Anna Pyzara-Nakoniechnaia
Niestety, Wilago nie przeżył... Serce mi pękło i dużo wody na świecie upłynie, zanim pokryje je blizna... Bardzo Wam wszystkim dziękuję za wsparcie i za wpłaty. Mój ogierek nie żyje, ale rachunki pozostały. Zebrane pieniądze będą wykorzystane na spłatę...





Mam na imię Wilago, mam 2 lata i 3 miesiące, jestem jeszcze źrebakiem. Na lata ludzkie jestem nastolatkiem i bardzo nie chcę umierać. Moi "ludzcy rodzice" Ania i Piotrek, od półtora tygodnia wypłakują oczy i szukają dla mnie ratunku, a to kosztuje bardzo dużo pieniędzy. Staram się nie poddawać, ale jest mi coraz trudniej... Byłem bardzo wyczekiwanym końskim dzieciakiem, przez pierwsze miesiące życia szalałem z mamą na pastwisku, później miałem kolegów w swoim wieku. Moje życie było beztroskie, pełne słońca, trawy i szaleństw, aż do czwartku 11 maja tego roku. Wtedy zaczęło się nasze rodzinne piekło. Najpierw zgłoszono, że mam kolkę. Bardzo bolał mnie brzuch, miałem niekontrolowane drżenia mięśni i zlewne poty. Byłem mokry, jakby mnie ktoś oblał wanną wody. Przyjechała pani i podłączyła mi kroplówkę - 12 litrów - ale nie pomogło. Moi "ludzcy rodzice" postanowili przewieźć mnie natychmiast do kliniki odległej od stajni o 11 km. Jechaliśmy w nocy, dotarliśmy tam około 23:00. Przez dwa dni lekarze walczyli z kolką, niestety, było coraz gorzej. Pojawiły się pierwsze podejrzenia, że zostałem otruty - albo specjalnie, albo przypadkowo, przez opryski z pobliskich pól. Robiono mi kilka razy płukanie żołądka, stosowano leki przeciwzapalne. Ale było coraz gorzej... "Rodzice" postanowili po dwóch dniach przewieźć mnie do innej kliniki, bardziej zaawansowanej w sprzęt i lekarzy. To była sobota 13 maja. Czułem się coraz gorzej... Doktorzy zrobili szereg badań, USG, znowu sonda... Powiadomiono moich "rodziców", że mam poparzony przełyk i uszkodzony żołądek, a jelito cienkie nie pracuje. Po badaniach i wielu konsultacjach zaczynają się przychylać do wniosku, że widoczne poniżej obrażenia są spowodowane nieumiejętnym korzystaniem z sondy przez lekarzy w pierwszej klinice, a ja choruję na bardzo rzadką chorobę autoimmunologiczną, tzw. chorobę traw. W ostatnich latach zdiagnozowano zaledwie trzy takie przypadki w Europie (Hiszpania).


