazywam się Ola. Mam 41 lat. I czasem czuję, jakbym nie pasowała do tego świata. Zwłaszcza wtedy, kiedy znowu muszę prosić właściciela mieszkania, cudownego człowieka, żeby poczekał na czynsz do mojej wypłaty. Albo kiedy znowu tuż przed nią sprawdzam ile mam żapsów i czy starczy mi na hot doga przed pracą. Albo liczę drobniaki.
W zeszłym roku spłaciłam prawie 30 tysięcy różnych zobowiązań. I to jest super. Ale nic nie zmienia w tym zaklętym cyklu.
Zdjęcie jest z Santiago de Compostela, gdzie doszłam w sierpniu. Rok po tym, jak przyśniło mi się, że tam jestem. Chociaż wtedy jeszcze nie wiedziałam nic o tym miejscu. Ani tym bardziej nie planowałam żadnej pielgrzymki. Wtedy myślałam, że pielgrzymki są dla dewotek. A przecież, ja byłam ponad to.
Ale teraz mam pewność, że Bóg mnie prowadzi. Że mówi do mnie. Podczas stukilometrowego marszu doświadczałam tego codziennie. I właśnie tam, po którymś cudzie postanowiłam, że nigdy w to nie zwątpię.
Ale też właśnie po powrocie z Santiago zaczęłam być miesiąc w plecy z opłatami. Także od września nadwyrężam zaufanie właściciela mieszkania.
Moim marzeniem jest zapłacić w terminie. Czyli dzisiaj.
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!