Mam na imię Kamila. Niektórzy mnie znają, dla innych jestem obcą osobą, jednak Ci którzy mnie znają wiedzą, że zawsze mogą na mnie liczyć i zawsze jestem gotowa by pomagać, zarówno ludziom jak i zwierzętom. Nigdy w życiu nie sądziłam, że znajdę się w sytuacji, gdy sama będę potrzebowała pomocy i to w takim zakresie.
Ponad dwa lata temu na mojej drodze pojawił się on- Firefox. Kot, który doświadczył w swoim życiu wielu ciężkich chwil. Kiedy go zobaczyłam był chudy, miał przerzedzoną sierść i bał się ludzi, ale to była miłość od pierwszego wejrzenia. Nazwany Firefox, dla mnie szybko stał się po prostu rudym Klakierkiem. Wiele miesięcy zajęło, zanim zaufał i poczuł się bezpiecznie. Od tego czasu nie odstępuje mnie na krok. Zawsze w pobliżu, zawsze gotowy by okazać swoją miłość i wdzięczność.
Na początku grudnia zauważyłam, że mój rudasek ma lekko przymknięte jedno oczko i od czasu do czasu kaszle. Przestraszyłam się i pobiegłam do weterynarza. Diagnoza- zakłaczenie, ewentualnie alergia lub reakcja na suche powietrze w mieszkaniu. Zastosowałam się do zaleceń, jednak objawy oddechowe nasiliły się. Powrót do weterynarza i kolejna diagnoza ukierunkowana na problem kardiologiczny lub polipy. Przeprowadzono badanie krwi, wyniki niemalże książkowe. Lekkie odstępstwa od normy, nic niepokojącego zdaniem lekarza.
Objawy oddechowe, chrapanie, kaszel nie dały mi spokoju. Znalazłam klinikę, która posiada odpowiedni sprzęt i możliwości. Pojechałam z kotkiem pełna optymizmu, że tam na pewno mi pomogą. Pierwsza konsultacja, skierowanie na badania kolejnego dnia. Kolejna wizyta, Klakier został na kompleksowe badania. Wiedziałam, że koszt badań będzie duży, jednak spodziewałam się, że lekarze rozwiążą mój problem i udzielą szybkiej, konkretnej pomocy. Po telefonie, że Klakier wybudził się z narkozy pędziłam z uśmiechem na twarzy. Lekarz zaprosił mnie do środka i zaczął mówić i pokazywać coś na ekranie. W tym momencie mój świat rozsypał się na tysiąc kawałków. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa, kiedy dotarło do mnie słowo RAK. Zmiany w obrębie tchawicy oraz ucha środkowego. Mierzyłam się w życiu z wieloma emocjami, ale to było dla mnie za wiele. Nie brałam w ogóle pod uwagę takiej diagnozy, nie byłam na to gotowa. Klakier pozostał w klinice, gdzie została pobrana krew celem oceny krzepliwości i możliwości dalszej diagnostyki. Nie jestem w stanie zliczyć godzin, które przepłakałam i wymienić myśli, które chodziły mi po głowie. Kolejny etap to biopsja, gdyż lekarz na podstawie przeprowadzonych badań nie jest w stanie zdiagnozować rodzaju zmian. Do teraz koszty objęły: pierwszą wizytę i badanie krwi: 350 zł, konsultację w klinice: 300 zł, diagnostykę: 2311 zł oraz kolejną dobę w klinice, badanie krwi i leki: 700 zł. Biopsja, która jest ryzykowna z uwagi na umiejscowienie zmian, to koszt 1000 zł, w dalszej kolejności konsultacja onkologiczna i plan leczenia. Wiem, że wiele osób by się poddało, ale ja nie odpuszczam, bo miłość i nadzieja nigdy nie umierają. To motto towarzyszy mi od wielu lat. Niestety moje możliwości finansowe nie są w stanie pokryć tych wszystkich kosztów w tak krótkim okresie.
Proszę pomóżcie mi ocalić to kruche, kocie życie. Nie mogę zapewnić, że to wszystko się uda, nie mogę też zapewnić, że każdemu będę mogła się odwdzięczyć, ale dobro wraca. Wierzę, że wspólnie uda nam się zapewnić leczenie. Każde spojrzenie w te smutne obecnie oczy sprawia, że łzy same cisną mi się do oczu. Ten kot ma w sobie ogromne pokłady miłości i chęć życia, ale sam nie wygra tej walki.
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Wpłata nie jest możliwa po końcu zbiórki.
Zrób jeszcze jeden mały krok.
Nawet 1 zł może pomóc!