
Witajcie kochani.
Bardzo dawno nie prosiłam Was o pomoc.
25 kwietnia ubiegłego roku zmarł mój ukochany mąż Roman. Zostałam sama z ciężką nieuleczalną genetyczną chorobą – zanikiem mięśni.
Jak wiecie od kilku lat poruszam się na wózku inwalidzkim. Choroba bezlitośnie mnie na niego posadziła.
Kilka miesięcy przed śmiercią męża miałam jakieś dziwne niepokojące przeczucie. Prosiłam męża aby przygotował dla mnie wszystkie sprzęty potrzebne do ewentualnej konserwacji wózka inwalidzkiego tak, żebym miałam je wszystkie pod ręką. Tak jakbym przeczuwała że zostanę sama.
Niestety intuicja mnie nie myliła, mąż zmarł w szpitalu w Oslo.
Leczył się na nowotwór ale to nie rak go zabił. Zabił go udar. Jego organizm był tak osłabiony radioterapią i chemioterapią, że doszło niestety do takich katastrofalnych w skutkach powikłań. Umierał w szpitalu tydzień. Byłam cały czas przy nim. Pamiętam jego ostatnie błagalne słowa przez całkowitą utratą świadomości - ,, ratuj mnie kochanie!” . Wiedział że jest w takim stanie, że nie wyjdzie z tego. Niestety mimo moich błagań lekarzy aby go ratowali za wszelką cenę – nie udało się.
Nigdy nie zapomnę również ostatniego sms od męża do mnie. Było to w dniu kiedy dostał udaru.
Napisał - ,,Chciałbym być teraz ze swoją żoną w jakimś pięknym miejscu.” Kochał ze mną podróżować.
Kiedy byłam w szpitalu przez ten tydzień kiedy umierał, myślałam że zwariuję z bezsilności i nieprawdopodobnego bólu.
Lekarze mniej więcej 2 dni po udarze uświadomili mnie, że mąż umiera i mam się z nim pożegnać.
Trzymałam go godzinami za rękę i mówiłam do niego, że nie długo do niego dołączę. Pamiętam jak leciały mu łzy z oczu. Ponoć słuch u umierającego jest zmysłem który zostaje aktywny prawie do samego końca. I wydawało mi się że mąż mnie słyszy bo kiedy do niego mówiłam to leciały mu łzy jak grochy.
Zmarł w piątek o godzinie 11:45. Krzyczałam tak potwornie z rozpaczy, że słyszał mnie cały oddział. Pielęgniarka która była przy łóżku męża również płakała tak jakby to była jej rodzina. Chyba nie mogła też uwierzyć w moje największe wsparcie i miłość mojego życia odeszła i zostałam sama.
Później z mojego życia zostały tylko zgliszcza – czyli nic. Nie chciałam już żyć.
Ach, nie wyobrażacie sobie co ja wtedy czułam. To był tak wielki ból, że nie da się tego opisać słowami. To trochę jakby ktoś wystrzelił Was w kosmos bez możliwości powrotu i pozostaje tylko umrzeć.
Zostałam ze swoją chorobą, niepełnosprawnością i wszystkimi sprawami do załatwienia sama. Gdyby nie rzesza dobrych ludzi i rodzina którzy byli ze mną w tamtym bardzo ciężkim czasie to dzisiaj by mnie już nie było.
Niestety straciłam nie tylko męża ale też wszystko to co mieliśmy zaplanowane. Jednym z planów były wyjazdy do Polski na specjalistyczne turnusy rehabilitacyjne.
W Norwegii turnusy rehabilitacyjne w specjalistycznej klinice są bardzo trudne do otrzymania. Byłam raz na turnusie rehabilitacyjnym w Tromsø i kiedy chciałam jechać jeszcze raz dostałam odmowę ponieważ stwierdzono że mój stan zdrowia jest ustabilizowany na tyle, że nie wymagam ponownego pobytu w takiej placówce. Jednym z argumentów było między innymi, że nie korzystam z cewnika i pieluch w związku z tym nie ma możliwości aby moja prośba o taki turnus rehabilitacyjny była pozytywnie rozpatrzona. Owszem mam tzw. Komunalną rehabilitację niedaleko domu ale nie jest to specjalistyczna rehabilitacja na którą powinnam jeździć przynajmniej 3 razy w roku.
Teraz kiedy wiążę ledwo koniec z końcem jest to w zasadzie niemożliwe. W Norwegii nie należy mi się renta po mężu bo nie mieszkaliśmy pełnych 5 lat (a to jest niezbędny wymóg aby taką rentę otrzymać).
W Polsce również nie należy mi się renta wdowia. W Norwegii utrzymuję się tylko z zasiłku i jest naprawdę bardzo ciężko. To jest życie takie tylko od tzw. pierwszego do pierwszego.
Ostatnio wpadłam jednak na powinien pomysł aby wyremontować łazienkę w Polsce tak aby była ona przystosowana do moich potrzeb. Mogłabym wtedy jeździć do Polski i korzystać z rehabilitacja na specjalistycznych robotach do chodzenia typu Lokomat, Andago, GE-O bez konieczności korzystania ze strefy hotelowej w klinice gdzie znajduje się taki sprzęt. Koszt takich zabiegów jest wtedy kilkukrotnie tańszy.
Przyznam szczerze że nawet nie wiem jaki jest koszt remontu takiej łazienki gdzie trzeba zamontować specjalistyczny prysznic bez żadnego progu z krzesełkiem w środku i wspornikami na ścianie, zamontować na odpowiednią wysokość umywalkę, zamontować WC ze wspornikami, połozyć antypoślizgową podłogę itd. Mam nadzieję jednak że kwota którą chciałabym zebrać w tej zbiórce wystarczy.
Jeszcz nieco ponad rok temu nie miałabym takich rozsterek gdyż mąż zarabiał w Norwegii dosyć przyzwoicie i stało nas na to żeby na takie turnusy rehabilitacyjne do Polski jeździć kilka razy w roku. Ale teraz wszystko się skończyło.
Mąż przed śmiercią prosił mnie abym dalej żyła, nie poddała się i walczyła za wszelką cenę.
Paradoks tej sytuacji jest taki że wyjechaliśmy z mężem do Norwegii aby nie musieć zbierać już więcej pieniędzy na turnusy rehabilitacyjne lub jakiś sprzęt rehabilitacyjny dla mnie. A teraz muszę prosić Was ponownie o wsparcie w tym przypadku na remont i przystosowanie łazienki. Więc spełniam życzenie męża, nie poddaję się, walczę o siebie, walczę o życie, walczę teraz o wszystko i dzisiaj zakładam tą zbiórkę chociaż bardzo się tego boję bo bardzo nie lubię prosić o pieniądze. Ale obiecałam mężowi, chowam dumę do kieszeni i jestem tutaj.
Z każdą dosłownie złotóweczkę bardzo serdecznie dziękuję również w imieniu mojego nieżyjącego męża który czuwa nade mną i wiem że pomoże mi w tej walce.
Ps. Kiedy pisałam opis tej zbiórki to myślałam że tego nie skończę, tak płakałam.
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Robert Jedrej
Powodzenia
Aga
Powodzenia 💚
Maja Ch.
Pani Asiu ,od wieluuuu lat wspieram ❤️
Magdalena
Ściskam.
Ola
Asiu, wpieram z serca i dla serca...Twojego mocnego <3