Małgorzata Cieślik
Wielki Piątek-kolejny wyjazd do Warszawy po kolejny wlew komórek macierzystych.
Wątroba ciut lepiej, trzustka minimalnie też. Oby choć z tym się młodej udało.
3 tygodnie po wlewie znów sztywniejąca łapa, znów utyka. Ehhhh


Mam na imię Małgorzata, zbieram fundusze na pilną operację adoptowanej z Fundacji (nazwa i screeny ze strony undacji do wiadomości osób na priv) suki Orsy.
Orsa urodziła się pod Kijowem tuż przed wybuchem wojny na Ukrainie. Jej historia nie do końca jest wyjaśniona. Podobno jakiś czas się błąkała, podobno ktoś ją zamknął i przez to zagłodził. Dzięki fundacji zajmującej sie adopcjami corsiaków trafiła do Lwowa, a stamtąd przyjechała do Polski. Dzięki temu uratowano jej życie. Niestety w domu adopcyjnym została pogryziona przez sukę rezydentkę więc musiała go opuścić. I tak trafiła o mnie. Przyjechała jako Ksiania, w fundacji nazwano ja Oksaną. U mnie sama sobie wybrała imię przejęzyczyłam się i zawołałam jak poprzedniego psa (Ores), zareagowała i tak już zostało.
Dziewczyna miała trochę problemów zdrowotnych i znacznie więcej behawioralnych (bała się np wejść do klatki w bloku więc wnoszona była na rękach; do tej pory boi sie zamknięcia i nie zostaje sama w domu - pracujemy nad z tym z beha. Cały też czas jest reaktywna.
Problemy zdrowotne, urazy, choroby staramy sie eliminować na bieżąco, problemy behawioralne również choć z mniejszym niestety skutkiem. Jest za to straszną przylepą, każdą napotkaną osobę zalizałaby gdyby tylko mogła (ludzie są fajni bo maja i dają jedzenie - pozostałość po zagłodzeniu). Ma lekkie problemy z poruszaniem się ze względu na zagłodzenie w fazie wzrostu - krzywe przednie łapy, nienaturalnie wygięty kręgosłup, ale pomimo tego stara się żyć normalnie, biega, wygłupia się. Generalnie jest bardzo pozytywna do ludzi suką.
Po spacerze socjalizacyjnym w październiku 2024r zaczęła kuleć. RTG uchwyciło odpryski w nadgarstku prawej przedniej łapy oraz dysplazję stawów biodrowych, dostała leki i miało byc ok. Niestety było coraz gorzej, a że ma wrodzone adhd i słuch wybiórczy, to pomimo zakazu nadal biegała (nie da się jej powstrzymać). Kolejna wizyta, kolejne leki oraz zastrzyk librelli i tak prawie pół roku była leczona. Skonsultowałam jej problem z jeszcze 2 innymi polecanymi weterynarzami. Jeden z nich stwierdził, że problem jest raczej z prawym kolanem. Oczywiście cały czas dostawała leki przeciwzapalne na zmianę z librellą i nie było żadnej poprawy. Było coraz gorzej, zaczęła poruszać się na 3 łapach odciążając prawą tylną (a przecież prawa przednia jest z odpryskami, bo leczenia nie podjął się żaden z wetów). Kolejne zdjęcie rtg i diagnoza - zerwane wiązadło kolana. I zalecenia aby wykonać TPLO ze względu na wielkość i nadpobuliwość ruchową psa.
Żeby było 'ciekawiej' to młoda od dłuższego czasu ma odpryski w prawym łokciu (lekarz orzekł, że to złamanie kości łokciowej), nie wiemy kiedy to się stało. A najgorsze, że podobno takich złamań sie nie operuje, bo za są za małe i musimy czekać. (wrzucę oczywiście też zdjęcie diagnozy)
Po rozmowie z dziewczynami z fundacji zdecydowałam się szukać pomocy u dr Raski w Ostrawie, w Czechach. Kolejne zdjęcie rtg i ostateczna diagnoza - zerwane wiązadło kolana, uszkodzona rzepka, uszkodzona łąkotka, atrofia mięśni w chorej łapie (przez kilka miesięcy ją odciążała). Uraz bardzo duży i 'przechodzony' bo w Pl leczony przez prawie pół roku objawowo.
dr Raska stwierdził, że młoda ma tylko jedną szansę na poprawę jakości życia i życia bez bólu. To metoda tplo, gdzie kolano będzie nacinane, kość odwrócona i ześrubowana. Jeśli się uda, to znajdzie się w gronie ok 80% szczęśliwców, jeśli nir, to będzie w grupie 20% kulejących, ale żyjących bez bólu psów.
Termin operacji na cito, jeszcze w tym tygodniu.
Niestety koszt samej operacji to ok 8000-8500zł, do tego leki, kroplówki, wizyty kontrolne, kontrolne zdjęcia, dojazdy. Całkowity koszt operacji łapy powinien się zamknąć w ok 12000-13000zł, z czego ok 1500zł 'poszło' na pierwszej wizycie. Dodatkowo ok 1500zł 'poszło' w Pl na bezsensowne leczenie z zerowym skutkiem. Dodatkowo niestety 'wisi' nad nią groźba uszkodzenia drugiej łapy, no i docelowo w tej sytuacji wózek. Dlatego podjęłam walkę.
Mogę oczywiście nic nie zrobić, pozwolić jej żyć w bólu ale ona już za dużo przeszła w swym krótkim życiu, juz od urodzenia była 'na przegranej pozycji' więc nie mogę pozwolić na to aby takie 'przegrane' życie wiodła. Niestety koszta są tak duże i do zdobycia w tak krótkim czasie, że nie mając innego wyjścia założyłam zbiórkę, która choć trochę może pozwoli jej pomóc. Oczywiście jest możliwość zobaczenia psa i jej kontuzji.
Do tej pory tylko wpłacałam na różne zbiórki, głownie psów. Teraz potrzebujemy Państwa pomocy.
Gdyby ktoś z Państwa chciał Orsie pomóc, to byłybyśmy bardzo wdzięczne. Każda złotówka przyczyni się do poprawy jakości jej życia.
Proszę również o udostępnienia. To też pomoc.
Poniżej wklejam zdjęcie z Ukrainy, kolejne już u nas, kwoty za leczenia. Fakturę wkleją jak dostanę po operacji. I oczywiście nasze wspólne zdjęcie, że to naprawdę mój pies (pod kliniką dr Raski, a także mój profil
fb facebook.com/profile.php?id=100006834340316)


