
Ten dom realnie może mnie zabić.
Kilka miesięcy temu niemal zawalił się sufit – przeżyłam tylko dlatego, że sąsiedzi zdążyli zareagować.

Dziś mieszkam w wilgoci, pleśni i zniszczonej konstrukcji, a lekarze ostrzegają, że w moim stanie (leczenie onkologiczne) to śmiertelne zagrożenie.
Nie mogę się wyprowadzić ani sprzedać domu – jest obciążony długami po zmarłych rodzicach.
Ta zbiórka to nie „remont”, tylko próba zdążenia przed kolejnym zawaleniem albo chorobą.

Środki ze zbiórki zostaną przeznaczone wyłącznie na niezbędne prace zabezpieczające dom, w tym:
osuszenie i odgrzybienie ścian oraz likwidację wilgoci (np. iniekcja krystaliczna),
wykonanie izolacji i nowych wylewek z użyciem keramzytu,
drenaż i odprowadzenie wody wokół budynku,
wymiana nieszczelnego dachu i więźby dachowej,
założenie ogrzewania centralnego
zabezpieczenie stodoły, która w obecnym stanie grozi zawaleniem i uszkodzeniem domu.
Nagranie, które odważyłam się opublikować jest dla mnie niezwykle ważne - jest jak ostatni prezent od mojej mamy. Mimo bólu i cierpienia, postanowiła opowiedzieć naszą historię - z nadzieją, że po jej śmierci, nie pozostanę bez pomocy. Jej determinacja, siła i miłość do mnie w obliczu tak trudnego momentu są wielką inspiracją.
Moja historia to nie tylko opowieść o zniszczonym domu. To przepełniona bólem opowieść o stracie bliskich i walce z nieszczęściami, które nieustannie stawiają mi kłody na drodze.
Jeśli tylko wytrwacie ze mną, to aktualizując w miarę możliwości opis, opowiem Wam historię mojej rodziny, historię, która sprawiła, że jestem tu - prosząc Was o pomoc. Bo obecna sytuacja wynika z ciągu fatum, które ciąży od lat. Mieszkam w zniszczonym domu, w którym zadomowił się groźny grzyb, zagrażający mojemu życiu (jest kancerogenny oraz nasilił moje napady astmy). Tymczasem proszę obejrzyj razem ze mną ostatnią prośbę mojej mamy:
Aktualizacja I
"Początek historii - Mała Wojowniczka"

Już będąc małą dziewczynką, musiałam przejść przez wiele trudności zdrowotnych. Urodziłam się z wrodzoną wadą serca, zdwojeniem nerek itp. Przechodziłam częste infekcje dróg oddechowych, które później zdiagnozowano jako astmę oskrzelową. Już jako 10 miesięczne niemowlę byłam po kilku operacjach, a wrodzony niedowład kończyn (obniżone napięcie mięśniowe nóg i nerwów przykręgosłupowych) nie dawały szans na to, że kiedykolwiek będę mogła poruszać się o własnych siłach!
Pierwsze 6 lat życia spędziłam głównie w szpitalach, a koszty mojego leczenia były olbrzymie. Dla moich rodziców nie było jednak niczego ważniejszego niż moje zdrowie i dobro. Zdeterminowani, wyzbyli się całych oszczędności dla ratowania mnie. To dzięki ich miłości, dziś mogę chodzić, choć z bólem który umiejętnie ukrywam.
Po okresie bolesnych oraz kosztownych zabiegów i rehabilitacji miał nastać czas stabilizacji. Niestety przewrotny los chciał inaczej, a pewne wydarzenie odebrało mi to co najcenniejsze - dzieciństwo.
Aktualizacja II
"Niewidzialne blizny"
… To był grudzień 2010 roku, czas radości i magii zbliżających się Świąt. „Przyjaciel” rodziny zadzwonił z informacją, iż ma dla mnie prezent – telefon. Kiedy zaproponował odbiór w swoim mieszkaniu, nie czułam jeszcze strachu ani obaw…
Rozprawy trwały latami – długie, bolesne lata, w których musiałam wielokrotnie (na policji, w prokuraturze i w sądzie) stawać w obliczu przeszłości. W moim sercu zapanowała nieprzenikniona ciemność, która stłumiła wszelką nadzieję na lepsze jutro.
Gdy w końcu „przyjaciel” został skazany, zrozumiałam, że ten wyrok, to także moje dożywotnie brzemię. Moje niewidzialne blizny, niewidoczne dla innych są nieodłącznym elementem mojej codzienności.
Aktualizacja III
„Życie w zimnym domu”
To wydarzenie na zawsze zmieniło moje życie i odcisnęło piętno na moim zdrowiu. Rodzice skuleni pod ciężarem wydatków podjęli trudną decyzję o wzięciu pożyczki hipotecznej.
Kiedy mama walczyła o pomoc – czułam jak smakuje gorzki smak rozczarowania. Wtedy nie wiedziałam, że za rogiem czai się kolejne wyzwanie, które zdusi w całej naszej rodzinie chęć do życia..
Aktualizacja IV
"Fala niesprawiedliwości"
Przez brak prądu i mróz w domu -> obchodziłam swoje urodziny w szpitalu, walcząc z ciężkim zapaleniem płuc. W tym czasie mama pojechała po moje rzeczy do domu…

