
Dwa psy od kilku dni zamarzały na węźle przy autostradzie A2 na zjedzie Siedlce. Nikt niech nie chciał im pomóc. Dziś prawie zmarły z wyziębienia. Nie pomogła wezwana ma miejsce policja, lekarz weterynarii i gmina Kotuń. Pozostały same na śmierć. Powolną, przy - 15 stopniach.

Kierowcy zamiast pomóc - trąbili na te psy, gdy wchodziły na drogę. A one szukały pomocy. Suczka i samiec – prawdopodobnie wyrzucone z jednego domu.

Nikt nie zatrzymał się, żeby sprawdzić w jakim są stanie, czy potrzebują wody, jedzenia, czy w ogóle żyją. Psy były widywane w tym miejscu cyklicznie – wystraszone, zdezorientowane, próbujące utrzymać się przy pasie w nadziei, że ktokolwiek je zauważy.

Dzisiaj, po wielu godzinach bez jedzenia, bez wody, na wietrze i mrozie, wycieńczone dotarły na stację benzynową. Po prostu położyły się na chodniku, bo nie miały już siły. Nie uzyskały od nikogo pomocy. Leżały na zimnym betonie, zaczynały zamarzać. Powoli. Ich organizmy przestawały walczyć.

Zatrzymał się tam mieszkaniec Otwocka, który przypadkowo przejeżdżał w tamtej okolicy. On jeden zwrócił uwagę. Od tego momentu zaczęła się walka.

Pracownicy stacji dziś od godziny 13.00 próbowali uruchomić jakąkolwiek pomoc dla tych psów. To teren gminy Kotyń – gminy patologicznej, jeśli chodzi o ochronę zwierząt, która ma podpisaną umowę ze schroniskiem Happy Dog w Sobolewie. Oczywiście nikogo z gminy nie interesował los tych psów. Nie przyjechał nikt, kto według prawa powinien zabezpieczyć zwierzęta w stanie zagrożenia zdrowia i życia.
Wezwano Policję. Funkcjonariusze przyjechali, stali na miejscu godzinę, próbowali wezwać lekarza weterynarii, ale nikt nie odbierał telefonu. W tym czasie psy dalej przymarzały do chodnika. Nikt nie wiedział, co zrobić, bo odpowiednie instytucje nie realizowały swoich obowiązków. Z każdą minutą temperatura psów spadała.

Osoba, która znalazła te psy, Mateusz Zakrzewski z Otwocka, przykryła je kocem i alarmowała organizacje, schroniska, prywatne osoby. Większość nie chciała lub nie mogła pomóc. Psy były skazane na śmierć. Umierały na oczach ludzi.
My również byliśmy wtedy na interwencjach w innych częściach Polski, ale mimo kilometrów i śniegu udało nam się dotrzeć na miejsce. Zabezpieczyliśmy wszystkie psy – te dwa między węzłem Siedlce a stacją, które już właściwie się poddawały. Wzięliśmy je do auta, ogrzaliśmy, napoiliśmy, i natychmiast jedziemy z nimi do kliniki weterynaryjnej. Ich stan jest ciężki, odwodnienie, wyziębienie i wielodniowy stres będą wymagały hospitalizacji.

Gdybyśmy nie zareagowali - dzisiaj w nocy te psy zamarzłyby na śniegu, na betonowej posadzce, bez jedzenia, bez wody, bez żadnej opieki, tak jak do tej pory.
Teraz są w drodze do kliniki, gdzie zostaną poddane badaniom, diagnostyce, ogrzaniu, nawodnieniu i leczeniu. To są realne koszty – hospitalizacja, kroplówki, badania, ewentualne leczenie powikłań po wyziębieniu i odwodnieniu, a potem opieka i szukanie odpowiedzialnych domów.

Bez naszej i Waszej pomocy te dwa psy nie mają szans. One już dawno zostały przez system skreślone.
Pomóżcie nam im pomóc.
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
MagdaP
Bardzo mocno trzymam kciuki za Wasze zdrówko psinki 🐾😔