
Nie mamy już siły. Naprawdę.

Od tygodni patrzymy na zbiórki, które stoją w miejscu. Na faktury za leczenie. Na rachunki, które trzeba opłacić. Na zwierzęta, które już są pod naszą opieką i potrzebują wszystkiego – jedzenia, leków, badań i specjalistów.

Coraz częściej mówimy sobie: musimy zacząć odmawiać.
Nie jesteśmy dużą organizacją z ogromnym budżetem.

Nie jesteśmy z gumy.
Jesteśmy garstką ludzi, które coraz częściej płaczą z bezsilności.
I wtedy zadzwonił telefon.
Kotek kuleje. Pani dzwoniła już wszędzie.

Powinnyśmy odmówić. Nie mamy miejsca, pieniędzy ani sił.
Ale poprosiłyśmy o filmik.
I już wiedziałyśmy, że znowu powiemy "tak".

Kot, którego zobaczyłyśmy na nagraniu, wyglądał jeszcze całkiem dobrze.
To, co przyjechało do nas, było cieniem tamtego zwierzęcia.
Przerażony. Obolały. Zrezygnowany.
Jego sierść była jedną wielką katastrofą. Ogromne kołtuny, twarde jak kamienie, ciągnęły skórę przy każdym ruchu. Jeszcze chwila i zaczęłyby odpadać razem z nią.

Ale najgorsza była łapka.
Dziś był u weterynarza.
RTG pokazało to, czego najbardziej się obawiałyśmy.

Łapka jest złamana w dwóch miejscach. To nie jest świeży uraz. Organizm przez długi czas próbował sam naprawić uszkodzenia – na zdjęciu widać rozległe, nieprawidłowe przebudowy kości, które świadczą o tym, że złamanie pozostawało nieleczone przez wiele tygodni. Kość zaczęła zrastać się w nieprawidłowy sposób, tworząc bolesne deformacje.
Do tego doszła silna infekcja.
Ten kot przez bardzo długi czas żył z ogromnym bólem.
Ile czasu próbował chodzić na tej łapie?

Ile razy próbował się podnieść?
Ile nocy spędził skulony z cierpienia?
Niestety, nie mamy dobrych wiadomości.

W czwartek czeka go amputacja kończyny.
Łapki nie da się już uratować.
Na ten moment otrzymał silne antybiotyki i leki przeciwbólowe. Robimy wszystko, żeby przynajmniej teraz nie musiał już cierpieć.
Patrzymy na niego i jesteśmy załamane.
Nie mamy siły.
Nie mamy pieniędzy.
Nie wiemy, skąd weźmiemy środki na kolejne leczenie, operację i późniejszą rekonwalescencję.
A jednocześnie nie potrafimy żałować, że powiedziałyśmy "tak".
Bo jak miałyśmy zostawić go z takim bólem?

Jak miałyśmy udawać, że nie widziałyśmy jego przerażonych oczu?
Takie przypadki stawiają fundację na skraju.
To przez takie decyzje boimy się każdego kolejnego miesiąca.
Ale jeśli przestaniemy pomagać takim zwierzętom, to po co istniejemy?
Dzisiaj prosimy Was o pomoc.
Nie dlatego, że jest nam niezręcznie.
Nie dlatego, że chcemy.

Dlatego, że musimy.
Bo bez Was nie damy rady.
Możemy ratować tylko wtedy, kiedy ktoś stoi za nami.
Kiedy ktoś wpłaci 10 zł.

Kiedy ktoś udostępni ten post.
Kiedy ktoś powie: "Nie jesteście w tym same."
Dla tego kota jesteśmy ostatnią szansą.
A Wy jesteście ostatnią szansą dla nas.
Prosimy. Pomóżcie nam zawalczyć o niego.

W czwartek straci łapkę, ale dzięki Waszej pomocy może odzyskać coś znacznie ważniejszego – życie bez bólu i szansę na bezpieczną przyszłość.
Bo choć jesteśmy wykończone, przerażone i coraz częściej bezsilne...
nadal nie umiemy odwrócić wzroku od cierpienia.
❤️ Jeśli możecie – wesprzyjcie jego leczenie i operację.
📢 Jeśli nie możecie wpłacić – udostępnijcie ten post.

🤍 Każda forma pomocy ma znaczenie.
Dziękujemy, że jesteście z nami.
13.06.2026
Kolejna bida pod naszą opieką... 😭
Naprawdę miałyśmy już nikogo nie przyjmować.
Każdego dnia zmagamy się z brakiem miejsca, rosnącymi kosztami leczenia i ogromną liczbą zwierząt, które już są pod naszą opieką.
A jednak wczoraj znów zadzwonił telefon.
Tym razem wiadomość otrzymaliśmy od żołnierza, który nie pozostał obojętny na cierpienie zwierzęcia.
Jakimś cudem ta drobna kotka znalazła się na terenie obozowiska wojsk amerykańskich i polskich, na poligonie ćwiczebnym. W miejscu pełnym hałasu, pojazdów i niebezpieczeństw.
Nie wiemy, jak tam trafiła.
Nie wiemy, jak długo była sama.
Wiemy tylko, że gdy została zauważona, ktoś postanowił jej pomóc.
Jeden telefon wystarczył, by zmienić jej los.

Kotka jeszcze tego samego dnia trafiła pod naszą opiekę.
Niestety jej stan bardzo nas martwi.

Jest wychudzona i wyraźnie zaniedbana.
Ale najbardziej przeraża jej ogon...
Wisi bezwładnie. Nie porusza nim wcale. 😭
Kotka jest już umówiona na poniedziałek do chirurga na operację. Uraz ogona jest na tyle poważny, że czeka ją amputacja. 😥
Patrzymy na nią i zastanawiamy się, jak długo musiała żyć z bólem.
Ile dni, tygodni, a może miesięcy czekała, aż ktoś zauważy, że potrzebuje pomocy.
Dziś jest już bezpieczna.
Ale przed nią jeszcze leczenie, operacja i powrót do zdrowia.
Dlatego kotka dołącza do zbiórki Artura. ❤️ A dostała imię Ruby ♥️

Link do zbiórki znajdziecie w komentarzu.
Jeżeli możecie, wesprzyjcie jej leczenie choćby najmniejszą kwotą. Jeśli nie możecie pomóc finansowo, prosimy o udostępnienie.

Bo gdyby nie człowiek, który zatrzymał się i zareagował, tej kotki mogłoby dziś już nie być.
Pomóżmy jej zawalczyć o nowe życie. ❤️🐾
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
KotEkipa życzy zdrowia!
Wracaj do zdrowia maleństwo ❤️
Ania
Zdrowiej 🩷
M.
Wracaj do zdrowia, koteczku ❤️
Jagoda Chet
Biedactwo