
Moje nogi zawodzą, ale serce chce galopować”Mam na imię Julia. Mam 14 lat.
Od urodzenia żyję z dziecięcym porażeniem mózgowym. Moje ciało codziennie przypomina mi, że nie jest takie jak u innych dzieci. Są dni pełne bólu, zmęczenia i łez, których nikt nie widzi.
Jedynym miejscem, w którym czuję się naprawdę wolna, są konie.
Gdy siedzę w siodle, zapominam o chorobie. Zapominam o ograniczeniach. Przez chwilę jestem po prostu dziewczyną z marzeniami.
Swoją drogę zaczęłam na Stadninie Koni Na Wyspie w Kędzierzynie-Koźlu, gdzie rozpoczęłam hipoterapię. Tam spotkałam mojego trenera Pawła – człowieka, który jako pierwszy uwierzył we mnie bez wahania. To on uczył mnie cierpliwości, odwagi i wiary w siebie. Dzięki niemu zrozumiałam, że mimo niepełnosprawności mogę walczyć o więcej.
Na każdym kroku towarzyszy mi moja mama. Jest samotną mamą i całym swoim życiem opiekuje się mną. Nie ma urlopów, nie ma odpoczynku. Są tylko obowiązki, strach o jutro i nieustanna walka o zdrowie – moje i jej. Mama sama choruje na ciężkie, przewlekłe i onkologiczne choroby, które nie dają nadziei na wyleczenie.
Mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu.
80% naszych dochodów pochłaniają same opłaty. Reszta znika na leczenie, rehabilitację i leki. Mama nie może podjąć pracy, bo musi być przy mnie. Często słyszę, jak w nocy płacze… myśląc, czy da radę jeszcze jeden miesiąc.
Mimo tego wszystkiego udało mi się spełnić marzenie.
Dzięki ciężkiej pracy i wsparciu trenera Pawła wystartowałam w zawodach jeździeckich dla osób z niepełnosprawnych. Brałam udział w Olimpiadach Specjalnych Opolskich. Wielokrotnie stawałam na podium. Te chwile były jak cud — dowód, że moje życie ma sens, że nie walczę na próżno.
Niestety… nasza sytuacja finansowa odebrała mi to wszystko.
Musiałam zrezygnować z mojej największej pasji. Z miejsca, które było moją terapią, ucieczką od bólu i jedyną przestrzenią, w której czułam się silna.
Bardzo boli, gdy dziecko musi rezygnować z marzeń nie dlatego, że brakuje mu sił… ale dlatego, że brakuje pieniędzy.
Mimo wszystko wierzę, że są jeszcze dobre anioły.
Ludzie, którzy zrozumieją, że każda złotówka to dla mnie szansa na powrót do koni, na dalszą rehabilitację, na nadzieję. Na to, by jeszcze kiedyś stanąć na podium – nie tylko w zawodach, ale w życiu.
Z całego serca proszę o pomoc
przyjaciół, miłośników koni, ludzi o wrażliwych sercach oraz mieszkańców Kędzierzyna-Koźla.
Wasze wsparcie może sprawić, że moje marzenia nie zgasną na zawsze.
Dziękuję za każdą okazaną dobroć… za każdą iskierkę nadziei 💙🐴 Wasza Julia wraz z Mamą
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!