

Rzadko kiedy jestem tak bezradna jak dziś...
Jest mi po prostu bardzo przykro.
Marzyliśmy o miejscu, w którym nasze psy będą bezpieczne.
O naszej wymarzonej „szczniętarnii” kultura będzie również naszą siedzibą.
Naszych 35 metrach, miejscu na biuro i kawałku podłogi dla psich mam ze szczeniakami.
Niestety zostaliśmy oszukani…
Rok temu podpisaliśmy umowę na kontener mieszkalny, na który zbieraliśmy prawie dwa lata. 😪
Firma wydawała się solidna. Była niedaleko nas — w Przesocinie koło Polic.
Pan Michał wysyłał zdjęcia, wycenę, byłam nawet obejrzeć taki domek na placu. Wszystko wyglądało pięknie.
Podpisaliśmy umowę i wpłaciłam zaliczkę aż
25 tysięcy złotych.

Termin realizacji był długi, bo trzy miesiące, ale przecież warto było czekać.
Planowałam każdy centymetr tej przestrzeni i z każdym dniem cieszyłam się coraz bardziej.
Niestety termin minął… i zapadła cisza.
Mijały kolejne tygodnie. Słyszałam, żeby się nie martwić, że kontener „płynie z daleka” i to normalne. Potem były kolejne terminy, które nie zostały dotrzymane.
Był środek zimy, ogromny mróz. Miejsce pod kontener było już przygotowane i czekało.
Mimo zapewnień właściciela pana Andrzeja oraz jego zięcia pana Michała, kontenera nadal nie było.
Zwodzili mnie bardzo długo i chyba czuli się w tym całkowicie bezkarni.
Obiecywano obniżenie ceny, kolejne rekompensaty i cuda na kiju.
W końcu byłam już naprawdę bezsilna.
Z pomocą przyszła adwokat Olga Stepczyńska, która wystosowała pismo o zwrot zaliczki.
Chyba dopiero wtedy pan Andrzej zrozumiał, że nie ma już wyjścia.
Pieniądze wróciły na konto, a ja zaczęłam szukać identycznego domku pod fundamenty, które już stoją.
I wtedy okazało się, że ceny takich kontenerów wzrosły prawie o 100%.
Moje marzenie rozpadło się na tysiąc kawałków.
Dzisiaj zwyczajnie siedzę i płaczę.
Nie mam już siły walczyć o każdy grosz.
I wiem też, że nie jesteśmy w stanie uzbierać dodatkowych 40 tysięcy.
Może naprawdę czas się poddać…
Wielu z Was pisze, że jesteśmy schroniskiem.
A my jesteśmy tylko małą grupą ludzi, którzy wypruwają sobie żyły ratuąc te zwierzęta.
Nasze domy są przepełnione a rodzinny zmęczone. Sprzątamy tony kup, walczymy każdego dnia i robimy wszystko, co możemy.
Ale żeby pomagać — trzeba mieć za co i gdzie.
To tyle.
Jeszcze się nie poddajemy.
Chociaż czuje, że powinniśmy.
Może zdarzy się jakiś CUD
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!