ŚMIERĆ GŁODOWA...
To właśnie grozi Plamisiowi, wspaniałemu, i do tej pory pogodnemu psiakowi.
Przeczytaj jego historię i pomóż... jeszcze mamy szansę go uratować...
Jego los poruszył serce wiele osób, w tym kilkuset członków trójmiejskiej grupy ZZ.
W lutym 2019 roku Plamiś został wyadoptowany do Gdańska. Przyjechał po lepsze życie z drugiego końca Polski, jednak adopcja w nieodpowiedzialne ręce sprawiła, że przez 2 tygodnie jego losy z zapartym tchem śledziło kilkaset osób.
Osoby, które miały zająć się Plamisiem, postąpiły w sposób wysoce nieodpowiedzialny i sprawiły, że psiak uciekł od razu po adopcji. Ciężko w sumie nazwać to adopcją, ponieważ uciekł jeszcze nie przekroczywszy progu mieszkania...
Wylękniony, zdezorientowany, nieznający terenu zwierzak przez kilkanaście dni przemierzał tereny od Gdańska do Sopotu. Rodzina adopcyjna nie była zainteresowana ani poszukiwaniami ani przyszłą pomocą psu, pomimo że kilka dni wcześniej deklarowała odpowiedzialność za całe jego przyszłe życie.
Wieści o rozpaczliwie wyjącym nocami Plamisiu dotarły do grupy Zaginione/Znalezione zwierzęta - TRÓJMIASTO i okolice. Znalazło się kilka wspaniałych osób, które zaangażowały się w jego poszukiwania.
Moją rolą było zabezpieczenie psa po złapaniu i znalezienie odpowiedzialnego domu.
Pomijając znaczną część opowieści napiszę tylko, że dzięki kilku pomocnym osobom udało się Plamisia złapać i zabezpieczyć.
Trafił do domu tymczasowego do Pauliny, zaś dom tymczasowy w niedługim czasie stał się domem stałym.
Jak się pewnie domyślacie pies nie był w dobrym stanie. Ponad dwutygodniowa wędrówka, mroźne, lutowe dni sprawiły, że pies był już na skraju wytrzymałości. W życiu nie spotkało go nic dobrego, co przekładało się na problemy codzienne. Plamiś był bardzo wylękniony, zresztą do tej pory jest wycofany i potrzebuje dużo czasu, by zaufać.
Trafił do Pauliny niezwykle wychudzony, na ciele miał ponad 200 (!!!) kleszczy. To aż nieprawdopodobne, szczególnie, że był luty, ale do tej pory pamiętam, jak prawie 2 godziny z Pauliną i moim mężem usuwaliśmy je z chudziutkiego ciałka.
Wspólne szczęśliwe życie trwało zaledwie 3 lata.
Tak pisze o tym Paulina:
“Plamiś trafił do nas 15 lutego 2019 roku. Miał w sobie ponad 200 kleszczy, był okropnie wychudzony i wszystkiego się bał. Nie znamy jego dokładnej historii jego, jednak wszelkie jego odruchy wskazują na to, że był bity i jakiś człowiek bardzo go skrzywdził. Gwałtowne ruchy powodują, że od razu się chowa i zwija w kłębek. Bardzo powoli zdobywaliśmy jego zaufanie. Aktualnie Plamiś uwielbia być głaskany i większość jego lęków minęła.
Plamiś choruje od 2 lat na epilepsje. Dwa miesiące temu rozpoczęły się biegunki i sporadyczne wymioty. Myśleliśmy, że to standardowe zatrucie lub ciało obce. Wykonaliśmy potrzebne badania, które wykluczyły ciało obce. Jednak leczenie nie przynosiło skutku. Zmieniliśmy lekarza. Postawiono diagnozę zapalenie całego układu pokarmowego. Kolejne badania, codzienne wizyty, 5 protokołów leczenia. Wszystkie możliwe przyczyny wykluczone i ciągły spadek wagi. Zostaliśmy odesłani do innych specjalistów. Piesek od prawie czterech tygodni przebywa w klinice. Jest żywiony pozajelitowo. Na początku leczenia Plamiś ważył 16 kg, aktualnie waży niewiele ponad 7. Jego stan jest ciężki, jednak stabilny. Lekarze dają szanse na wyleczenie, jednak będzie to długa droga. Czekamy na wyniki histopatologii wycinków z jelit i żołądka.”
Tyle od Pauliny...
Moi drodzy, ta niezwykle dzielna dziewczyna na leczenia Plamisia wydała już ponad 12 tysięcy złotych. W tym momencie zarówno pieniądze, jak i możliwości finansowe Pauliny po prostu się skończyły.
A Plamiś... bez codziennych kroplówek, żywienia pozajelitowego nie da rady. Weterynarze mówią, że grozi mu śmierć głodowa, umrze, gdyż jego organizm na obecnym etapie nie przyswaja żadnego jedzenia, wszystko przez niego “przelatuje”. Stracił już 50% swojej wagi, trzeba czekać, aż organizm “zaskoczy” i podane leki spowodują, że wejdzie na tryby normalnej pracy.
Dziś przyszły wyniki histopatologii, nie ma nowotworu, stwierdzono limfoplazmocytarne zapalenie jelit.
Plamiś może żyć, może wyzdrowieć, ale bez pieniędzy nie uda się tego dokonać.
Pomóżmy Plamisiowi, pomóżmy Paulinie, bez nas nie dadzą rady.
Doba pobytu w klinice to koszt (w zależności od podawanych leków) od 250 do 350 zł.
A finansów już brak...
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Wpłata nie jest możliwa po końcu zbiórki.
Zrób jeszcze jeden mały krok.
Nawet 1 zł może pomóc!
Anonimowy Darczyńca
Duzo zdrowia 🙂
Gracja Graziaa
zdrowiej!!!!
Lukianiuk Anna
Zdrówka piesku ❤️