Dorzuciłam też zdjęcia przed i po operacji łapy.
Część zdjęć i faktur jest w aktualizacjach.
Z góry dziękuję za pomoc.
EDIT: przerzucę tutaj zdjęcia z aktualizacji, bo nie wszyscy podobno je widzą.
EDIT 2: niestety początkowy koszt już został przekroczony. Na początek czerwca wynosi ok 13000zł, w następnym tygodniu dojdzie jeszcze ok 2000zł z zasypianiem rtg, dojazd.
Rozpoczęłyśmy tez rehabilitację, niestety w mieście oddalonym o ok 40km, bo w Tarnowie nie ma, koszt jednego półgodzinnego zabiegu na bieżni wodnej to 90zł
Minęły 4 miesiące od operacji, młoda chodzi coraz lepiej ale niestety jeszcze miesiąc całkowicie na smyczy, na podwórku może już trochę biegać.
POSUMOWANIE:
4 miesiące intensywnego leczenia, koszta zamknęły się w kwocie ok 15500zł. Dużo, ale skoro się wzięło psa, to trzeba dbać. Inaczej nie umiem.
Żeby wzmocnić pozostałe łapy (a nie wiemy co jest z prawą przednią) po rozmowie z szefową innej, zaprzyjaźnionej fundacji, zdecydowałam się jej podać komórki macierzyste u dr Kemileva. Więc potrzebne dalsze fundusze, bo nie jest to tania rzecz :(
Takie zdjęcie mam z 'jej domu rodzinnego" :


























Tak ogólnie spędzałyśmy czas od 2 miesięcy....


Młoda po kolejnych badaniach. Będzie mieć podawane komórki macierzyste. Czyli kolejnych kilka tysięcy. Ale nie mam wyjścia. Trzeba pomóc


Wyjazd do Warszawy po kolejne komórki macierzyste:
3.04 kolejny wyjazd. Wielki Piątek, a my znów jedziemy do Warszawy po komórki macierzyste...

Wielki Piątek-kolejny wyjazd do Warszawy po kolejny wlew komórek macierzystych.
Wątroba ciut lepiej, trzustka minimalnie też. Oby choć z tym się młodej udało.
3 tygodnie po wlewie znów sztywniejąca łapa, znów utyka. Ehhhh

Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Anonimowy Darczyńca
Zdrowia i powodzenia!
Małgorzata Cieślik - Organizator zbiórki
Bardzo dziękujemy :)
Agnieszka
Zdrówka dla pieska!
Małgorzata Cieślik - Organizator zbiórki
Bardzo dziękujemy :)
Magdalena Borszowska
Trzymam kciuki Gosiu😘
Małgorzata Cieślik - Organizator zbiórki
Dziękujemy bardzo :)
Ciocia Lucia
Dasz radą Młoda 💪
Małgorzata Cieślik - Organizator zbiórki
Dziękujemy ciociu Luciu. Bardzo :)
Agnieszka Gorowski
Poszło ❤️❤️❤️
Małgorzata Cieślik - Organizator zbiórki
Dziękujemy Pająki, bardzo :)