Roki żył trzy lata na łańcuchu. Bez sierści, zjadany żywcem przez pchły, z olbrzymim guzem na jądrze. Ludzie patrzyli, aż w końcu się ktoś zlitował i go zgłosił do Pogotowia dla Zwierząt.
Zabraliśmy go. Teraz potrzebujemy Was, żeby mógł przeżyć.
Spójrzmy mu w oczy.
To nie jest pies ze starego zdjęcia. To pies spod Radomska, którego właśnie zabraliśmy...

Trzy lata. Tyle żył łysy na łańcuchu. Skóra twarda, popękana, czarna jak spalona. Żebra można policzyć z daleka. Pchły zjadały go dzień i noc - nie miał czym się bronić, bo nie miał już sierści.

Roki między tylnymi łapami nosił ciężar, którego nie da się nie zauważyć. Olbrzymi nowotwór jądra. Waży pewnie z 0,5 kg. Obija się przy każdym kroku. Ciągnie w dół. Boli.

I łańcuch. Zawsze łańcuch. Kilka metrów błota, budy i betonowych płyt. To był cały jego świat.
Kiedy sąsiadka napisała do nas, że ten pies cierpi, trochę nie uwierzyliśmy. Że tak można. Że przez trzy lata nikt nic. Ale pojechaliśmy. I zobaczyliśmy to, co widzicie na zdjęciach.

Tam nie ma żadnej organizacji, która mogłaby pomóc. Ludzie zwracali uwagę - i nic się nie zmieniało. Właściciel to człowiek niepełnosprawny, po operacji głowy, żyjący z zasiłku gminy, bez możliwości pracy. Nie był w stanie zająć się psem. A pies po prostu gasł.
Wiemy, co się zaraz pojawi w komentarzach. Że dlaczego dopiero teraz. Że na filmie jest jeszcze inny pies. I pojawią się pytania: a czy drugi pies odebrany? Tak - też odebrany. Też odpięliśmy go z łańcucha i nie pozwolimy, żeby wrócił.

Prosto z interwencji ruszamy do lekarza. Na stole weterynaryjnym widać wszystko - zgrubiałą skórę Rokiego, rany, guz. Przed nim długa droga.
Na co zbieramy:
- zabieg usunięcia nowotworu
- badania i wyniki - krew, diagnostyka (pierwsza wizyta 650 zł.)
- leczenie skóry i pozbycie się pasożytów
- hospitalizację i wizyty kontrolne
- transport
- koszty prowadzenia sprawy karnej i administracyjnej - żeby ktoś wreszcie odpowiedział za te trzy lata cierpienia.

To minimum 5-6 tysięcy złotych. I to tylko pierwsze 2-3 miesiące jego nowego życia.
Roki wycierpiał więcej, niż jakiekolwiek zwierzę powinno. Nie prosimy o cud. Prosimy o kilka złotych, które zamienią się w zabieg, w lek, w miękkie posłanie.
ROKI NIE BYŁ SAM
Obok Rokiego, kilka metrów dalej, na drugim łańcuchu żyła Balbina.
Mała, jasna suczka. Przez lata patrzyła, jak jej kolega gaśnie. Jak traci sierść, jak drapie się do krwi, jak z każdym miesiącem coraz trudniej mu chodzić. Patrzyła i nic nie mogła zrobić. Bo sama też była przykuta.

Balbina nie miała nawet budy. Jej „domem" był kąt w starej stodole - dziura pod spróchniałymi deskami i kilka gołych pustaków ułożonych byle jak. Przez szpary wiało z każdej strony. Bez słomy. Bez posłania. Beton pod łapami, beton za plecami.

Tam zasypiała. Tam budziła się zimą - skulona, przemarznięta do kości. Wiosną, latem, jesienią. Zawsze na łańcuchu. Zawsze w tym samym miejscu. Bez jednego dnia wolności.
Kiedy odpinaliśmy Rokiego, spojrzała na nas z tej ciemnej dziury. I wtedy wiedzieliśmy, że nie da się powiedzieć: „Jego zabieramy, a ty zostajesz".

Nie liczyliśmy kosztów. Nie liczyliśmy, czy mamy dla niej miejsce - bo nie mamy. Zabraliśmy ją. Bo zostawienie jej tam byłoby zdradą.
Dlatego dziś prosimy Was o dwie rzeczy.
Dom dla Balbiny. Ciepły kąt, miękkie posłanie i człowieka, który pokaże jej, że świat nie kończy się na długości łańcucha.

O wsparcie dla Rokiego. Przed nim operacja, leczenie i długie tygodnie dochodzenia do siebie. Każda złotówka z tej zbiórki to krok bliżej do życia bez bólu.
Oni przetrwali to razem. Teraz razem mogą zacząć od nowa.

Dziękujemy, że jesteście z nimi.
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Ewa9
Powodzenia trzymaj sie biedaczku
Renata
Będzie dobrze, piesku.
Ida i Darek
Zdrowia dla biedaczka!