
Witajcie kocie mamy oraz koci tatusiowie. Bardzo potrzebuje Waszej pomocy, właściwie potrzebujemy. Mam problem z kocurkiem. Może stracić naprawdę świetny dom, a w dodatku zupełnie nie mam co z nim potem zrobić tak, aby mieć pewność że będzie ok. Ale od początku.
Karmel trafił do mnie zupełnie z przypadku, jechałam do Azylu wziąć miot kociąt na tymczas, a ten pojawił się nagle i szukali mu dt właśnie. Wyszło tak, że ostatecznie dostałam jego. Do Azylu zgłosił do Pan, który mieszka na okolicznej wiosce i dokarmia przechodzące tam dzikie, półdzikie koty. Gdy pojawi się jakiś wyjątkowo mizerny, to zgłasza go i tak też było w przypadku Karmela. Jego czarna sierść była zbrązowiała, matowa, jedno oczko było całkiem zaropiałe, brzuszek jak balon. Miał wtedy prawdopodobnie 3 miesiące. Od początku był (i dalej jest) niesamowicie miziasty, kochany, wręcz obejmuje łapkami szyję gdy się go bierze na ręce. Szybko okazało się, że ma jedną olbrzymią wadę – sika na wszystko co miękkie (lub też nie jest twardą podłogą, np. tunel położony na podłodze , mimo że nie był puchaty i mięciutki, został osikany, po czym Karmel dalej się w tym bawił :O ).
Na początku wyglądało to dla mnie jak choroba sieroca i nawet mam podejrzenie, żę domyślam się, jak wyglądało życie Karmelka – urodził się wioskowym kotem od „szczęsliwie” wychodzącej kotki, został za szybko oddany i albo uciekł nowym właścicielom (jeśli był wychodzący), albo go porzucono bo sprawiał problemy (sikanie, oczko).
Najpierw wykluczyłam przyczyny zdrowotne sikania (badanie krwi, moczu zebranego z kuwety wysypanej specjalnym żwirkiem, badanie moczu pobranego z pęcherza, jonogram, usg pęcherza i nerek). Na pierwsze pobranie moczu z pęcherza nie dojechaliśmy, bo zasikał się w transporterze (mimo, że droga była 10 min). Na drugie badanie udaliśmy się w ten sposób, że niosłam go na rękach (inny wet, bardzo blisko plus transporter się zniszczył) i jako że nie mogł mnie osikać, to udało się pobrać mocz. Czyli ma kontrole nad pęcherzem, bo jakby nie miał w jakiś sposób, to też byłabym obsikana.
Wszystko było ok., więc został poddany kastracji (wiem, powinien mieć szczepienie, ale nie chcialam utrwalić nawyku sikania). Nie pomogło.
Bardzo dbałam o jego poczucie bezpieczeństwa. Gdy mnie nie było w domu, był zamknięty w kennelu i nie miał tam nic miekkiego, bo jak miał, to zaraz sikał no a po co ma sobie utrwalać. Gdy byłam w domu to go wypuszczałam, ale też mocno obserwowałam. Radziłam się behawiorysty (tylko przez fb niestety) i mówił, że to może być powinowactwo do miękkiego, trzeba pilnować, przekładać do kuwety jak tylko szuka miejsca, tak długo, aż się nauczy. No i było lepiej, czasem sobie szedł, nagle zatrzymywał się i zawracał do kuwety, także coś się działo w jego głowie. Czasem chodził wokół kennela, jakby szukając wejścia (gdyby były smaczki, znalazłby od razu), wtedy brałam go na ręce, zamykałam na chwilę w kennelu, szedł sikać i wypuszczałam. Z kupą zero problemów. Przez te problemy wykruszył się fajny dom – dziewczyna bała się odpowiedzialności i czy da sobie radę z takim kotem i okej, rozumiem i szanuje za uczciwość.
Po pewnym czasie udało się znaleźć dom, od razu zastrzegałam, że w stresie (jak wtedy myślalam, bo u mnie potem już było całkiem nieźle) może sikać na miękkie. Nowi właściciele zaakceptowali, twierdzili, że dają sobie z tym radę. No i nie dali. Na początku było dobrze, ale gdy główna opiekunka wróciła do szkoły (skończyly się wakacje), Karmel zaczął sikać wszędzie. Szybko go oddali, u mnie był tylko momnet, bo kennel zamknięty przez 22 h na dobę to raczej pracowanie na pogłębienie problemu, a u mnie niestesty takie warunki.
Trafił do świetnej dziewczyny we Wrocławiu, z doświadczeniem z kotami problematycznymi. Trafił na tymczas, jednak tak świetnie wpasował się w dom, zaprzyjaźnił z resztą kotów, że nie było mowy o oddaniu. Przestał sikać (raz, podczas 2 dnia w tym domu, ale to początkowy stres mógł sprawić i nie ma się nad czym rozwodzić). Razemz nim do tego domu trafił inny kot z mojej fundacij, bardzo pokiereszowany, z połamanymi łapami. Był w szpitalu, gdy wrócił, Karmel na chwilę znów zaczął sikać. Poświęcono mu więc jeszcze więcej uwagi, także w kontakcie 1 na 1. No i poprawiło się. Domownicy pokochali Karmela, mimo jego zabawy w zrzucanie wszystkiego z półek nocą :D raz nawet oberwali w głowę :D
Karmel miał też problem z granicą bólu w zabawie, ale tego już się nauczył.
Potem był moment że znów zaczął sikać, ale nowa właścicielka zauważyła, żę gdy na noc zostawi zapalone światło to nie ma sikania. Więc znów było dobrze.
Aktualnie sika codziennie na pościel, legowiska, drapaki, nawet na zostawioną na ziemi foliówkę z zakupami. Nie pomogła zmiana żwirku, więcej kuwet, inny proszek do prania. Badania oczywiście były zrobione (krew i mocz z pęcherza, na więcej nie ma pieniędzy bo drugi kot pochłania dosłownie tysiące). Pozostałe koty wariuja od zapachu, ludzie powoli wysiadają emocjonalnie, bo nie wiadomo jak mu pomóc. Nie wiemy gdzie szukać zdrowowtnie (mój wet wcześniej też nie wiedział już), myślałam jeszcze o tabletkach lub feromonach uspokających, o behawioryście. Po totalnie nie widać teraz prawidłowości w jego zachowaniu. Dalej jest tulaśny i wspaniały, ale sika.
W związku z tym szukam jakichkolwiek rad, poleconego weta i behawiorysty we Wrocławiu oraz wsparcia naszej zbiórki. Fundacja chciała w tym roku budować kociarnie, a nie dość, że drugi kotek wymaga tysięcy na doprowadzenie do zdrowia, to materiały budowalne poszły w górę. Brakuje już na behawiorystę, zwłaszcza, że to raczej potrwa.
Wręcz błagamy, jeśli nie wpadniemy na coś, na sposób jak mu pomóc, to nie będzie mógł tam zostać, do mnie może wrócić do kennelu, więc nasiliłoby to stres i problem. To tak towarzyski kot. Rozważam nawet dom wychodzący, ale przecież jego zachowanie musi mieć przyczynę. Dlatego już błagam o pomoc, radę lub parę złoty.
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!