
Krótka historia o tym jak się kończy 'jazda na ogonie" konia poprzedzającego. Ktokolwiek, kiedykolwiek uczył się jeździć w zastępie, ten nie raz słyszał - Nie podjeżdżaj za blisko innego konia, bo może kopnąć!
A co jeśli nie kopnie i pozwoli na siebie najechać?
Te zdjęcia powinny służyć jako plakat edukacyjny - choć wolałabym, żeby taki nie musiał powstać i każdy bez tego przykładu umiał zachować bezpieczny dystans.
Moja klacz do tej pory nie kopała nikogo, pomimo, że sama mając 1,5 roku, w wyniku kopnięcia przez innego konia ze stada doznała złamania rzepki... (tak, to też już leczyłyśmy...) Teraz 2,5 roku później podczas galopu została nadepnięta przez innego konia, który na nią wbiegł... Na tą samą nogę! Postanowiłam założyć zbiórkę, aby poza leczeniem, które wymagało interwencji chirurgicznej i podwójnej już jak do tej pory antybiotykoterapii zapewnić jej dodatkową rehabilitację (co innego mi pozostało poza owinięciem jej w folię bąbelkową od głowy po same kopytka?).
Jestem hodowcą tej szczęśliwej inaczej klaczki, więc wszystkie jej przygody z weterynarzami pokonujemy razem od pierwszej doby jej życia. Kwota zbiórki nie pokryje całości leczenia (na ten moment już ponad 3500zl) i rehabilitacji po jej kolejnej "przygodzie", ale w znacznym stopniu odciąży mnie, bo z każdym rokiem zaczynam coraz bardziej na serio traktować powiedzenie "Chcesz zbankrutować kup sobie (wyhoduj) konia".

Poniżej załączam dokumentację weterynaryjną z ostatniego zdarzenia:






Z góry dziękujemy za pomoc w partycypowaniu w kosztach po naszych niechcianych przygodach - każda złotówka będzie pomocna w szybkim powrocie do pełnej sprawności :)
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!