
To jest Borys. Prawie półtora roku zamknięty na kłódkę w kojcu. Nikt do niego nie wchodził. Nikt nie sprzątał. Nikt ani razu nie wyprowadził go na spacer.
Całe ciało ma pokryte ranami. Z pyska, spod oczu, z łap sączy się krew i ropa. To pies, który cierpi z bólu każdego dnia.

Kiedy dotarliśmy na miejsce, Borys dosłownie tonął w odchodach. Było ich tyle, że nie miał gdzie postawić łapy. Siedział na niewielkim murku - jedynym kawałku kojca, który był wolny od kału. Tam spędzał dni. Tam czekał.


Do jedzenia dostawał zlewki, chleb, bułki. Czasem ktoś rzucił mu kości. Wszystko wysypane na ziemię, prosto w brud. Woda w starym garnku - zielona. Nie jest zagłodzony, bo ludzie go dokarmiali. Ale jest w dramatycznym stanie.

Nie mógł nawet schronić się w budzie. W środku leżały połamane palety - może ktoś je tam zostawił, może sam je wciągnął i już nie potrafił wyciągnąć. Zimą, wiosną, latem - nie miał gdzie się położyć. Zobaczcie sami.

Jak do tego doszło?
Właściciel miał Borysa siedem lat. Od czterech trzymał go w kojcu, ale przynajmniej wychodził z nim na spacery.
4 lipca 2025 roku trafił do więzienia. Bez słowa zostawił żonę, chore dziecko - i psa. Od tego dnia nikt już go z kojca nie wypuścił.
Bez pomocy
Była żona właściciela twierdzi, że karmiła Borysa, ale do kojca nie wchodziła. Kiedy pies zaczął chorować, szukała pomocy. Dzwoniła do schroniska, do gminy Koronowo, do zarządzania kryzysowego. Jak mówi, usłyszała, że w gminie nikt się takimi sprawami nie zajmuje.

Półtora miesiąca temu była żona wyprowadziła się z mieszkania. Od tego dnia już do Borysa nie przychodziła. Nie dawała mu jeść, nie dolewała wody. Pies został zupełnie sam, zamknięty na kłódkę.
Borys żyje dzięki kobietom, które powiedziały: dość.
Przez 1,5 miesiąca to one go dokarmiały i wlewały mu wodę przez kraty. I nie odpuszczały, szukając kogoś, kto go wreszcie uwolni. Z całego serca dziękujemy im. To Iwona Miluch, Wioletta Dudek, Sylwia Wawrzyniak i Daria Miluch (nieobecna na wspólnej fotografii)

Wczoraj, 30 października otworzyliśmy ten kojec. Wcześniej została przecięta kłódka.
Pierwszy raz od szesnastu miesięcy Borys poczuł trawę pod łapami.

Przyjechaliśmy po niego z Warszawy. Pomagała nam Daria Miluch (na fotografii wyżej po lewej stronie), która od wielu dni obiecywała, że zrobi wszystko, aby uratować Borysa. I faktycznie poruszyła niebo i ziemię.
I udało się.
Prosto z interwencji Borys trafił do kliniki w Bydgoszczy. Na całym ciele rany, z których wypływa krew i ropa.

Na co zbieramy?
Sama pierwsza wizyta u lekarza to ponad 500 zł. A to dopiero początek. Borys przez co najmniej 2-3 miesiące musi zostać w szpitalu, pod stałą opieką, aż jego skóra się zagoi.
Szacunkowe koszty leczenia:
pierwsza wizyta i opatrzenie ran - 500 zł
diagnostyka i badania (krew, wymazy, badania skóry) - 1 200 zł
leki, antybiotyki, maści i środki przeciwbólowe - 1 300 zł
kontrole weterynaryjne - 600 zł
pobyt w szpitalu przez 2-3 miesiące - 2 500 zł
dojazdy - 1 000 zł
karma, suplementy na skórę, nieprzewidziane koszty leczenia - 900 zł
Razem: 8 000 zł
Każda złotówka ponad leczenie pójdzie na dalsze utrzymanie Borysa, dopóki nie znajdzie domu.
I jeszcze jedno. Po półtora roku samotności w brudzie Borys ma rany nie tylko na ciele. Będziemy z nim pracować, żeby znów zaufał ludziom.

Wyciągnięcie go z kojca to był pierwszy krok. Teraz zaczyna się prawdziwa walka. Chcemy, żeby Borysa przestało boleć. Żeby mógł spokojnie zasnąć na miękkim posłaniu. Żeby nauczył się, że ludzka ręka może głaskać, a nie tylko rzucać chleb przez kraty. A kiedy wyzdrowieje - żeby znalazł dom, w którym nikt już nigdy nie zamknie go na kłódkę.
Nie damy rady sami.
Każda wpłata to dzień leczenia, dawka leku, krok bliżej do życia bez bólu. Pomóżcie nam dać Borysowi to, czego nie dostał przez ostatnie półtora roku - opiekę.
Jeśli nie możesz wpłacić, udostępnij. Będziemy pokazywać dalsze kroki leczenia Borysa.
Dziękujemy, że jesteście.
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Wioletta
Dziękuję za to co robicie♥️ dziękuję za to KIM jesteście!
Mał
Biedny, te pieski nie mogą siedzieć na dworze. Serce pęka . Teraz już będzie dobrze biedaku ❤️
Wioletta
♥️