Klaudia Sej
Kolejne dni pełne strachu, niepewności i pytań bez odpowiedzi…
Kiedy wydaje nam się, że może wreszcie nadejdzie spokojniejszy czas, życie Mai po raz kolejny przypomina nam, jak bardzo kruche jest wszystko, o co każdego dnia walczymy.
20 sierpnia czeka nas kolejna wizyta w szpitalu i szczegółowe badania związane z powiększającą się wątrobą Mai. To kolejna rzecz, która nie daje nam spokoju. Będziemy sprawdzać, co jest przyczyną powiększenia wątroby i przede wszystkim dowiemy się, czy konieczne będzie wdrożenie dodatkowego leczenia. Znów czekamy. Znów boimy się tego, co usłyszymy.
Niestety wciąż ogromnym problemem pozostaje również jedzenie. Maja nadal nie chce zacząć jeść. Każdy posiłek to dla nas stres i czuwanie, czy tym razem uda się go zatrzymać. Wciąż bardzo mocno ulewa, praktycznie po każdym karmieniu. Zdarza się, że mleko nagle wydostaje się z niej z tak ogromnym ciśnieniem, jakby ktoś odkręcił kran na pełny przepływ. Czasami jest go tak dużo i wypływa z taką siłą, że mleko ląduje nawet poza łóżeczkiem.
Dla kogoś z boku może to być tylko „ulewanie”. Dla nas każdorazowo jest to strach, czy Maja się nie zakrztusi, czy wszystko z nią w porządku i dlaczego jej małe ciało wciąż nie potrafi spokojnie przyjąć pokarmu.
A nad wszystkim cały czas wisi jeszcze jej serce.
Kardiolog przygotowuje nas na to, że w najbliższych miesiącach stan Mai może bardzo się pogorszyć i że może być konieczna kolejna hospitalizacja. Coraz częściej słyszymy więc słowa, których żaden rodzic nie chce słyszeć. Nie wiemy, czy kolejne święta spędzimy w domu, czy znowu w szpitalnej sali, przy łóżku naszej córeczki.
Bardzo chcielibyśmy po prostu przeżyć z nią zwyczajne święta. Zobaczyć jej uśmiech, być razem w domu, bez monitorów, kabli, szpitalnych zapachów i nieustannego strachu o to, co wydarzy się za chwilę. Ale dziś nawet tak zwyczajna rzecz wydaje nam się czymś, o czym nie możemy być pewni.
I kiedy myślimy, że to już wystarczająco dużo, również w sprawie zdrowia mojego męża nadal nie mamy żadnych konkretnych odpowiedzi. Lekarze wciąż debatują, jakie leczenie będzie dla niego najlepsze i co powinniśmy zrobić dalej. Znów jesteśmy w zawieszeniu. Znów czekamy na decyzje, wyniki i kolejne rozmowy.
Czasami naprawdę mamy wrażenie, że nasze życie składa się już głównie z czekania.
Czekamy na badania.
Czekamy na wyniki.
Czekamy na decyzje lekarzy.
Czekamy na kolejne hospitalizacje.
Czekamy na dzień, w którym ktoś wreszcie powie nam: „teraz będzie dobrze”.
A najbardziej boli to, że nie możemy obiecać Mai, że będzie dobrze. Możemy tylko być obok niej, trzymać ją za rączkę i każdego dnia robić wszystko, co tylko jesteśmy w stanie.
Dlatego po raz kolejny zwracamy się do Was z ogromną prośbą o pomoc.
Koszty leczenia, rehabilitacji, dojazdów, specjalistów, badań i wszystkiego, czego Maja potrzebuje, nie znikają. Wręcz przeciwnie — z każdym kolejnym problemem ich przybywa. Zwiększyliśmy również ilość rehabilitacji, bo wiemy, jak bardzo jest jej potrzebna.
Nie wiemy, co przyniosą najbliższe miesiące. Nie wiemy, ile jeszcze razy będziemy pakować szpitalną torbę. Nie wiemy, jakie leczenie będzie potrzebne Mai ani co czeka mojego męża.
Wiemy tylko jedno — nie możemy się poddać.
Maja każdego dnia walczy o swoje małe życie. A my musimy walczyć razem z nią.
Jeśli możecie nas wesprzeć — będziemy ogromnie wdzięczni. Każda wpłata, każda złotówka, każde udostępnienie zbiórki ma dla nas znaczenie.
Dziękujemy, że jesteście z nami. Że pomagacie nam walczyć o naszą córeczkę wtedy, kiedy sami coraz częściej nie mamy już siły się bać. ❤️












ANNA O.
trzymam kciuki za Waszą rodzinę
Ela i Dominis
Modlimy się do Boga o zdrówko dla was🫶🙏
ANNA O.
trzymam kciuki i modlę się za Was
Anna Pawlos
Dużo zdrowia Grzegorz i Maja
ANNA O.
trzymam kciuki za Waszą rodzinę