Joanna Szymańska
Cześć
znowu jakoś ciężko mi się było zmobilizować, żeby coś tutaj napisać. Sporo się ostatnio działo. Ciężko jest mi zebrać myśli. Ciężko mi później te myśli ubrać w słowa.
Po 1- "potrząsnęłam" trochę panią syndyk, będzie skierowany wniosek do Sądu o warunkowe umorzenie zobowiązań bez ustalania planu spłaty. Jeśli Sąd przychyli się do tego wniosku, najprawdopodobniej na okres próby wynoszący 5 lat, spłata zobowiązań zostanie wstrzymana. Jeśli w ciągu tych 5 lat podejmę pracę, poprawi się moja sytuacja życiowa, syndyk będzie musiał ponownie wnieść o ustalenie planu spłaty.
Po 2.- jeśli już mówimy o Sądzie, to sprawa z ZUS nie posunęła się od lutego ani o milimetr. Jestem prawie 11 m-cy bez pieniędzy.
Po 3. Nie żyje Łukasz Litewka. Bawią mnie te stwierdzenia w przestrzeni publicznej, że nigdy nie odmawiał nikomu pomocy, że pomagał każdemu kto tego potrzebował etc. Przez ponad rok próbowałam skontaktować się z nim na chyba wszystkie możliwe sposoby. O ile nie wiem czy maile i wiadomości zostały odczytane, to oba listy zostały dostarczone, żaden do mnie nie wrócił. Także dla mnie Łukasz jest po prostu kolejną osobą, która mnie zignorowała.
No i tutaj cała na biało wchodzi osoba z mojego najbliższego otoczenia (nie będę pisać kto, bo to nie jest najważniejsze) i mówi mi, że widocznie uznał, że "uśmiech za tyle tysięcy nie ratuje życia" a ja powinnam "ratować się tym, co mam" lub "zgodzić się na tańsze rozwiązanie". Po czymś takim za każdym razem coraz bardziej nienawidzę samej siebie. Dostaję sygnał, że oczekuję za dużo. Ale czy zdrowie i normalne życie to naprawdę tak dużo?
W tym wszystkim nie chodzi o "uśmiech", o względy estetyczne. One naprawdę są u mnie gdzieś na końcu, bo żyję tak wiele lat. Już zdążyłam usłyszeć, że nikt mnie nie lubi, bo mam brzydkie zęby. Okej, jeśli zęby definiują wartość człowieka, to nie ze mną jest problem. To, co mam teraz w buzi to naprawdę jest bomba z opóźnionym zapłonem. Ropnie, zakażenia tkanek, zapalenie wsierdzia, nerek, mózgu, sepsa- to tylko niektóre konsekwencje. I właśnie dlatego nikt nie ruszy mojego kręgosłupa bez porządku w jamie ustnej.
Nie mam czym się ratować i nie mam żadnych tańszych możliwości. Pierwotnie otrzymałam kosztorys leczenia 134k. Z końcem roku w klinice, która mi go przygotowała była zmiana cennika. Teraz myślę byłoby to w okolicy 160k. Rozpoczął się zanik kości. Jeśli wyrwę zęby i nie obciążę kości implantami i mostami, resorpcja przyspieszy. Jeśli dołożymy do tego odbudowę kości przed implantacją to nie dość, że wydłuży się czas leczenia, to wzrosną jego koszty. +/- dodatkowe 50k. Poza tym, w życiu nie zgodzę się w wieku 30 lat na ruchome protezy całkowite, bo ani z tym normalnie jeść, ani mówić. A ja muszę wrócić do pracy. Operacja nie spowoduje, że nagle na koncie pojawią mi się pieniądze. Nie wiem na ilu etatach musiałabym pracować albo ile zarabiać żeby odrobić to, co straciłam. Przecież po wyprowadzce od rodziców będę musiała płacić za wynajem, "życie", rachunki. Część zabierze syndyk. Jak jeszcze miałabym odłożyć na leczenie stomatologiczne?
Kolejnym zarzutem jest to, że piszę na zbiórce o kocie. Piszę i będę pisać, bo nie mogę udawać, że go nie ma. To za wasze pieniądze kupuję mu jedzenie, żwirek, zabieram do weterynarza, bo na ten moment innych pieniędzy po prostu nie mam. I za to DZIĘKUJĘ!
Kiedy napisałam, że niczego nie rozumie, zostałam skwitowana słowami "widzę, że nikt nie rozumie oprócz ciebie". A później są kolejne pretensje, że się do siebie nie odzywamy, że nie mamy kontaktu. Aktualnie nie mam kontaktu z nikim. Bo po prostu nie mam na to ani siły, ani ochoty.
No i po 4. Widziałam kilka dni temu zbiórkę, aktorowi teatralnemu spłonęło mieszkanie. Rosła w oczach. Znajomi, przyjaciele, zjednoczyli się i pomagali. I tak się zastanawiam... co ja takiego zrobiłam, że nie zasługuję na to, by ktoś mi pomógł? Zawsze byłam dla innych, a dzisiaj kto jest dla mnie? Też bym chciała, żeby dla mnie w dobę zebrano 90k. A tymczasem nawet nie mogę wybłagać wśród znajomych mi osób udostępnienia linka. Ile razy mam jeszcze wyjąc z bólu zatruć się lekami, żeby ktoś w końcu zwrócił na mnie uwagę...?
Moi znajomi, "przyjaciele", byli obok wtedy, kiedy mieli z tego jakieś korzyści. Właśnie teraz dobitnie to widzę. Jest mi przykro, bo gdyby sytuacja się odwróciła, ja pierwsza gnałabym z pomocą. A wiem, że wielu miałoby różne możliwości. Tylko nie chcą ich dla mnie wykorzystać.
Aaaa, jeszcze po 5.! Wydarzyło się w ostatnich dniach również coś pozytywnego, ale o tym więcej, jak tylko sama będę miała jakieś info. Jeśli to czytasz- dziękuję raz jeszcze!
Chyba tyle na dziś. Dużo słów, dużo emocji.
Przepraszam, jeśli kogoś coś dotknęło- nie taki był mój zamiar, ale ja nie umiem i nie chcę już dusić wszystkiego w sobie.
Niezmiennie będę wdzięczna za wszystkie udostępnienia i każdą pomoc.
Dziękuję, że jesteście tu ze mną 💙
Asia























Anonimowy Darczyńca
Niech przynajmniej mniej boli
Joanna Szymańska - Organizator zbiórki
Jesteś niereformowalna 🥺 DZIĘKUJĘ 💙
Mateusz
Powodzenia.
Joanna Szymańska - Organizator zbiórki
Dziękuję 💙
Dorka
Trzymaj się!
Joanna Szymańska - Organizator zbiórki
Dziękuję 💙
Nika
Trzymaj się!
Joanna Szymańska - Organizator zbiórki
Dziękuję 💙
Anonimowy Darczyńca
Wracaj do zdrowia.
Joanna Szymańska - Organizator zbiórki
🥺💙💙💙