Zbiórka OKALECZONE KOTY- POMÓŻ im POMÓC - miniaturka zdjęcia

OKALECZONE KOTY- POMÓŻ im POMÓC Jak założyć taką zbiórkę?

Czarny kot z zielonymi oczami, głaskany przez rękę.

OKALECZONE KOTY- POMÓŻ im POMÓC

877 zł  z 15 000 zł (Cel)
Wpłaciło 18 osób
Wpłać terazUdostępnij
 
Monika Kostko - awatar

Monika Kostko

Organizator zbiórki

Zjawiły się niewiadomo skąd w miejscu karmienia Kotów Niczyich. Zanim same stały się Niczyje, "czyjeś" były - udręczone i upodlone ze szczególnym okrucieństwem... (Niełatwo było zrobić im zdjęcia NIE "epatujące drastycznością".)

Szylkretowa Kotka - próbująca ukoić swój ból głośnym mruczeniem... ciężarna (choć ona sama to jeszcze Kocie Dziecko)... z przetrąconymi tylnymi łapkami, którymi bezwładnie powłóczy, ciągnąc je za sobą... skrajnie wychudzone ciałko z zanikami mięśni i ubytkami sierści... całe zmaltretowane... na prawym boku duża opuchlizna, prawdopodobnie od silnego uderzenia (czymś w nią lub nią samą o coś)... 💔

Biały Kot - który płacze (z oczu płyną mu łzy, zupełnie jak człowiekowi, gdy opłakuje swe nieszczęście)... cały skulony w pozycji bólowej... jego ogon częściowo odarto ze skóry a w połowie długości przecięto ostrym narzędziem... pod ogonem i w okolicy narządów płciowych jedna rozległa krwawa rana... na głowie ogromna opuchlizna nachodząca aż na oczy... pyszczek zniekształcony... najprawdopodobniej (oprócz serca) ma złamaną szczękę... 💔

Wbrew porzekadłom - KOTY: 

NIE "mają 7 żyć" i niestety 

NIE "zawsze spadają na cztery łapy" ani 

NIE "zawsze sobie poradzą " a ich

 "mruczenie oznacza zadowolenie", ale... 

NIE ZAWSZE.

Koty czasem mruczą z ogromnego bólu, który próbują w ten sposób ukoić. Albo dlatego, że umierają. Są niezwykle dzielne - dopóki tylko to możliwe, starannie ukrywają swoje dolegliwości. Jeśli po kocie "widać objawy", to zwykle jego stan jest już bardzo poważny, nierzadko krytyczny.

Koty Niczyje niczym nie różnią się od Czyichś - nie cierpią mniej, nie boli je mniej i nie boją się mniej... Tylko nie mają nikogo, kto by się tym przejął.

Mnie ich los przejmuje bardzo i od 18 lat staram się - jako osoba całkowicie prywatna i wyłącznie z własnych środków - ratować je z przeróżnych opresji. 💪 

A o odratowane dbam jakby były "moje własne" - z największą starannością: karmię (zbilansowany BARF + karma holistyczna/ bezzbożowa/ wysokomięsna/ wysokoenergetyczna + suplementy w zależności od potrzeb - na stawy, na odporność, zdrowy układ moczowy/trawienny, prebiotyki, probiotyki, postbiotyki etc.), leczę (badania, konieczne zabiegi, hospitalizacje w klinikach, konsultacje specjalistyczne, leki), poddaję kastracji, sanacji, regularnemu zabezpieczaniu przed pasożytami wewnętrznymi i zewnętrznymi, wyadoptowuję (o ile konkretny kot jest proludzki i wyłącznie do rzetelnie sprawdzonego domu, nigdy nie oddaję zwierząt w tzw. deklaratywnie "dobre ręce", gdyż niemal one wszystkie pochodzą właśnie z takich "dobrych" domów i rąk 😡), nieadoptowanym staram się zapewnić schronienie przed wilgocią i zimnem (w czasie mrozów każdy kot ma zapewniony w legowisku ogrzewacz typu Heat Pack utrzymujący stałą temp. 50°C), no i po prostu je... kocham. 😍

Usiłuję tym wolnożyjącym kotom zapewnić możliwie najlepszy dobrostan życia. (Niejednokrotnie stykałam się z opiniami postronnych osób i lekarzy weterynarii, iż te moje kocie "bidy" są lepiej zaopiekowane i bardziej zadbane, aniżeli niejeden kot właścicielski.) Taką mam nadzieję. 🙂

Niektóre z nich stają się Moimi Własnymi Kotami, gdy - z racji na wiek bądź stan zdrowia - nie poradziłyby już sobie jako koty wolnobytujące. Obecnie są to kilku- i kilkunastoletnie koty wymagające całodobowego zaopiekowania, specjalistycznej opieki weterynaryjnej (gastroenterolog, neurolog, kardiolog, endokrynolog), stałego podawania leków i regularnych badań. Oraz... 20-letnia kotka, która co prawda jest "zdrowa jak rydz" (jak na swój wiek), ale trzeba by było nie mieć serca, by nie zapewnić jej choć tej "odrobiny luksusu" po wielu latach życiowej poniewierki...

Wszystko to razem wzięte wiąże się oczywiście z kosztami, które - ze względu na poczucie swojej odpowiedzialności za zaopiekowane zwierzęta - pokrywam w całości SAMA. Nigdy dotąd nie prosiłam nikogo o żadną formę wsparcia, ale wobec ogromu kocich nieszczęść, którym usiłuję zaradzić - czuję już NIEMOC.

Dziś, po raz pierwszy, jestem zmuszona poprosić o pomoc - DLA NICH. Ze względu na stan obu (kolejnych!) kotów, wymagający zapewnienia im należytej pomocy lekarskiej, związanej z wysokimi kosztami, które przekraczają już - jako koszty dodatkowe wobec ponoszonych - możliwości jednej osoby. Niestety. 😔

Jeśli MOŻESZ, proszę - POMÓŻ mi im POMÓC! 🙏


877 zł  z 15 000 zł (Cel)
Wpłaciło 18 osób
Wpłać terazUdostępnij
 
Monika Kostko - awatar

Monika Kostko

Organizator zbiórki

Zadaj pytanie

Wpłaty: 18

Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
55
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
3
Add alt here
Dołącz do listy
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
2
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
2
Kasia - awatar
Kasia
50
Anna - awatar
Anna
50
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
1
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
10
Add alt here
Dołącz do listy
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
50

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

fundraiser thumbnail
Załóż swoją zbiórkę

Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!

fundraiser thumbnail