Aleksandra Jankowiak
Wypis ze schroniska z dnia adopcji Siwka


Jestem Siwek, 15-letni kundelek,
który zaledwie przed kilkoma dniami dziarskim krokiem opuścił schronisko!
I chociaż strasznie pragnę się w pełni nacieszyć nowym DOMEM, to na przeszkodzie ku szczęściu stoi moje zdrowie... cały czas jestem słabiutki i przesypiam tym samym niemal calutkie dnie, chociaż moja mama wychodzi z siebie, żeby było mi jak najlepiej... i od pierwszego dnia jest w konsultacji z lekarzami, a ja odkąd tu jestem dostaję całą masę leków, o każdej porze coś... to na wątrobę, to na tarczycę, a nawet jakieś super suplementy co są chyba na wszystko... co prawda mam lepsze chwile i poprawił mi się tutaj apetyt [walczymy na to wszystko z niedowagą - pierwszego dnia mama mogła policzyć u mnie wszystkie kosteczki, ale od dnia adopcji przytyłem już prawie 400g(!)], ale i tak cały czas wszyscy się o mnie martwią i mnie bacznie obserwują czy jestem stabilny, czy jem, czy równo oddycham... bo bądźmy szczerzy, jestem dopiero na samym początku diagnostyki, mój stan pozostawia wile do życzenia, wiek jest sędziwy, a końca listy potrzeb i kosztów tego mojego leczenia nie widać...
...to co widzę ja, to tylko to jak bardzo to martwię moją calutką nową Rodzinę... dlatego przyszedł chyba na mnie czas by wyciągnąć do Was łapkę po pomoc! Pomożecie?
We wtorek mam umówione kolejne badania, szczegółowe USG brzuszka, echo serca, poszerzony profil tarczycowy i kontrolę ogólną krwi + moczu, żeby ocenić na ile obecne leki pomagają i czy są odpowiednio dobrane czy nie trzeba czegoś dla mnie zmienić. Poza tym wszystkim, jeśli mój stan będzie już stabilny, to w dodatku mam do usunięcia wszystkie trzonowce... a czy nie będzie więcej "dodatków", to dowiemy się dopiero po tego-tygodniowych badaniach. Mama wiem, że bardzo chciałaby to wszystko sama, z własnej kieszeni, ale ten wtorek będzie kosztował prawie tysiąc złotych, a przecież zostaje jeszcze ta operacja, leki, dieta... no a niecały miesiąc temu słyszałem, że mój brat Filemon sam też miał dwie operacje, usunięcia ostatnich zębów + guza, ma 18 lat i dał radę, to może mi też się uda? Ale po kolei, najpierw tarczyca, wątroba i nerki, bez nich na stół mnie nikt nie puści..!
Także trzymajcie za mnie swoje łapki i kciuki Kochani, bo bardzo chciałbym jeszcze się nacieszyć swoim nowym Domem. Nazywają mnie czule Marcysiem, gotują pyszne obiadki i nigdy nie zostawiają samego, zdążyli mnie pokochać, a ja ich. Chciałbym tutaj jeszcze trochę z nimi być...
Wypis ze schroniska z dnia adopcji Siwka

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!