
Od siedemnastego roku życia praktycznie wegetowałem. Teraz, gdy po pięciu latach walki o pieniądz i termin udało mi się umówić do endokrynologa, czuję, iż zyskałem siły, aby walczyć o swoje życie dalej.
Nazywam się Benedykt, mam dwadzieścia dwa lata, a tym wpisem bardzo proszę o wszelką pomoc w mojej tranzycji.
Nigdy wcześniej nie robiłem zbiórki. Zawsze myślałem: "jakoś to będzie", choć nie wiedziałem jak i co. Od rodziny słyszałem głosy, że pomogą, lecz wiecznie coś było nie tak. Jestem osobą niepełnosprawną; cierpię na (późno zdiagnozowany) autyzm atypowy oraz skrzywienie kręgosłupa z rotacją, co uniemożliwia mi podjęcie się pracy. Od kilku miesięcy pobieram pomoc od ZUSu w wysokości około 1100 zł miesięcznie, z czego większą kwotę przeznaczam na prywatną naukę, a 400 zł odkładam na wyjazd za granicę, który będzie miał ogromne znaczenie dla mojej przyszłości. Pozostawia mnie to ze stoma złotymi na życie. Nie jestem przez to w stanie opłacać lekarzy oraz dojazdów bez poświęcenia czegoś ogromnego.
Moje najwcześniejsze wspomnienia z czucia się w złym ciele pojawiły się w dziewiątym roku życia, gdy poczułem potrzebę wybrania sobie męskiego imienia, rok później przedstawiałem się nim niezmiennie do każdej obcej osoby. Do trzynastego roku życia wmawiane mi było, iż jestem "babochłopem", aż znajoma mi nie uświadomiła, że to co się ze mną dzieje jest zgoła inne. Pierwsze kontakty z psychologiem i seksuologiem na ten temat miałem przed osiągnięciem pełnoletności. Wtedy też zaczęły się próby z dorwaniem terminu u endokrynologów. Żyję niestety na wsi, z której do miasta piechotą mam sześć godzin; autobusy kursują rzadziej niż częściej, a samochód w domu jest jeden. W moim mieście, to jest Gorzów Wielkopolski, jedyna endokrynolog powiedziała mi na spotkaniu, iż nie przepisze mi testosteronu, gdyż zniszczy mi to życie, dałem jej zaś wszystkie potrzebne dokumenty od lekarza, jakoby było wręcz przeciwnie. Mimo to moja przygoda z szukaniem kolejnego specjalisty była nieudana — niemożność znalezienia terminów oraz wydawania masy pieniędzy na badania wykluczyły jakiekolwiek wizyty na trzy lata.
W ostatnim czasie, gdy myślałem, że nie dożyję 2026 roku, mój psycholog zebrał ze mną wszystkie dokumenty i pojechaliśmy złożyć je w sądzie o zmianę danych na M w dowodzie, wraz z nowym imieniem oraz nazwiskiem, przy dobrych wiatrach ma zająć to rok. Złożyło się to z propozycją wyjazdu na kurs językowy do kraju, z którym wiążę przyszłość. Pchnęło mnie to do znalezienia klinik i poddaniu się tak długo wyczekiwanej przeze mnie operacji. Jej koszta jednak nie są dla mnie w żadnym stopniu osiągalne.
Soulmed stacjonująca w Poznaniu liczy ją na 27100 tysięcy złotych. To w doliczeniu opłat za dojazd oraz procenty od strony Pomagam zmusza mnie do zaokrąglenia ceny, z czym jest mi ciężko na sercu. Do tej pory wstyd wstrzymywał mnie przed założeniem zbiórki, gdyż nie sądziłem, że zasługuję, w końcu jest niezliczona ilość osób, która potrzebuje tej pomocy bardziej.
Niedawno zdałem sobie sprawę, że może ja też zasługuję na życie. Tak odrobinę.
Dlatego bardzo proszę, z całą moją duszą i sercem o wsparcie. Nie wyrażę wdzięczności za Państwa serdeczność w żadnych możliwych mi słowach. Kocham czytać; kocham poematy, a w tej sytuacji ogarnia mnie niemoc braku głosu. Każdą wpłatę będę przeżywać i dziękować za szansę na lepsze życie.
Dziękuję, Benedykt Wasikowski.
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!