
Wierni Fani Hani.
Poznajcie naszą podopieczną Agatę. Agata potrzebuje wparcia, ale przede wszystkim nadziei. Jej nadzieja ma od niedawna kolor niebieski, nasz fundacyjny. Nie publikujemy zdjęć Agaty, to drastyczny materiał. A to jak przebiegły dwie nieudane rekonstrukcje nosa i pobrania skóry z ręki, zostawiam sobie i jej. Wierzcie mi na słowo, nikogo nie powinno to spotkać. Dziś Agata nie liczy już na twarz. Liczy na jej substytut, jakim będzie nakładana proteza nosa oraz sztuczne protezy zębów. Liczy, że chociaż jakoś będzie mogła funkcjonować, bez bólu. Chciałabym zapewnić Agacie, przede wszystkim chwilę oddechu i poczucia nie jest sama i sfinansować jej protezy, pomóc w kosztach utrzymania dwójki dorastających dzieci, zapewnić wsparcie terapeutów, takich z prawdziwego zdarzenia, a to ogromne koszty. Przeczytajcie jej historię.
"Nazywam się Agata. Mam 49 lat. Jestem mamą dwójki cudownych dzieci i od ponad trzech lat walczę z nowotworem złośliwym kości nosa. Jeszcze kilka lat temu moje życie wyglądało zupełnie inaczej. Urodziłam się w Krakowie. Tam ukończyłam liceum muzyczne, a później studia z pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej. Dzieci były całym moim światem. To właśnie im poświęciłam swoje życie i swoją pracę. W 2003 roku wyjechałam do Wiednia. Szukałam po prostu miejsca, w którym będę mogła pracować i godnie żyć. Los postawił na mojej drodze miłość, później na świat przyszedł mój syn Vito, kilka lat później córka Nina. Życie napisało jednak inny scenariusz. Oba moje związki się rozpadły i zostałam sama z dziećmi. Samotne macierzyństwo w obcym kraju nie było łatwe, ale nigdy się nie poddałam. Nostryfikowałam dyplom, wróciłam do ukochanego zawodu i każdego dnia starałam się stworzyć dzieciom bezpieczny, ciepły dom. Byliśmy szczęśliwi. Aż do maja 2023 roku. Do dziś pamiętam dzień, w którym usłyszałam diagnozę. Miałam tylko omówić wynik tomografii. Byłam przekonana, że lekarz przepisze kolejny lek i wrócę do domu. Zamiast tego usłyszałam: „To złośliwy nowotwór kości nosa.” W tamtej chwili świat przestał istnieć. Nie pamiętam rozmowy z lekarzami. Nie pamiętam drogi do domu. Pamiętam tylko ręce pielęgniarki, które nie pozwoliły mi upaść I jedną myśl… „ Nie mogę umrzeć. Przecież moje dzieci mają tylko mnie. Nie boję się umrzeć tak bardzo, jak boję się zostawić dzieci.” Od tamtej chwili moje życie zamieniło się w niekończącą się walkę. Operacja. Radioterapia. Kolejne operacje. Ból. Strach. Nadzieja. I znowu ból. Rak zabrał mi nos. Dwie próby rekonstrukcji twarzy zakończyły się niepowodzeniem. Straciłam wszystkie zęby. Na twarzy, szyi i rękach pozostały rozległe blizny. Oddychanie stało się trudnością, a przewlekły ból jest dziś częścią mojej codzienności. Nie pokazuję zdjęć po amputacji. Nie dlatego, że się ich wstydzę. Po prostu chcę zachować godność. A dla mnie godność nie polega na tym, że nie ma się blizn. Według mnie godność polega na tym, że mimo tych blizn człowiek nie pozwala, by to właśnie one definiowały całe jego życie. Chcę, żebyście zobaczyli mnie taką, jaką byłam przed chorobą. Bo właśnie tę kobietę każdego dnia próbuję odzyskać. Przede mną kolejny etap leczenia. Moim największym marzeniem jest proteza nosa mocowana na implantach magnetycznych. Nie po to, by być piękniejszą. Po to, by znów poczuć się człowiekiem. By wyjść z domu bez lęku. By spojrzeć ludziom w oczy bez obawy, że najpierw zobaczą chorobę, a dopiero potem mnie. Niestety koszt takiej protezy jest dla mnie nieosiągalny. Od dnia diagnozy nie mogę pracować. Żyjemy z renty, alimentów na córkę i świadczeń. To pozwala nam przetrwać, ale nie daje szans na odbudowanie tego, co odebrał rak. Każdy miesiąc to wybór między kolejnymi wydatkami, lekami i codziennym życiem. Nie stać mnie na protezę nosa. Nie stać mnie na protezę zębową. Nie stać mnie na nowe okulary, choć mój wzrok bardzo się pogorszył. Mnie po prostu nie stać na poczucie bezpieczeństwa. Dziś lekarze obserwują kolejne zmiany przy prawym oku i na szyi. Czekam na następne badania z nadzieją, że nie usłyszę po raz drugi tych samych słów. To trudne żyć, kiedy każdy kolejny wynik może zmienić wszystko. Ale mimo tego nie przestałam wierzyć. Nie proszę o luksusowe życie. Nie proszę o rzeczy niezwykłe. Proszę jedynie o szansę. O szansę, by odzyskać twarz, by znów normalnie oddychać, by móc się uśmiechnąć. O szansę, by być z moimi dziećmi jak najdłużej. Nigdy nie przypuszczałam, że przyjdzie dzień, w którym będę musiała prosić o pomoc. To jedno z najtrudniejszych doświadczeń mojego życia. Dlatego z całego serca dziękuję Sylwii Barczak i Fundacji „Wszyscy Fani Hani”. To oni pierwsi powiedzieli mi: „Nie jesteś z tym sama.” Podarowali mi coś, czego bardzo mi brakowało. Nadzieję. Jeżeli moja historia poruszyła Twoje serce, proszę – pomóż mi, jeśli możesz. Każda wpłata, każde udostępnienie, każde dobre słowo sprawiają, że jestem o krok bliżej odzyskania nie tylko twarzy, ale także poczucia godności i bezpieczeństwa. Nie chcę się poddać, bo mam dla kogo żyć. Dla mojego syna. Dla mojej córki. Dla ludzi, którzy we mnie wierzą. I dla siebie. Nie marzę o rzeczach wielkich. Marzę o tym, by mieć szansę żyć, a nie tylko egzystować w bólu. Jeżeli możesz podać mi rękę w tej drodze, będę Ci wdzięczna z całego serca. Dziękuję. Agata."
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Elżbieta A.
Życzę zdrowia, nieustającej nadziei i wspierających ludzi wokół
Anonimowy Darczyńca
Zdrówka i dużo siły💛
Gosia P.
Trzymam kciuki Dużo zdrowia. Będzie dobrze.
Marta Kalinowska
Wierzę że będzie dobrze ❤️❤️❤️ Modlę się i przytulam ❤️
Anonimowy Darczyńca
Trzymaj się