
MALEŃSTWU PRZYSZŁO WALCZYĆ Z PANLEUKOPENIĄ. NIE MA DOMU, NIE MA SWOJEGO UKOCHANEGO OPIEKUNA ALE MA NAS I MUSIMY Z CAŁYCH SIŁ POMÓC JEJ WYGRAĆ.
Wczoraj byłam u jednej z karmicielek w Busku. Chciałam porobić zdjęcia do ogłoszeń maluchom, które p. Ania uratowała przed śmiercią. Zostały wyrzucone niedługo po tym jak otworzyły oczy. Bawiły się nimi dzieci. Pani Ania już przez telefon była bardzo zmartwiona. Na miejscu okazało się, że jeden maluszek jest strasznie słaby a od kilku godzin nie może się skontaktować z miejscowym weterynarzem, żeby udzielić mu pomocy. Nie ma samochodu, żeby móc zabrać gdzieś dalej. Nie zastanawiając się długo zabrałam do Kajtka do Kielc. I tutaj strasznie ale to strasznie dziękuję za przyjęcie nas mimo braku wcześniejszego umówienia wizyty ( przez korono jest to wymagane) i korzystne policzenie- zapłaciłam 90 zł. Na miejscu zrobiliśmy test na panleukopenie. Niestety wyszedł pozytywny.
Byłam przerażona. Nie mogłam zabrać do siebie, bo przecież mam 5 maluchów, a jeśli by wróciła do piwnicy nie miałaby żadnych szans. Mimo, że p. Ania to cudowna kobieta nie ma jak podawać kroplówek, nie jest też mobilna jeżeli cokolwiek by się działo. Nie było innej opcji jak znaleźć szpitalik w Kielcach i go tam umieścić. Kotke o 20 zawiozłam do Pupila. To dla niej jedyna szansa. 6 tyg. maluch słabiutki, bez matki naprawdę walka jest strasznie nierówna.
Sama doba hotelowania to 50 zł, do tego dojdzie leczenie. Potrzebujemy pomocy :(. 
U p. Ani w piwnicy jest jeszcze jej braciszek. Trzymajcie mocno kciuki, żeby z nim było wszystko dobrze.

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!