
Tysiące takich kotków spotyka bolesny koniec sprowadzający się do życia w chorobie, głodzie, ginąc, rozjechane przez auto, utopione, zagryzione - ich historie są różne. Większość z nich to historie tragiczne. Ja chcę dać szansę na lepsze życie kotkom, które były jednym z kolejnych takich zwierzęcych nieszczęść, które dopadło kolejne niewinne i bezbronne wobec życia istotę. Nie odznaczały się niczym szczególnym, co sprawiałoby, że inni ludzie chcieliby je wziąć - są bezrasowe, porzucone, chore i niechciane.
Taka jest historia dwóch kochanych aniołków - Cukierka oraz jego brata Ciastka.
Dwa dzieciaki potrzebujące miłości, zabawy, opieki - od oseska były na inkubatorze, potem walczyły o życie. Cukierkowi w wyniku powikłań po kocim katarze pozostało jedno małe krzywe oczko. I tak szukały domu.. ale nikt nie dzwonił. Nikt nie chciał przygarnąć dwóch koteczków, chorych, krzywych, po przejściach szukających wspólnego domku..

A jednak Cukierki znalazły swój nowy domek pół Polski dalej.
Bardzo się zżyliśmy z Ciastkami, to najcieplejsze i najpotulniejsze miziaki jakie można spotkać.
Ale z Ciastkami zaczęło się dziać coś niepokojącego. Okazało się, że już przed adopcją miały problemy.
U obydwóch kotków stwierdzono nadżerki oraz limfocytarno-plazmocytarne zapalenie dziąseł i jamy ustnej, które rozszerzyło się na gardło i węzły chłonne. Jest to bardzo bolesna uprzykrzająca życie choroba, uniemożliwiająca normalne funkcjonowanie. Próbowaliśmy wszystkiego starając się do tego nie dopuścić, w kółko podając antybiotyki naprzemiennie z sanacjami, niestety długi czas starań ocalenia zębów na nic się zdał - usunęliśmy prawie wszystkie ząbki z wyjątkiem kłów. Czeka nas usunięcie jeszcze kłów u Cukierka i Ciastka. Ponadto Cukierek zaczął znów chorować na oczko, a u Ciastka w wyniku przeprowadzonych badań i pozytywnego wyniku obecności przeciwciał kociego koronawirusa pojawiło się podejrzenie FIP (postępującej, bardzo wyniszczającej i śmiertelnej choroby).


Niestety dalsze badania i leczenie wiążą się z ogromnymi kosztami. Każda kolejna wizyta, każde kolejne leki oraz zabiegi ekstrakcji zębów i leczenia kociego kataru to nowy rachunek do zapłacenia.
W momencie adopcji obiecałam im dać szansę na nowe lepsze życie, na dołączenie do rodziny. Chcę walczyć o zdrowie tych małych aniołków, ale taka opieka i leczenie są bardzo kosztowne. Dlatego założyłam tę zbiórkę. Wiem jak bardzo potrzebują dalszych badań i zabiegów, niestety to kosztuje. Pokrywam koszty kolejnych badań, zabiegów, pogłębionych diagnostyk, kolejnych zabiegów, kwoty się piętrzą, a końca nie widać. Adoptując kotki zobowiązałam się do ich opieki, ale ich problemy po prostu mnie przerastają. Mogłabym oddać chorujące kotki wymieniając je na zdrowe, ale jeśli je oddam nie będą miały szansy na adopcje i normalne życie, to są członkowie mojej rodziny, do opieki których się zobowiązałam choćby nie wiem co. Dlatego proszę o pomoc w leczeniu dwóch chorych "krzywych" kotków. To kochane potulne zwierzaki, którym należy się jak najlepsza opieka, cierpiały w czasie bezdomności, później w fundacji czekając miesiącami na "swojego człowieka", a teraz jeszcze bidulki zmagają się, mimo młodego wieku, z takim ogromem problemów zdrowotnych. Ja nie mam tyle pieniędzy, żeby móc raz za razem płacić za kolejne usługi weterynaryjne, a uzbierały się z tego już tysiące... dlatego proszę chociaż o drobne kwoty, każda złotóweczka liczy się, wierzę w siłę internetu i moc dobrych ludzi, którzy "po odrobince" pomogą.
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!