Kiedy wróciła, na jej twarzy gościło przerażenie. Opowiadała o tym co się stało. Po otwarciu drzwi zobaczyła wszędzie wodę – zalała cały dom.
Pamiętam jak dzielnie mama starała się ukryć łzy, ale nie potrafiła. Patrzyłam na nią widząc ból w jej oczach, gdy zrozumiała, że wszystko co budowaliśmy przez lata – straciliśmy w jednej chwili
Aktualizacja V
"Poświęcenie z miłości"
Wkrótce przyszła jesień.
W listopadzie Tata złożył dokumenty o emeryturę. Był pełen nadziei, że może teraz będzie Nam lżej. Ale los miał inne plany. ZUS wstrzymał wypłatę renty. Mówili: „na czas rozpatrzenia wniosku - nawet na trzy miesiące". Dla nich to nic. Dla nas – wszystko.
Pamiętam tamten poniedziałek. Wracałam ze szkoły, mama czekała z obiadem. Miała dobrą wiadomość – ZUS zadzwonił, przyspieszono decyzję. Tylko tata zapomniał telefonu, kiedy wyszedł z domu… Nie mogliśmy mu powiedzieć.
Ale tata już nie wrócił.
Następnego dnia dowiedzieliśmy się, że popełnił samobójstwo. 500 metrów od domu. Zostawił w kieszeni 50 złotych i list – przeprosił. Napisał, że robi to z nadzieją, że ktoś nam pomoże, że ludzie okażą współczucie. Że przynajmniej my będziemy mogły żyć godnie.
Tata oddał wszystko. Z miłości. Poświęcił siebie, by ratować nas.
Aktualizacja VI
MAMA"
Moja mama była wyjątkową kobietą - silną, odważną i pełną serca.
Zawsze stawała po stronie słabszych - walczyła o prawa ludzi i zwierząt, nie bała się mówić głośno tego, co uważała za słuszne.
W 1989 roku brała udział w strajku głodowym w Spółdzielni Inwalidów "Perspektywa" w Opolu, co przypłaciła utratą pracą.
Była członkiem NSZZ "Solidarność" w tym kierownikiem biura zarządu Opolskiej "S" oraz specjalistą ds. ekonomicznych.
Była magistrem ekonomii, szkoliła menadżerów i rozpoczęła doktorat w Warszawie, z którego zrezygnowała, by zająć się moim leczeniem w dzieciństwie.
Z oddaniem ratowała też skatowanego psa, którego znalazła przy drodze - taka właśnie była.
Moja obecna sytuacja to efekt trudnych życiowych zakrętów, nie braku wartości czy starań.
Aktualizacja VII
TELEFON, KTÓRY ZAMILKŁ
W drodze do pracy mama zawsze do mnie dzwoniła. Tak było i feralnej, pewnej niedzieli. Rozmawiałyśmy jak zwykle — aż nagle w słuchawce usłyszałam krzyk, trzask upadającego telefonu i ciszę.
Ta cisza trwała wieczność.
Po godzinie, która była najdłuższą w moim życiu, policja oddzwoniła — mama została napadnięta i poturbowana. Skradziono jej wypłatę, telefon się roztrzaskał…Ale żyła. Dzięki Bogu, wtedy jeszcze żyła.

Aktualizacja VIII
Na wiosnę 2020 roku mama nagle straciła wzrok.
Dla kobiety tak silnej i aktywnej, która mimo wszystko wciąż pracowała, byśmy obie mogły stanąć na nogi — to był cios nie do opisania.
Pandemia zamknęła drzwi do lekarzy, więc w desperacji zaciągnęłam pożyczkę i zabrałam ją na prywatne leczenie do Czech.
Diagnoza: obustronna, zaawansowana zaćma. Lekarze nie dawali szans na to, że ponownie będzie cokolwiek widzieć.
A jednak… cud się wydarzył — mama znów zobaczyła świat.
Myślałam wtedy: teraz już będzie dobrze.
Nie wiedziałam, że to dopiero początek kolejnej walki.
AktualizacjaIX
„Kiedy prosisz o pomoc – i wszyscy odwracają wzrok”
Kiedy mama dochodziła do siebie po operacji oczu, cieszyła się, że może wrócić do pracy i że wreszcie będzie trochę lżej. Ale w lipcu 2020 roku spadł kolejny cios – złamała bark i ramię.
Zrozpaczona, bez widoków na poprawę, mama napisała błagalne listy o pomoc: do Premiera Mateusza Morawieckiego, Prezydenta Andrzeja Dudy, Caritasu i Rzecznika Praw Obywatelskich.
Wszyscy odpowiedzieli.
Wszyscy… odmową.
To nie pierwszy raz.

