Joanna Szymańska
Cześć, Kochani 💙
Zbieram się od kilku dni, żeby coś tutaj napisać, ale mam jakąś mgłę mózgową i ciężko mi się skupić na tyle, żeby to co piszę miało sens.
Końcówka ubiegłego tygodnia solidnie mnie przeorała psychicznie, ale nie chcę tutaj pisać o szczegółach.
Z istotnych kwestii- wizyta w klinice zbliża się wielkimi krokami, a zbiórka jak stała, tak stoi. Tutaj chyba naprawdę jedynie jakiś cud mógłby sprawić, że uda mi się zebrać te pieniądze.
Ostatnio, kiedy powiedziałam komuś z mojego, niestety, najbliższego otoczenia, że zbiórka stoi usłyszałam, że widocznie za mało się staram. Tylko, że gdyby można było przez maile czy wiadomości na socialach klęczeć i walić przed kimś czołem, to pewnie tak by to wyglądało. W ciągu ostatniego tygodnia, może półtora, wysłałam spokojnie ponad setkę wiadomości. Do lokalnych firm, do osób medialnych, do wielu, wielu fundacji. I wiecie co? Nikt mi nawet nie odpisał. Nikt. Już bym wolała usłyszeć, że mam spadać niż kolejny raz spotykać się z ignorancją. Co jeszcze mam zrobić? Napaść na bank czy sprzedać nerkę? Nie mam siły. Nie mam siły, by się płaszczyć i robić z siebie debila przed obcymi ludźmi. Schemat jest zawsze taki sam. Piszę do kogoś, błagam o pomoc i odpowiada mi cisza. I ja już naprawdę tego nie wytrzymuję. Tracę nadzieję na to, że zbiorę pieniądze, pójdę na zabieg i w końcu będę mogła umówić termin operacji. Potrafię zacząć płakać tak o, kiedy się na to nie zapowiada. Jestem jedną, wielką kupką zszarganych nerwów. Nie mogę spać. Albo nie mogę zasnąć i męczę się w łóżku do 4-5 (!) albo co chwilę się wybudzam. Czuję, że gdybym zbadała poziom kortyzolu, to zabrakłoby skali.
W kwestii sprawy w sądzie z ZUS póki co też cisza. Minął dopiero lekko ponad miesiąc, więc też nie spodziewam się, że w najbliższym czasie coś się w tej kwestii zadzieje.
W zeszłym tygodniu skontaktowała się ze mną pani syndyk prosząc o przesłanie opisu mojej aktualnej sytuacji życiowej (ewentualne dochody, wydatki, miejsce zamieszkania itd.), by mogła sporządzić końcowe wnioski. Cóż, wciąż mieszkam u rodziców i jestem w całości na ich utrzymaniu, ponieważ ostatni przelew renty dostałam w czerwcu 2025. Ona oczywiście też była o tym informowana i przeze mnie i przez ZUS. Nie mam żadnych własnych pieniędzy, rodzice płacą za mieszkanie, dają mi jeść, opłacają rachunki, płacą też za moje rachunki typu telefon czy ubezpieczenie i raz na 2-3 m-ce realizują moją receptę od psychiatry. Na szczęście leki przeciwbólowe są dla mnie (ZHDK) w pełni darmowe. Nie wyobrażam sobie, gdybym miała kupować je w pełnej cenie. Aktualnie 1 opakowanie wystarcza mi na 5 do 7 dni, a koszt w zależności od apteki to 45-50zł. Miesięczna kuracja wynosiłaby pewnie 250-300zł, a na to niestety nie mogłabym sobie w obecnej chwili pozwolić.
Czekam teraz na dalsze informacje syndyka, ponieważ miał być ustalany plan spłaty, a jako, że nie mam z czego spłacać, to mam ogromną nadzieję, że zostanie wniesiony do sądu wniosek o umorzenie zadłużenia. Tak naprawdę to byłoby najbardziej sprawiedliwe. Skoro oni twierdzą, że ich nie stać, żeby spłacać, no to mnie niestety tym bardziej nie stać. Mimo umorzenia przez komornika ich długu wobec mnie ja nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa i jak tylko podniosę się trochę zdrowotnie, to sprawa wróci do sądu. Oni muszą odpowiedzieć za zniszczenie mi życia.
Tyle dzisiaj ode mnie. Proszę Was, błagam, rozsyłajcie link, udostępniajcie go na swoich profilach fb/ig.
Ja chciałabym tylko, żeby już przestało boleć...
Trzymajcie się ciepło 💙
Asia





















Anonimowy Darczyńca
Niech przynajmniej mniej boli
Joanna Szymańska - Organizator zbiórki
Jesteś niereformowalna 🥺 DZIĘKUJĘ 💙
Mateusz
Powodzenia.
Joanna Szymańska - Organizator zbiórki
Dziękuję 💙
Dorka
Trzymaj się!
Joanna Szymańska - Organizator zbiórki
Dziękuję 💙
Nika
Trzymaj się!
Joanna Szymańska - Organizator zbiórki
Dziękuję 💙
Anonimowy Darczyńca
Wracaj do zdrowia.
Joanna Szymańska - Organizator zbiórki
🥺💙💙💙