Zaćmienie Księżyca
Nóżka jest w tragicznym stanie i jesg całkowicie martwa


Cześć,
Mam na imie Maja. Od 12 lat opiekuje się cudownym puchatym kotkiem o imieniu Pusia. Tworzymy w domu rodzinna atmosferę, a zatrzymywanie jednego kotka z miotu w kolejnych pokoleniach to u nas tradycja. Zaczęło się od prababci Pusi - Muszli. Mama mojej puszystej przyjaciółki zmarła 2 lata temu i bardzo to przeżyłam. Odczuliśmy to cała rodzina, bo zwierzaki to w naszym życiu o wiele więcej. Towarzysza nam od wschodu do zachodu slonca i są naszymi małymi przyjaciółmi. Mają dusze (wiem, jak to brzmi), ale najbardziej zrozumią moją ogromną wdzięczność, co do życia tych futrzaków, Ci, którzy przeżyli swoją miłość do pupila choć raz.
Pusia to żywiołowy kotek. Uwielbia dbac o swoje idealnie puszyste futerko. Od malucha coś mnie do niej ciągnęło, gdy ona oraz jej potomstwo przyszło na świat. Jej mama - Tofi- przynosiła mi ją do łóżka od kociaka (jak gdyby chciała żebym się nią lepiej zajęła). Tak zaczęło się moje potajemne wielbienie Pusi. Nie miałam serca jej oddac i żyje z nami od ponad dekady. Żyje w zgodzie z yorkiem (Misiem), mieszańcem z labradorem (Biszkoptem) i z jedynym, który przeżył z jej dzieciaczków - Lucusiem. Pusia nie może mieć już dzieci. Zadbaliśmy o jej bezpieczeństwo. Dawno temu po swoim jedynym porodzie miały miejsce komplikacje i przeszła swoją 1 operacje/zabieg i usuwali z jej brzuszka martwego kociaka. 2 lata temu odeszła jej mama (potrącona przez samochód).
Czy nadszedł jej czas? Absolutnie nie chcemy z rodzina i przyjaciółmi się o tym przekonywać. To cudowny kot. Powyższe, przytoczone sytuacje pokazują, jak dużo przeszła. Może nie jest człowiekiem i nie przechodzi żałoby, czy nie rozpacza. Ale muszę przyznać, że jako jej odwieczna przyjaciółka widzę po niej zmianę. Od ponad miesiąca nie widze już błysku w jej oczkach. Wydaje się być ciagle smutna. Z mamą staramy się, jak najbardziej jej pomoc, lecz jak w każdej rodzinie pojawiły się problemy. Szczerze mowiac czuje, że schrzaniłam po całości jako jej przyjaciółka i członkini rodziny. Ten futrzak pomagał mi każdej nocy, jak zostawała
sama z myślami. Przychodziła, mruczała pod noskiem, tuliła się i widziała, że coś jest nie tak z Mają i musi (mi) jakos
pomoc. Kocham ją nad życie i potrzebuje jej ciepłego futerka obok siebie. Wiem, że na każdego z nas przyjdzie pora, aby się pożegnać. Lecz nie potrafię się pogodzić z jej tragedia. Jesg zbyt dobrym stworzeniem, aby odejść tak po prostu. Nie chce, by ją coś bolało. Nie pogodzę się z jej śmiercią. Ciężko mi wyobrażać sobie jej odejście.
Po kropce postaram się wyjaśnić, co właściwie stało się z łapką:
Niewiele jak ponad miesiąc temu Pusia wróciła do domu i utykala na lewą, tylnią łapkę. Myślałyśmy z mamą, ze jej przejdzie. Po tygodniu zaginęła. Nie było jej mase czasu(2tygodnie). Były one dla mnie przeraźliwie ciężkie i ciągnęły się w nieskończoność. Szukanie jej i nawoływanie miało miejsce praktycznie co dzień. Pewnego dnia, gdy wróciłam do domu rodzinnego (wyprowadziłam się z niego pare miesięcy temu), gdy zbliżał się już wieczor. Zobaczyłam Pulkę w drzwiach tarasowych. Od razu zaczęłam krzyczeć po mame. Mój lamentując głos bardzo ją wystarszyl. Gdy przybiegła do mnie z łazienki zobaczyła mnie całą we łzach, zwijającą się na podłodze. Pokazałam jej palcem drzwi. Szczerze? W tamtej chwili nie wierzylam w to, że ona jest prawdziwa. Myślałam, że oszalałam i dlatego zaczęłam wołać po mame. Ona również ją zobaczyła i szybko zabralysmy ją do środka. Gdy ją podniosłam poczułam same żebra i kosci. Była wygłodzona, a nastepne dni polegały na dokarmianiu jej wysokobialkowymi karmami i jazdami do weterynarza, aby kontrolowac jej zdrowie. Tydzień temu lekarz zaczął przyglądać się stopie. Powiedziałam już 1 dnia, że kuleje na nią już od miesiąca. Wpierw myslal, ze to zwykle zwichnięcie, które musi się samo zagoić. Dostawała zastrzyki. Serce mnie bolało, bo nie mogłam być z nią cały czas. Dzieli mnie od niej kilkadziesiąt km, a paliwo nie tanieje. Zaczęło jej się pogarszać. Poduszeczka u lewej łapki stała się sina. Wylizała sobie łapę tak mocno, że zniknęła jej sierść i zrobiła sobie łysą plamkę na łapce. Dostała, wiec zastrzyki i tabletki na następny dzien( Koty maja bardzo ostre języki.
Rana zapewne musiała jej tak mocno doskwierać, że zaczęło ją swędzieć od środka. A ona w stresie wylizywala sobie tą łapkę aż pod skore. Dzisiaj moja mama miała przyjechać na wizytę kontrolna, lecz pojawiły się komplikacje… Łudziłam się, że z Pusiaczkiem jest już lepiej. Niestety 2 gabinety
weterynarii schrzanily. Okazało się, że Pusia ma pozrywane wszystko od środka w łapce. Zapewne kiedyś musiała utknąć w jakieś szczelinie i tak mocno ciągnąć, że pozrywała sobie mięśnie. Szczerze naprawdę nie wiem, co dokładnie ma pozrywane, bo nie zapamiętałam, ale jedno jest pewne. Nie jest dobrze. Proszę o pomoc dla mojej przyjaciółki, bo nie zasługuje na taki koniec.. Koniec bez walki? Nie ma opcji. Nie pogodzimy się nigdy z jej odejściem i chcemy na ten moment prosić każdego o pomoc. Mamy nadzieje. Pusia walczy, bo wróciła do jedzenia i już nabrała sił. Uwierz z nami <3 Jeśli przeczytał** l do końca to bardzo ci dziekuje. Może napisałam niektóre historie chaotycznie, ale walcze o czas.
Nóżka jest w tragicznym stanie i jesg całkowicie martwa

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!