W 2011 roku mama pisała do Premiera Donalda Tuska i Prezydenta Bronisława Komorowskiego, bo czuła, że żyjemy na granicy tragedii.
Też nie pomogli.
Rok później mój tata nie żył.
Dziś jestem ostatnią osobą z naszej rodziny. Ostatnią, która jeszcze walczy. I bardzo boję się, żeby ta historia nie zakończyła się tak samo…
Aktualizacja X
W 2020 roku moja mama pisała w listach do władz, że nasz dom gnije — czarny i biały grzyb zjada ściany, meble i wszystko, co miałyśmy.
Mimo prawie 70 lat wciąż ciężko pracowała. Napisała wtedy:
„Czuję, że moje życie się kończy. Moim jedynym marzeniem jest spędzić święta w suchym i ciepłym domu i dać córce poczucie bezpieczeństwa, póki jeszcze żyję.”
Nikt nam nie pomógł.
W kwietniu 2022 roku po raz pierwszy od ośmiu lat miałyśmy z mamą wspólne wolne na święta.
Niestety w Wielki Czwartek trafiła do szpitala.
W Wielką Sobotę usłyszałyśmy diagnozę: rozsiany nowotwór.
7 maja moja mama zmarła.
Zostałam sama.

W tym samym domu, przed którym ona tak bardzo chciała mnie ochronić.
Jeśli dziś proszę o pomoc, to dlatego, że sama już nie udźwignę tego, co zostało po jej walce.
Po śmierci rodziców zostałam sama z długami (ok. 200 tys. zł, w dużej części zaciągniętymi na leczenie mamy), domem obciążonym hipoteką i budynkiem, który przestaje być bezpieczny do życia.
To nie jest „stary dom do odświeżenia”.
Wilgoć stoi na podłodze, tynki odpadają, a pleśń wychodzi ze ścian i sufitów. Drewniane belki są nadjedzone i kruche, mury pękają, okna są nieszczelne. Zapach stęchlizny jest stały i duszący. Zniszczeniu uległy ubrania, książki, meble i sprzęty domowe.
Kilka miesięcy temu niemal zawalił się sufit – tylko szybka pomoc sąsiadów sprawiła, że nie doszło do tragedii. Obok domu stoi stodoła w stanie grożącym zawaleniem, która może pociągnąć za sobą część konstrukcji domu.
Jednocześnie pracuję i oszczędzam na wszystkim, również na jedzeniu. Pod koniec miesiąca zdarza się, że po prostu nie mam co włożyć do garnka.

Mimo to długi nie maleją, bo podstawowe koszty i zabezpieczenie budynku pochłaniają wszystko. Zimą bywa, że nie stać mnie nawet na odpowiedni opał.
Dodatkowo jestem w trakcie leczenia onkologicznego z powodu guzów piersi. Lekarze jasno mówią, że ciągłe przebywanie w wilgoci i pleśni jest poważnym zagrożeniem dla zdrowia. A ja nie mam gdzie się przenieść.
Nie mogę „po prostu sprzedać i wyjechać” – dom jest obciążony hipoteką po rodzicach, a sprzedaż nie pokryje zobowiązań ani nie pozwoli zacząć od nowa. To nie brak pracy ani brak chęci, tylko sytuacja, która mnie przerosła.
Ta zbiórka nie jest na luksusy.
To prośba o pomoc w zabezpieczeniu domu, odgrzybieniu i stworzeniu warunków, w których da się bezpiecznie mieszkać i leczyć.
Jeśli możesz pomóc – dziękuję.
Jeśli nie – samo przeczytanie i udostępnienie też ma znaczenie.
Proszę nie pozostawiajcie mnie samej w mojej walce o przetrwanie. Pomóżcie mi przezwyciężyć trudności. Z całego serca błagam Was o pomoc.
Z pozdrowieniami,
Osierocona dziewczyna - Ania
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Anonimowy Darczyńca
Ludzie są z reguły dobrzy ..tylko serca mają zatwardziałe…Trzymaj się i powodzenia❤️
Anonimowy Darczyńca
Dużo zdrowia i siły Pani Aniu!