Zuza Łukasik
7 sierpnia Gino zasnął i swoim niespiesznym krokiem udał się w kierunku tęczowego mostu.
Postanowiłam pożegnać go w momencie, gdy nadal przypominał siebie i miewał momenty radości. Byłam świadoma, jak mocno choroba postąpiła, ale mogłam tylko obserwować i wyobrażać sobie, jak wiele kosztuje go dalsze funkcjonowanie.
Wiem, jak wiele osób zaangażowało się w historię i walkę o tego dzielnego pieska. Dlatego poza oczywistym - DZIĘKUJĘ - chcę zostawić tu kilka słów komentarza.
Pożegnaliśmy się w miejscu, do którego zawsze chciał wracać, w towarzystwie jego ulubionych lekarzy, bez pośpiechu i z możliwą czułością. Czuję spokój i wdzięczność, że ten dzień w całości był dla Gino i o Gino, w zgodzie z moim sumieniem i sercem. Wobec całej bezsilności i wizji nieuniknionego, to jedno mogłam jeszcze zrobić - uczynić ten dzień pięknym wspomnieniem.
Ostatni poranek spędziliśmy na tuleniu, rozpustnym jedzeniu i byciu tu i teraz. Gino, Pixie Dixie i ja. W drodze do przychodni przywitał merdającym ogonem pieska, zjadł chlebek bananowy i ostatni raz wstąpił do ulubionego psiego saloniku na przekąskę. W klinice przywitały go ulubione panie, gotowe głaskać, karmić naleśnikami i być z nami tak długo, jak potrzebowaliśmy. Gino do końca był otoczony wspaniałymi, empatycznymi ludźmi. Na tęczowy most wyruszył w kocyku, z naręczem słoneczników, ze mną i Pixie obok. Choć dziś jesteśmy w domu wszyscy, ale inaczej niż wcześniej, to jestem spokojna, bo wiem, w jak wielu sercach pamięć o Gino będzie zawsze żywa.
Dziękuję Azylowi Psi Głos za uratowanie Gingera. Adze i Jarkowi, bez których nie moglibyśmy na siebie trafić. Doktorowi Sławomirowi Gizińskiemu za całą opiekę onkologiczną. Personelowi przychodni Pod Lipą, szczególnie pani Karolinie za mistrzowskie pobierania krwi, pani Adriannie i panu Krzysztofowi - za wszelką pomoc, wszystkie przywitania i to ostatnie pożegnanie. Dolinie Spokoju za empatię i tworzenie tak potrzebnego miejsca, w którym my, psi opiekunowie, możemy odnaleźć spokój, gdy tracimy sens. Gosi z Psiego Zacieszu za witanie Gino i Pixie z otwartymi ramionami i smaczkami niemal dzień w dzień - nawet gdy Gino nie miał siły, do Ciebie zawsze chciał zaglądać. Moim kochanym sąsiadom, do których Gino wchodził jak do siebie i nigdy nie chciał wychodzić. Moim bliskim, przyjaciołom, kursantkom, znajomym bliższym i dalszym - za całe wsparcie, troskę i opiekę, dobre słowo, zainteresowanie i niepozwolenie mi ani na chwilę zwątpić, że to, co robię, ma sens.
TOBIE, który/a czytasz tę wiadomość - za wsparcie słowem i gestem, wielkie serce, podarowanie nam czasu, a mnie siły. W serpentynie życiowych zakrętów dostałam od Was wszystkich spokój o to, co przyziemne, i możliwość skupienia się na tym, co było dla mnie naprawdę ważne.
Osobne podziękowania dla Pati - za obecność ciałem i sercem, rzucenie wszystkiego, by spędzić i uwiecznić ostatnie popołudnie z Gino, a potem przytulić mnie w nowej rzeczywistości.
Dla Pixie Dixie, która tego nie przeczyta, ale towarzyszy mi i przeżywa razem ze mną to wszystko, nawet gdy nie raz musiała być na drugim miejscu. Wreszcie Tobie, Gino - za to, że pozwoliłeś mi się oswoić, doświadczyć czegoś jedynego w swoim rodzaju, dojrzeć. Wniosłeś do mojego życia mnóstwo radości i poczucia sensu, dałeś mi siłę, gdy czułam się słaba. Obserwowanie Twojej metamorfozy było jednym z najpiękniejszych doświadczeń. Stałam się dzięki Tobie lepszym człowiekiem. Zawsze kochałam zwierzęta, ale nie sądziłam, że to właśnie pies, jak nikt inny, otworzy mnie na ludzi i pozwoli poczuć, czym jest prawdziwe człowieczeństwo.
Wasze zaangażowanie i całe ciepło nie przestanie mnie wzruszać. Nie jestem w stanie podziękować każdemu z osobna, ale gdy dotrze do Was wiadomość z tą aktualizacją, chcę, byście wiedzieli, że zrobiliśmy razem coś dobrego. I że dzięki temu zmieniło się na lepsze więcej niż jedno istnienie.
Zuza
❤️
Jeśli zechcecie zostawić tu jakiekolwiek słowo - do końca tygodnia zbiórka będzie otwarta.





Gino jest pacjentem kardiologicznym - z tego tytułu najbezpieczniejszą formą leczenia jest dla niego chemioterapia w tabletkach. Niestety Palladia jest lekiem bardzo drogim - miesięczna kuracja kosztuje około 1000 złotych - i towarzyszą jej regularne kontrole, badania krwi oraz dalsze zalecenia: RTG klatki piersiowej czy USG jamy brzusznej. A to dopiero początek. Do tego dochodzą koszta leków, które Gino przyjmuje na stałe (Cardisure, Karsivan) . Od początku roku diagnostyka i operacja oraz towarzyszące im działania pochłonęły ogromne koszta.




Anonimowy Darczyńca
na walkę z rakiem
Anonimowy Darczyńca
Zdrówka dla Gina!
Anonimowy Darczyńca
Zdrowia!
WikiPikachu | CLEARMC
trzymajta sie pozdro od wikipikachu
Oliwia
🩷