Chory kot z raną na twarzy, potrzebujący pomocy weterynaryjnej.

Dziurawy kot

4 320 zł  z 6 500 zł (Cel)
Wpłaciło 58 osób
Wpłać terazUdostępnij
 

18.05.2026

OREO DOŁĄCZA DO ZBIÓRKI..

Wyobraźcie sobie ten ból.

Kość wystającą z rozerwanej łapy.

Otwartą ranę pełną piasku, błota i brudu.

Zapach ropy i gnijących tkanek.

Strach.

Samotność.

I człowieka, który nie przychodzi z pomocą.

Ten kot został potrącony przez samochód. Uderzenie dosłownie zmiażdżyło jego łapę. Doszło do otwartego złamania — kości były na wierzchu. Rana przez długi czas pozostawała niezaopiekowana. Do środka dostał się piasek, ziemia i bakterie. Tkanki zaczęły obumierać. Wdała się martwica. Pojawiła się ropa.

On cierpiał. Długo.

Miał właścicieli.

Miał swój dom.

Miał ludzi, którzy powinni zrobić wszystko, żeby ratować go natychmiast.

Usłyszeliśmy tylko:

„To stało się wczoraj”.

Ale ciało mówiło coś zupełnie innego.

Martwica nie pojawia się po kilku godzinach. Ropa nie zbiera się od razu. To trwało znacznie dłużej. Ten kot przez dni żył z otwartą raną, z roztrzaskaną łapą, z bólem tak ogromnym, że większość z nas nie potrafi go sobie nawet wyobrazić.

Może schował się gdzieś pod samochodem.

Może próbował doczołgać się do domu.

Może płakał z bólu i czekał, aż ktoś w końcu go uratuje.

Nikt nie przyszedł.

Dziś na cito trafił do lecznicy, bo nie było już ani minuty do stracenia.

Natychmiast zabrano go na stół operacyjny.

Lekarze musieli:

💔 wycinać martwe tkanki

💔 usuwać ropę i oczyszczać głęboką ranę

💔 usunąć zdruzgotany, martwy fragment kości

💔 przepłukiwać ranę

💔 zakładać dreny i sączki

💔 walczyć, żeby infekcja nie zniszczyła reszty łapy

To jednak dopiero początek jego walki.

Przed nim kolejne zabiegi.

Kolejne opatrunki.

Kolejne faktury.

I ogromny ból, z którym codziennie musi się mierzyć.

A my kolejny raz stoimy pod ścianą.

Nie mamy pieniędzy na kolejne tak ogromne leczenie. Nasze konto jest puste, a zwierzęta wciąż potrzebują pomocy.

Ale jak powiedzieć „nie” kotu, który dosłownie gnił żywcem?

Jak zostawić go samego?

Błagamy Was o pomoc.

O każdą złotówkę.

O każde udostępnienie.

Pomóżcie nam uratować kota, którego człowiek zawiódł w najbardziej dramatycznym momencie jego życia.


On już wie, czym jest cierpienie.

Pokażmy mu teraz, że istnieje też dobro.


DZIURAWY KOT

Nie wiem, jak opisać to, co dziś zobaczyłam.

Naprawdę nie wiem.

Widziałam już bardzo wiele.

Połamane łapy.

Rozjechane zwierzęta.

Skrajne wychudzenie.

Śmierć.

Ale ten dziurawy kot…

tego obrazu nie potrafię wyrzucić z głowy.

To młody kot.

Ma około roku.

Powinien żyć.

Biegać.

Jeść.

Spać spokojnie.

A wygląda, jakby ledwo uszedł z życiem po piekle.

Zaatakowało go jakieś zwierzę.

Całe jego ciało jest podziurawione.

Dosłownie.

Dziura obok dziury.

Ślady kłów.

Rozszarpana skóra.

Rany pełne ropy.

Krew.

Martwa tkanka.

Smród gnijącego ciała.

Kiedy go zobaczyłam, byłam w totalnym szoku.

Boję się takich ran.

Naprawdę.

Widok krwi, gnijących tkanek, zapach rozkładającego się ciała powodują u mnie mdłości.

Mój organizm bardzo źle reaguje na takie widoki.

A mimo to zostałam.

Stałam i patrzyłam, jak ten dziurawy kot jest opatrywany.

I wiecie co było najbardziej poruszające?

On był grzeczny.

Nie walczył.

Nie gryzł.

Nie drapał.

Leżał spokojnie.

Jakby wiedział, że człowiek w końcu nie chce zrobić mu krzywdy.

Że ktoś w końcu chce mu pomóc.

Patrzyłam na kolejne rany i myślałam tylko o tym, jak bardzo musi cierpieć.

Jak ogromny ból musi czuć przy każdym ruchu.

Jak każda rana piecze.

Jak ciągnie skórę.

Jak pulsuje.

Jak nie daje odpocząć nawet na sekundę.

I że ten dziurawy kot musiał z tym bólem funkcjonować nie godzinę...

nie jeden dzień...

ale długo.

W pewnym momencie moja psychika przestała to wytrzymywać.

To było za dużo.

Za dużo bólu.

Za dużo cierpienia.

Za dużo ran na tak małym ciele.

Próbowałam odsunąć od siebie te myśli.

I wtedy w głowie pojawił mi się straszny obraz...

że gdyby wlać w niego wodę...

to zastanawiałabym się, iloma dziurami ta woda by wypłynęła.

To brzmi okropnie.

Wiem.

Ale to nie była "dziwna myśl".

To był moment, w którym moja głowa próbowała jakoś zrozumieć skalę jego obrażeń.

Bo patrzyłam na żywe stworzenie, które dosłownie było całe w ranach.

I nie mogłam znieść świadomości, jak bardzo ten dziurawy kot cierpi.

On nadal żyje.

I nadal walczy.

Ale bez naszej pomocy może tej walki nie wygrać.

Przed nim leczenie, leki, oczyszczanie ran, diagnostyka i hospitalizacja.

Błagamy Was o pomoc.

Każda wpłata ma znaczenie.

Każde udostępnienie ma znaczenie.

Nie pozwólmy, żeby życie tego kota było tylko historią o cierpieniu.

Słowa wsparcia

Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲


  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    28.05.2026
    28.05.2026

    Jestes w dobrych rekach ❤️❤️❤️

  • Iwona - awatar

    Iwona

    23.05.2026
    23.05.2026

    Walcz Toffiku ❤️❤️❤️

  • Ellie - awatar

    Ellie

    23.05.2026
    23.05.2026

    Zdrówka dla Was kochane kotki ❤️❤️❤️

  • Asia - awatar

    Asia

    23.05.2026
    23.05.2026

    Bądź zdrowy i otoczony miłością Toffisiu ❤️

  • :3 - awatar

    :3

    23.05.2026
    23.05.2026

    Bądźcie silne kociaczki, wierzę w was♡♡♡

4 320 zł  z 6 500 zł (Cel)
Wpłaciło 58 osób
Wpłać terazUdostępnij
 

Wpłaty: 58

Agnieszka - awatar
Agnieszka
20
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
50
Add alt here
Dołącz do listy
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
35
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
10
Monika H - awatar
Monika H
50
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
20
Klaudia - awatar
Klaudia
50
Dominika - awatar
Dominika
100
Add alt here
Dołącz do listy
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
5

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

fundraiser thumbnail
Załóż swoją zbiórkę

Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!

fundraiser thumbnail